fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Nowy rząd Tuska - ministrowie bez autonomii

Jędrzej Bielecki
Drugi rząd Donalda Tuska to tylko tło, na którym ma błyszczeć premier. Nie ma w nim praktycznie indywidualności ani polityków o silnej autonomii
Określenie „rząd autorski" to eufemizm. Na kształt nowego gabinetu miał wpływ wyłącznie Donald Tusk i jego najbliżsi doradcy, zwłaszcza Jan Krzysztof Bielecki. Żadnego wpływu nie mieli przedstawiciele Klubu PO ani prezydent.
Dobór ministrów to wypadkowa wielu kalkulacji Tuska. W rządzie praktycznie nie ma indywidualności ani polityków o silnej autonomii. A ci, jak np. Jarosław Gowin, którzy wykazywali się takimi cechami, zostali ministrami w okolicznościach całkowicie uzależniających ich od szefa rządu.
Największą niezależność – z powodów oczywistych – ma koalicyjny wicepremier Waldemar Pawlak i jego dwaj koledzy z PSL. Pewną autonomię ma szef niezbyt ważnego resortu kultury. Bogdan Zdrojewski miał dobry wynik wyborczy, więc nie jest zależny wyłącznie od Tuska.
Resztę ministrów można podzielić na trzy grupy: urzędników bez ambicji politycznych, polityków bez zaplecza partyjnego oraz polityków PO, dla których wejście do rządu oznacza zależność od kaprysów Tuska.
Do tej ostatniej kategorii należy Gowin – najbardziej niespodziewana nominacja. Krakowski poseł nie chciał resortu sprawiedliwości, ale – według informacji „Rz" – praktycznie nie miał wyboru. Od dawna był krytykiem zaniechań Tuska. Teraz dostał propozycję nie do odrzucenia: pokaż sam, co potrafisz, albo siedź cicho. Odrzucenie propozycji wejścia do rządu byłoby dla Gowina katastrofą prestiżową. W jego przypadku premier powtórzył scenariusz, który cztery lata temu zastosował wobec Cezarego Grabarczyka. Ten jako prawnik liczył na resort sprawiedliwości. Infrastruktura okazała się polem minowym, przez które osłabieniu uległa jego pozycja w PO.
Osłabienie i zamknięcie ust Gowinowi to niejedyna intencja Tuska. – Musimy wciągnąć do rządu także ludzi Grzegorza Schetyny – taki argument padał w czasie spotkań w Kancelarii Premiera. Tę nominację, a także przekazanie Ministerstwa Sportu Joannie Musze trzeba czytać w szerszym kontekście balansowania układu sił wewnątrz PO. Tusk działa na zasadzie „dziel i rządź". Zdegradował wpierw Schetynę, ale teraz awansuje jego stronników, takich jak Rafał Grupiński (szef Klubu PO), Gowin i Mucha. To ograniczanie wpływów „spółdzielni" Grabarczyka korzystającej z tego, że marszałkiem Sejmu została jej nowa patronka, czyli Ewa Kopacz. Znaczący jest awans dla Muchy, bo oznacza to przykry prztyczek w nos dla dwóch czołowych „spółdzielców" – Ireneusza Rasia i Andrzeja Biernata rządzących w Sejmowej Komisji Sportu.
Politycy PO mówią, że Tusk nie przejmuje się brakiem kompetencji niektórych nowych ministrów. Dla niego to nie problem, bo sam powiedział wczoraj na konferencji prasowej, że ministrowie są tylko zderzakami do wymiany. Najważniejsze decyzje będzie podejmował sam, a w resortach wykonawcami będą wiceministrowie. – Nazywamy to metodą by-passów. A nowy kształt rządu oznacza koniec Polski resortowej – twierdzi ważny polityk PO.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA