fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Ks. Adam Boniecki i Krystyna Janda - Robert Mazurek

Robert Mazurek
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Krystyna Janda, poruszona do żywego męczeństwem ks. Adama, poinformowała, że oficjalnie wystąpi z Kościoła. Biorąc pod uwagę, że jest ewangeliczką, będzie to niełatwe, ale dla chcącego... – pisze publicysta
Broń mnie, Panie Boże, od przyjaciół, z wrogami sobie jakoś poradzę" – prawdziwość tego porzekadła poznaje właśnie na sobie ks. Adam Boniecki.
Najpierw jednak trzeba wyjaśnić pewne, wydawałoby się, oczywistości, które dla wielu oczywistościami nie są. Otóż Kościół ma prawo zakazać występów medialnych swoim księżom i naprawdę nie jest to tortura rodem z hiszpańskiej inkwizycji. Takie w nim panują reguły i każdy je zna na długo, nim zechce zostać kapłanem – niby to oczywiste, ale jak się okazało, zdecydowanie nie dla każdego.

Jak wychować 77-latka

Dla mnie – ale to już opinia, nie fakt – oczywiste jest również, że marianie i szerzej cały Kościół instytucjonalny popełniają katastrofalny błąd, zakazując ks. Adamowi Bonieckiemu występów w telewizji czy udzielania wywiadów.
Czym innym jest pewna pobłażliwość dla satanisty i obojętność dla symboli religijnych w miejscach publicznych, a czym innym głoszenie rzeczy ewidentnie sprzecznych z Ewangelią i nauczaniem Kościoła. Tego drugiego nikt wszak ks. Bonieckiemu nie zarzuca, a to pierwsze nadaje się do polemiki, a nie administracyjnych zakazów. Z kapłanem polemizował przecież, i to naprawdę ostro, biskup Mering i jest to model znacznie lepszy niż zamykanie ust.
Strzelając sobie w kolano, marianie osiągnęli cel odwrotny do zamierzonego. Nie tylko ks. Boniecki nie wygaduje już głupstw, ale dopiero teraz zostały one tak naprawdę szeroko rozkolportowane. Sam były naczelny "Tygodnika Powszechnego" nie tylko "swego błędu" nie zrozumie (skądinąd próba wychowywania 77-latka to koncept dość oryginalny), ale wręcz utwierdzi się, a za nim wszyscy pozostali, w przekonaniu, że ma rację, skoro zamiast polemiki próbuje się z nim rozprawić metodami administracyjnymi. Ale cóż, mleko się rozlało.
I zaczął się cyrk. O to, komu odbiła palma pierwszeństwa, toczy się zażarty spór. W czubie z pewnością jest naczelny "Newsweeka" Wojciech Maziarski, który chciałby zakneblowanym Bonieckim zainteresować prokuraturę, widząc w tym zamach na konstytucję, wolność słowa w szczególe i prawa człowieka w ogóle. Tytuł pisma zobowiązuje, więc postaram się dać Maziarskiemu przykład amerykański.
Od kilku miesięcy trwa tam lokaut NBA – koszykarze spierają się z właścicielami klubów, w związku z czym liga nie gra. Zarówno jednych, jak i drugich obowiązuje jednak zakaz komentarzy. Kilku niepokornych postanowiło mimo to wyrazić własne zdanie. Gigantyczne kary finansowe skutecznie jednak zamknęły im usta. A wszystko to w Ameryce – kraju pierwszej poprawki do konstytucji gwarantującej wolność słowa tak szeroko rozumianą, że obejmuje ona wszystko: od pornografii po komunizm i neonazizm!
Zapytuję więc uprzejmie red. Maziarskiego, czy amerykański "Newsweek" wysyłał w tej sprawie zawiadomienie do prokuratora generalnego? A może pan redaktor osobiście pospieszy do Waszyngtonu ulotki na powielaczu ciemiężonym koszykarzom drukować?
Ale Maziarski może i był pierwszy, z pewnością jednak nie popłynął najdalej. Rozumiem, że dla posłanki PO Małgorzaty Kidawy-Błońskiej decyzja księży marianów to "zakaz myślenia", nie wiem tylko, czemu wzięła go do siebie. Bo gdyby jednak zastanowiła się chwilkę, to nie wystawiałaby się tak bardzo.
Bo czy pani poseł naprawdę nie wie, co to jest "dyscyplina głosowania"? Nie wie pani, że za jej złamanie dostaje się w PO 1000 zł kary, a w większych sprawach pewnie wylatuje się z klubu? Niech pani spróbuje głosować przeciw wotum zaufania dla rządu. Zobaczymy, jak zakwitnie wolna myśl w Platformie.
Z tercetu dziennikarze – politycy – artyści ci ostatni zawsze jednak dadzą człowiekowi najwięcej uciechy. Oto poruszona do żywego męczeństwem ks. Adama Krystyna Janda poinformowała, że oficjalnie wystąpi z Kościoła. Biorąc pod uwagę, że jest ewangeliczką, będzie to niełatwe, ale dla chcącego... Może pani Krystyna najpierw do Kościoła wstąpi, tylko po to, by chwilę potem z hukiem go opuścić?

Sikorski pisze do Watykanu

Nie wiem, ale zostawmy te dylematy celebrytów. Niespełna pięć miesięcy temu głos w zupełnie innej sprawie zabrał inny zakonnik, o. Tadeusz Rydzyk. Tu jednak wątpliwości nie było. Przez salon przetoczyła się fala powszechnego oburzenia, którego zwieńczeniem była nota dyplomatyczna ministra spraw zagranicznych do Watykanu z prośbą o uciszenie dyrektora Radia Maryja. Mało tego, minister Sikorski – nie zważając na huk roboty związany z prezydencją w Unii Europejskiej – znalazł czas, by wezwać na dywanik nie tylko nuncjusza apostolskiego, ale i prymasa Polski!
Ojciec Rydzyk palnął wtedy w Brukseli głupstwo, ksiądz Boniecki palnął je teraz w Warszawie. Tyle że red. Maziarski nie dostrzegał w działaniach ministra łamania konstytucji, poseł Kidawie-Błońskiej nie pachniało to cenzurą, a Krystyna Janda nie zrzekała się polskiego obywatelstwa w proteście przeciw uciszaniu niepokornego kapłana. Jak widać, wolność słowa jest swobodą względną.
I jeszcze jedno. Trudno nie dostrzec, że najbardziej o wiarygodność Kościoła troszczą się ci, którzy skądinąd nie chcą mieć z nim nic wspólnego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA