fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Fotoinstalacja Claytona Campbella w UNIT24 Gallery w Londynie

materiały prasowe
Z Claytonem Campbellem rozmawia Monika Kuc
Rz: Co jest głównym celem Pana projektu „Słowa, których nauczyliśmy się po 11 września i 7 lipca", prezentowanym obecnie w UNIT24 Gallery w Londynie? Protest przeciw terroryzmowi czy poznanie świadomości międzynarodowej społeczności po aktach terrorystycznych w Nowym Jorku i Londynie?
Clayton Campbell: Mój projekt pokazuje bezstronnie konwersacja różnorodnych ludzi z różnych międzynarodowych społeczności. Celem jest więc wysłuchanie, co mają do powiedzenia, a nie projekcja moich własnych opinii. Oczywiście terroryzm niepokoi ludzi. Starają się zrozumieć, co oznacza, ale przede wszystkim, jeśli tylko mogą, próbują znaleźć nadzieję w rokowaniach na przyszłość. Wystawa Claytona Campbella „Word We Have Learned Since 9/11 and 7/7" w londyńskiej Unit24 Gallery - czynna do 27 października Czy ta instalacja łączy się z Pana wcześniejszymi projektami?
To unikalny projekt. Dokładam starań, aby został zaprezentowany w wielu różnych krajach, gdyż wiąże się z moim poczuciem odpowiedzialności społecznej. Czuję, że artyści jako wolnomyśliciele są najbardziej powołani do stawiania ważnych pytań i poszukiwania odpowiedzi w świecie pełnym politycznych barier, manipulacji mediów i cenzury. Pana fotograficzna instalacja była już prezentowana w USA, Francji, Polsce, Irlandii, Iranie. Zaobserwował Pan różnice w reakcjach uczestników, np. w islamskim Iranie? Tak. W Stanach Zjednoczonych koncentrowano się na traumie po ataku terrorystów na World Trade Center. Natomiast w innych krajach większą wagę przywiązywano do wpływu wydarzeń 11 września na dany region lub kraj. Często zastanawiano się nad wpływem na nie polityki rządu USA. Niemniej każdego wszędzie dotyka przemoc. W Iranie wiązano więc ten projekt z własnymi protestami po wyborach prezydenckich, rządową cenzurą, ograniczeniem praw człowieka i potrzebą swobody wypowiedzi bez strachu. Dawało się odczuć, że Irańczycy czują się nierozumiani przez obywateli Stanów Zjednoczonych, z czym muszę się zgodzić. Ludzie dopisują różne słowa (miłość, terroryzm, globalizm, rasizm...), które nabrały dla nich szczególnego znaczenia po 11 września. Jakie dla Pana jest najważniejsze? Rodzina. Kiedy proszę ludzi o zgodę na sfotografowanie, to zarazem proszę ich o zidentyfikowanie słów, których nauczyli się po 11 września, albo słów, które już znali, ale teraz nabrały dla nich nowego znaczenia. Dla mnie osobiście właśnie rodzina zyskała szczególnie na znaczeniu. To w niej znajduję pocieszenie i siłę do przetrwania jako artysta, żyjący w świecie, który albo nie rozumie artystów, albo też traktuje ich jako reprezentantów zbiorowej świadomości, piękna, czy inteligencji. Jak nazywa Pan swoją sztukę? Sztuką zaangażowaną? Można ją nazwać projektem społecznie zaangażowanym. Dla jasności, to nie jest sztuka polityczna. Angażuję ludzi w sferę społeczną, która daje im głos. Jakie wystawy organizuje Pan jako dyrektor artystyczny 18th Street Arts Center w Los Angeles? Stworzyłem platformę artystów i kuratorów do badania różnych tematów estetycznych, społecznych, religijnych i politycznych. Organizujemy wizualne pokazy z udziałem najlepszych artystów w Los Angeles. Zachęcam ich do spróbowania czegoś nowego. Do podjęcia nowych pomysłów lub koncepcji, których nie mieli okazji zrealizować gdzie indziej. Moja galeria to laboratorium idei. Czy zgodzi się Pan, że Pana artystyczne i społeczne i zainteresowania są podobne do działań Jenny Holzer? Do pewnego stopnia. Jej praca jest jednak bardziej linearna od mojej, uwzględniającej różnorodność opinii wyrażanych za pośrednictwem tekstu w rozmaitych instalacyjnych formatach. Ona jest wspaniałą artystką. Ale moje prace są zarówno przedstawiające jak i narracyjne. U mnie na pierwszym planie są ludzie w różnych sytuacjach. Ich wizerunki skłaniają do zastanowienia się nad sobą. Czy wierzy Pan, że artyści mogą zmienić świat? Tak! Tak! Tak! Myśli Pan już o następnym projekcie? Pracuję teraz nad udostępnieniem projektu „Words..." w Internecie. A moje najnowsze prace to wielkoformatowe tableau - fikcyjne krajobrazy. Zamieszkujący je ludzie rzucają światło na moją prywatność, co nieczęsto u mnie się zdarza. Przyglądam się mojej irlandzkiej tożsamości, problemom przemijania, nadziejom i niepokojom. Chociaż te prace są głęboko osobiste, mają też uniwersalny wymiar, ponieważ odnoszą się do najważniejszych spraw ludzkiego życia. Rozmawiała Monika Kuc Clayton Campbell jest amerykańskim artystą wizualnym, poszukującym nowych strategii komunikacji, twórcą fotoinstalacji. Od 1996 r. jest dyrektorem artystycznym 18th Street Arts Center w Los Angeles, gdzie organizował m.in. wystawy „50 Years-Hiroshima", „Artists Who Write", and „Imaging LA.". Jego prace znajdują się w zbiorach Library of Congress, Phoenix Art Museum, Maison Europeenne de la Photographie, Center for Political Graphics. Rząd francuski nagrodził go wyróżnieniem Order Sztuki i Literatury Chevalier.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA