fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

mieszkania używane - co się szybko sprzedaje

Niespełna 31-metrowa kawalerka przy ul. Grójeckiej, której cena wynosiła 273 tys. zł, czekała na kupca osiem dni
Rzeczpospolita
Część klientów, bojąc się, że od stycznia będzie trudniej o kredyt, chce zdążyć z transakcją do końca roku. Inni czekają na spadki cen
Krzysztof Celiński, pośrednik z agencji Askel Nieruchomości, ocenia, że na rynku nieruchomości zaczyna się wzmożony ruch. – Wygląda na to, że końcówka roku będzie intensywna. Kupującym zaczyna się spieszyć. Na gwałt szukają mieszkania, chcąc zdążyć z transakcją przed końcem roku – mówi Krzysztof Celiński. – Klienci boją się stycznia. Niepokoi ich, że o kredyt może być jeszcze trudniej – podkreśla.

Oferty godne uwagi

Krzysztof Celiński zauważa, że część sprzedających stara się wykorzystywać lepszą koniunkturę. – Właściciel 48-metrowego mieszkania na Pradze-Południe, które kosztowało niecałe 290 tys. zł, zrezygnował z transakcji w ostatniej chwili. Wszystko było uzgodnione, był wyznaczony termin umowy. Ale sprzedający zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem nie chce za lokal za mało, że może zjawi się klient, który da więcej – opowiada pośrednik z Askel Nieruchomości.
Jednocześnie zastrzega, że znalezienie klienta, któremu dana oferta będzie w pełni odpowiadać, nie jest proste. – Ofert jest mnóstwo. Klienci, którzy dopiero zaczynają szukać mieszkania, są pełni optymizmu. Potem okazuje się, że ofert godnych uwagi jest jednak znacznie mniej – zauważa Krzysztof Celiński.
Inaczej dzisiejszą sytuację na rynku widzi pośrednik Cezary Szubielski, dyrektor żoliborskiego biura Krupa Nieruchomości. Według niego nie tylko nie ma mowy o popłochu, ale wręcz widać spowolnienie. – Klienci wychodzą z założenia, że banki nie zrezygnują z przyznawania kredytów, bo czerpią z tego zyski. Poza tym oczekują, że skoro deweloperzy już dziś tak bardzo się starają, by przyciągnąć nabywców, kolejnym krokiem będzie spadek cen – ocenia pośrednik z Krupa Nieruchomości.
Marcin Jańczuk z sieciowej agencji Metrohouse & Partnerzy zaś twierdzi, że dziś sprzedający dążą usilnie do transakcji, o czym świadczy większa skłonność do negocjacji cen. – Poza nielicznymi przypadkami brakuje jednak spektakularnych obniżek, np. 20 proc. ceny ofertowej – zastrzega Jańczuk. – Dla warszawskiego rynku jest to średnio 2,7 proc. W co czwartej transakcji kupującym nie udaje się nic utargować – dodaje.
Cezary Szubielski dodaje, że rabaty nie przekraczają 10 proc. i są one związane raczej z czasem oczekiwania na klienta.

Dwa dni, a może rok

Marcin Jańczuk zauważa, że dziś najszybciej sprzedają się mieszkania o powierzchni do 40 – 45 mkw., których cena nie przekracza 350 tys. zł. – Mogą to być lokale zarówno w nowym budownictwie, jak i w blokach z wielkiej płyty i kamienicach – mówi Marcin Jańczuk. – Choć trudno dziś mówić o sprzedaży mieszkań na pniu, to trafiają się lokale, które znajdują nabywców w kilka dni – przyznaje.
Za pośrednictwem biura Metrohouse & Partnerzy po dwóch dniach nabywcę znalazł dwupokojowy 41,5-metrowy lokal w bloku z wielkiej płyty przy ul. Sucharskiego. Cena: 230 tys. zł (5,55 tys. zł za mkw.). Sześć dni na klienta czekało 35,3-metrowe mieszkanie w budynku z 1966 r. przy ul. Siennej. Cena lokalu: 289 tys. zł (8,1 tys. zł za mkw.).
Według Cezarego Szubielskiego dla klienta kupującego używane mieszkanie najważniejsza jest cena. – Lokal musi być tańszy niż nowy kupiony od dewelopera, który potem trzeba wykończyć – zauważa Cezary Szubielski.
I podaje przykłady transakcji przeprowadzonych ostatnio za pośrednictwem agencji Krupa Nieruchomości. 200 tys. zł (5,7 tys. zł za mkw.) kosztowała 35-metrowa kawalerka z widną kuchnią, położona na pierwszym piętrze przedwojennej kamienicy przy ul. Kordeckiego. Cena 47-metrowego mieszkania z ciemną kuchnią na ostatniej kondygnacji budynku przy ul. Suwalskiej to z kolei 290 tys. zł (6,2 tys. zł).
Dyrektor z Krupa Nieruchomości zauważa, że trudno dziś jednak sprzedać używane mieszkania tam, gdzie istnieje silna konkurencja ze strony rynku pierwotnego. – Gdy na rocznym, zamkniętym osiedlu, deweloper rok temu sprzedawał mkw. mieszkania po 9 tys. zł, a dziś pozostałe lokale wystawia z ceną 8 tys. zł za mkw., to nie ma szans, by mieszkanie z drugiej reki sprzedać po 10 tys. zł – mówi Cezary Szubielski.
Marcin Jańczuk dodaje, że najdłużej sprzedają się mieszkania największe – powyżej 80 mkw. – Jeśli są to lokale zbudowane w starszych technologiach, sprzedaż może trwać nawet dłużej niż rok – przyznaje Jańczuk. – W przypadku nowego budownictwa słabsze tempo sprzedaży dotyczy mało funkcjonalnych projektów – np. dwupokojowych mieszkań na 65 mkw. Długo na nabywcę czekają też nieruchomości, w których w aranżację i wyposażenie zostały zainwestowane duże pieniądze, co znacznie podniosło cenę lokalu – zauważa.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA