fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Jazztopad we Wrocławiu

Piotr Turkiewicz
Archiwum autora, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Z Piotrem Turkiewiczem, dyrektorem artystycznym festiwalu Jazztopad we Wrocławiu, rozmawia Marek Dusza
Od czterech lat układa pan program festiwalu Jazztopad, według jakiego klucza dobiera pan artystów?
To jest festiwal moich marzeń, zapraszam artystów, których muzykę znam i cenię od lat. Przed koncertem rozmawiamy, co chcieliby zaprezentować, często razem ustalamy program. Zwykle zapraszamy artystów bezpośrednio, nie przez agencje koncertowe. To nie dotyczy największych gwiazd, jak Sonny Rollins w tym roku czy Wayne Shorter i Charles Lloyd w poprzednich latach. Wszystkie inne koncerty mają określoną koncepcję i cel.
Z premierowym programem wystąpi amerykański pianista Fred Hersch. Jak przebiegały ustalenia?
Ponieważ Fred Hersch wystąpi w Polsce po raz pierwszy, chciałem, żeby wystąpił z solowym recitalem, w trio oraz w premierowych aranżacjach na trio i Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Wrocławskiej. Pierwszy raz spotkaliśmy się w Nowym Jorku dwa lata temu po jego koncercie w klubie Village Vanguard. Opowiedziałem mu o idei naszego festiwalu. Zapraszamy artystów na kilka dni, by mogli przygotować projekt na miejscu, zrobić warsztaty, poznali młodych muzyków nie tylko jazzowych ale i klasycznych. Zaaranżować kompozycje na skład jazzowy i klasyczny potrafią nieliczni, wcześniej zrobiliśmy to z Kennym Wheelerem i Johnem Surmanem. Fred Hersch ma wyraźne ścieżki kariery: jazzową i klasyczną. Kiedyś słyszałem jego kompozycje na kwartet smyczkowy. Rok temu ustaliliśmy szczegóły. We Wrocławiu usłyszymy Ravela, Debussy'ego, Strayhorna i trzy premierowe aranżacje jego utworów napisane specjalnie na nasz festiwal.
Jazztopad rozwija się w szybkim tempie, jak publiczność przyjmuje muzyków z pana listy marzeń?
Bardzo dobrze. Potwierdzeniem niech będą liczby: cztery lata temu, kiedy robiłem swój pierwszy festiwal, średnia liczba widzów na koncercie wynosiła 250, rok temu 500. Do tej pory robiliśmy sześć do ośmiu koncertów, w tym roku będzie ponad trzydzieści wydarzeń. Wychodzimy do publiczności poza sale koncertowe przeznaczone dla muzyki klasycznej, koncerty odbędą się nawet w prywatnych mieszkaniach, w księgarniach.
Z jakim programem wystąpi dobrze znany nam pianista Bobo Stenson?
Oczywistym wydawałby się zaprosić go w trio, ale naciskałem, żeby pomyślał o czymś nowym, co chciałby zrealizować po raz pierwszy u nas. Tak powstał nietypowy duet fortepian - perkusja, na której zagra Jon Fält. Dwa lata temu Fält wziął udział w barokowo-jazzowym projekcie z Terje Rypdalem, Maciejem Garbowskim i triem barokowym. Uważam go za jednego z ciekawszych skandynawskich muzyków, jest bardzo otwarty, obdarzony wielką wyobraźnią, gra na wszystkim, co znajdzie wokół siebie. Na scenie Filharmonii Wrocławskiej wśród różnych instrumentów klasycznych po prostu szalał. Wiem, że z Bobo Stensonem utworzą wybuchowy duet. Forma współpracy dwóch artystów na scenie bardzo mnie interesuje.
Usłyszymy także legendarny duet saksofonisty Dave'a Liebmana i pianisty Richiego Beiracha.
W jakimś sensie, skojarzyłem ich na nowo. Kiedy zaproponowałem taki duet Liebmanowi, był zaskoczony i uszczęśliwiony. Przyjadą do Wrocławia z ekipą filmową i będą kręcić dokument. Podkreślę, że ten program jest efektem naszych kontaktów z muzykami przy poprzednich edycjach. Na jedyny koncert w Europie przylecieli do nas Marc Copland i Gary Peacock. Zwierzyłem się Coplandowi, że moim marzeniem jest właśnie Liebman. Usłyszałem, że to jego kumpel. - Masz świetny festiwal, zadzwonię do Dave'a i opowiem mu o tym, namówię go, żeby spotkał się z tobą. I tak się stało. Wcześniejsze próby zaproszenia Liebmana przez agencję nie dawały rezultatów. Osobiste relacje i propozycje oryginalnych projektów powodują, że artyści utytułowani godzą się też na niższe gaże. To jest też oddech w ich codziennej pracy. Liebman będzie we Wrocławiu cztery dni, poprowadzi warsztaty mistrzowskie. Jestem przeciwnikiem zapraszania tylko na jeden występ. Wpadł, wypadł, nawet nie zauważył gdzie jest. Praga czy Berlin, wszystko jedno gdzie, widział tylko hotel i salę koncertową. Pamiętam niesamowite spotkania Kenny'ego Wheelera ze studentami przy piwie, kiedy mogli go zapytać o wszystko. Taką atmosferę nieformalnych spotkań również staramy się wytworzyć.
Czy festiwal zaprasza młodych muzyków?
Takie było moje założenie od początku, nie tylko gwiazdy. Chciałem zebrać muzyków, którzy zasługują by wystąpić na jednej scenie z Waynem Shorterem czy Charlesem Lloydem. Pięć lat temu założyliśmy z Nadin Deventer, organizatorką jazzowego życia w Zagłębiu Ruhry, projekt JazzPlaysEurope: Laboratory. W tym roku odbędzie jego trzecia edycja. Wymieniamy się zespołami w obrębie siedmiu państw europejskich. Siedmiu muzyków, którzy nigdy wcześniej ze sobą nie grali, spotyka się na próbach i ustalają wspólny program. Po próbach w Amsterdamie JazzPlaysEurope Laboratory 3 jest właśnie w trasie koncertowej. Polskę reprezentuje perkusista Michał Bryndal.
Wasze premierowe wydarzenia trafiają na płyty?
- Dwa lata temu w projekcie JazzPlaysEurope: Laboratory wziął udział wrocławski trębacz, kompozytor Piotr Damasiewicz. Napisał kompozycję „Hadrony" na kwintet jazzowy i orkiestrę smyczkową. Dostał dofinansowanie z miasta Wrocław na nagranie, które zrealizował w sierpniu z orkiestrą AUKSO pod kierunkiem Marka Mosia. Ta płyta ma się ukazać właśnie podczas naszego festiwalu. Cieszę z takiej kontynuacji naszych inicjatyw. Natomiast ECM Records chce wydać kompozycję „Waterfalls" napisaną na nasze zamówienie przez norweskiego gitarzystę Terje Rypdala. To będzie nagranie z naszego festiwalu, mam nadzieję, że porozumiemy się w tej sprawie z wytwórnią Manfreda Eichera. To świetna wiadomość dla festiwalu i orkiestry.
Wydarzeniem bez precedensu w Polsce będzie koncert 24-godzinny.
To będzie przygoda i eksperyment, z pewnością trzeba się przygotować kondycyjnie. Ponieważ jesteśmy jedynym jazzowym partnerem Sezonu Kultury Nadrenii Północnej-Westfalii w Polsce, zaproponowałem szczególne wydarzenie. Z Niemiec przyjedzie dwudziestu jazzmanów, do tego dziesięciu polskich z kwartetem Maćka Obary. Zaczynamy w sobotę wieczorem w klubie festiwalowym Puzzle i Instytucie Grotowskiego. To będą nie tylko koncerty, bo zaprosiliśmy artystów audio-wizualnych, m.in. Pawła Janickiego i Gerarda Lebika, którzy przygotują różne instalacje. Niedzielę zaczynamy od jazzowego śniadania w Puzzlach, a potem zacznie się „bieg przez miasto". W ok. dwunastu miejscach, w tym w trzech mieszkaniach prywatnych odbędą koncerty. Wymieszamy tych muzyków, stworzymy duety, które wykonają krótkie, półgodzinne interwencje muzyczne w tych przestrzeniach. Nie zapowiadamy miejsc tych koncertów, bo liczymy na moment zaskoczenia. Po tych miejscach będzie też jeździł specjalny autobus jazzowy.
Jaki będzie scenariusz ostatniego koncertu festiwalu 27 listopada?
Wielkim finałem będzie podsumowanie tych 24 godzin w Filharmonii Wrocławskiej, trzy osobne koncerty. Zagra trio jednego z moich ulubionych artystów niemieckich pianisty Olivera Maasa. Maciej Obara Quartet wykona program premierowego albumu „Equilibrium". Na zakończenie usłyszymy światową premierę kompozycji amerykańskiego pianisty Uri Caine'a napisanej specjalnie dla nas. To jest jeden z moich ulubionych, nieprzewidywalnych kompozytorów i artystów. Opowiedziałem mu o naszym festiwalu, idea bardzo mu się spodobała. Napisał sześć kaprysów specjalnie na Lutosławski Quartet, fortepian i perkusję. Nuty przyszły dwa tygodnie temu. Kiedy zobaczył je lider kwartetu, nie spał pół nocy. Na perkusji zagra młody, kreatywny bębniarz Ben Perowsky, na fortepianie sam kompozytor. Zapraszam do Wrocławia.
Rozmawiał Marek Dusza
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA