fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Brązowy medal ME polskich siatkarzy

Radość w polskiej ekipie po zwycięskim meczu z Rosją
Fotorzepa, Tomasz Jodłowski TJ Tomasz Jodłowski
Polacy pokonali Rosję 3:1 i zdobyli brązowy medal mistrzostw Europy. Złoto dla reprezentacji Serbii, która w finale wygrała 3:1 z Włochami
To miał być turniej Rosjan, wydawało się, że bez problemów zdobędą pierwszy złoty medal mistrzostw Europy po rozpadzie Związku Radzieckiego. Ale potknęli się już w półfinale, bo Serbowie to jedna z tych drużyn, które walczą do końca. Chociaż nie mają już wsparcia Nikoli Grbicia, który dowodził zespołem przez lata, nic nie stracili ze swych atutów.
Rosjanie do meczu z Polakami przystąpili rozbici, tak jakby cały czas myśleli o tym, co zdarzyło się dzień wcześniej. Mimo to początek bitwy o brąz nie zapowiadał tak szczęśliwego zakończenia.
Zespół Władymira Alekny szybko objął prowadzenie, uciekł na kilka punktów (11:7) i wydawało się, że siła fizyczna Rosjan i moc ich ataku wezmą górę. Na szczęście odrodził się Bartosz Kurek (23 punkty w meczu), który nie grał najlepiej w tym turnieju, a w sobotnim półfinale przegranym z Włochami 0:3 po prostu zawiódł.
W pierwszym secie Kurek atakował ze skutecznością
88 procent, sam zdobył w tej partii dziesięć punktów. Miał też wsparcie drugiego skrzydłowego Michała Kubiaka. Nominalni atakujący – Jakub Jarosz, który zaczął spotkanie, i Piotr Gruszka – niewiele mu w tym wygranym secie pomogli.
W trzecim secie Jarosz wrócił na boisko w miejsce Gruszki i raz jeszcze się okazało, że ferowanie wyroków przed zakończeniem meczu nie ma sensu. To był dzień Jarosza zarówno w ataku, jak i na zagrywce.
Kurek wprawdzie był nieco mniej skuteczny, ale za to skuteczność Jarosza rosła. W przełomowej trzeciej partii nie popełnił błędu, zdobył dziewięć punktów, atakując ze stuprocentową skutecznością.
– Jestem dumny i szczęśliwy, bo chłopcy pokazali, że są drużyną wojowników. Już w szatni, gdy głośno słuchali utworu AC/DC „Thunderstruck" (Uderzenie pioruna), poczułem przypływ adrenaliny i wiedziałem, że będzie dobrze. A wygrać z Rosjanami to szczególna sprawa z wielu względów. To przecież był faworyt turnieju, najlepsza drużyna Ligi Światowej. Oni przyjechali tu po złoty medal, a wracają z niczym – mówił szczęśliwy trener Polaków Andrea Anastasi.
Dla niego ten brąz ma wartość szczególną, to kolejne podium z kolejną drużyną. Najpierw było złoto z Włochami (1999) w Wiedniu, później wygrany finał w Moskwie z Hiszpanią (2007) i teraz brąz z Polakami, znów w stolicy Austrii. Po drodze do każdego z tych sukcesów zespoły prowadzone przez Anastasego wygrywały z Rosją. Z naszymi siatkarzami dokonał rzeczy niezwykłej, to było pierwsze zwycięstwo Polaków nad Rosjanami w mistrzostwach Europy.
Szkoda tylko, że sobotni przegrany półfinał z Włochami pozostawił  niedosyt. – Gdybyśmy zagrali tak jak z Rosją, mielibyśmy finał – stwierdził Michał Gogol, jeden z dwóch naszych statystyków. – Za dużo było błędów w ataku, psychika też nie była naszą mocną stroną.
– Przyjęcie i obrona nam nie wyszły. Do tego doszła presja półfinałów – tłumaczył się zmartwiony Marcin Możdżonek.
To była  trzecia kolejna  porażka z Włochami w tym sezonie. Najpierw w Gdańsku w finałowym turnieju Ligi Światowej, miesiąc później w Katowicach w Memoriale Huberta Wagnera.
– A przecież wcale nie zagrywali z taką mocą, jak potrafią, tyle że ich serwis był tym razem bardziej urozmaicony – wyjaśniał Łukasz Żygadło, który znakomicie zna włoskich siatkarzy. Szczególnie chwalił Michała Łaskę, który bardzo pewnie atakował.
– Od trzech lat gram w Serie A i nie pamiętam, by popełnił tak mało błędów – mówił nasz rozgrywający o synu Lecha Łaski, który zdobył olimpijskie złoto dla Polski w Montrealu (1976).
Anastasi zapytany po sobotnim meczu, co było największym problemem polskiej drużyny, powiedział: – Włosi. To oni narzucili swój styl, a tacy gracze jak Łasko, Cristiano Savani, Luigi Mastrangelo czy Dragan Travica potrafili wprowadzić w życie taktykę nakreśloną przez Maura Berruto. Polacy, niestety, byli tylko tłem. Nie tak jak skazywani na porażkę Serbowie, którzy pokazali, jak się walczy do końca, i pokonali faworyzowanych Rosjan. Dla takich meczów jak ten drugi półfinał warto było jechać do Wiednia, na szczęście to samo można powiedzieć o ostatnim spotkaniu Polaków.

Iwan Groźny

Złoty medal zdobyła Serbia po wygranej 3:1 z Włochami.
To na pewno nie był najlepszy finał w ostatnich latach, ale emocji było tyle, ile oczekiwano, gdy grają Serbowie z Włochami. Kiedy w czwartym secie Włosi odskoczyli na kilka punktów (17:14) wydawało się, że w wypełnionej do ostatniego miejsca (prawie 10 tys.) wiedeńskiej Stadthalle zobaczymy kolejny tie-break.
Ale Serbowie mają Ivana Miljkovicia, który jeszcze z reprezentacją Jugosławii wygrywał igrzyska w Sydney (2000) i mistrzostwa Europy w Ostrawie (2001). To on przy stanie 19:17 dla Włochów zdobył trzy kolejne punkty i Serbia wyszła na prowadzenie. Wyrównał nasz człowiek w drużynie Mauro Berruto, Michał Łasko, ale Miljković i jego koledzy nie chcieli tie-breaka. Po ataku Ivana Groźnego, jak mówią o Miljkoviciu, Serbia miała pierwszego meczbola, chwilę później lot piłki zagrywanej przez Milosa Terzicia źle ocenił włoski skrzydłowy Simone Parodi i było po meczu. Posiwiały już, coraz potężniejszy Miljković cieszył się jak dziecko. Ze starej gwardii został tylko on, ale wciąż jest liderem drużyny. Dzięki niemu Serbowie pokonali w półfinale Rosję, a w meczu o złoto Włochów, którzy chyba byli zbyt pewni siebie, myśląc, że to oni staną na najwyższym stopniu podium. ?
Półfinały
? Polska – Włochy 0:3 (22:25, 21:25, 20:25)
? Serbia – Rosja 3:2 (25:23, 17:25, 22:25, 33:31, 15:13)
>Mecz o 3. miejsce
? Polska – Rosja 3:1 (25:23, 18:25, 25:21, 25:19)
>Finał
? Serbia – Włochy 3:1 (17:25, 25:20, 25:23, 26:24).
>Nagrody indywidualne
najlepiej atakujący: Maksym Michajłow (Rosja), blokujący: Marko Podrascanin (Serbia), serwujący: Bartosz Kurek (Polska), libero: Andrea Bari (Włochy), przyjmujący: Nikola Kovacević (Serbia), rozgrywający: Dragan Travica (Włochy), najskuteczniejszy: Maksym Michajłow (Rosja), MVP turnieju: Ivan Miljković (Serbia)
Powiedzieli
Andrea Anastasi | trener Polaków
Jeśli mówię, że jestem z nich dumny, to chyba za mało. Ja ich kocham za to, jak walczą, jak pracują. Wiemy o naszych problemach, a to kolejny turniej, w którym stajemy na podium. Wygrana z Rosją ma smak szczególny, bo to drużyna wybitna. Dlatego wolałem uniknąć jej w fazie play-off. Los sprawił, że zagraliśmy ze sobą o trzecie miejsce i był to najlepszy mecz mojej drużyny. Dzięki takim wygranym chłopcy wierzą, że praca ma sens. Kiedy pytano mnie po porażce z Włochami, dlaczego nie zmieniłem Bartosza Kurka, odpowiedziałem, że byłbym nie fair w stosunku do niego. To ważny zawodnik w tej drużynie. Pokazał to w spotkaniu z Rosją. Nie wiedziałem, że Polacy nigdy wcześniej nie wygrali z Rosjanami w mistrzostwach Europy.     —j.p
Łukasz Żygadło | rozgrywający
Takie chwile zostają na zawsze. To było moje marzenie: poprowadzić reprezentację Polski i stanąć na podium. Wygrywałem z Trentino klubowe mistrzostwa świata i Ligę Mistrzów, byłem najlepszym rozgrywającym tej imprezy w Łodzi, ale tego nie można porównać. Ten medal smakuje szczególnie, tym bardziej że zdobyliśmy go, wygrywając w naprawdę dobrym stylu z zespołem najwyższej klasy. Cieszę się, że w trzecim secie wrócił do gry w wielkim stylu Kuba Jarosz. Pierwszego seta graliśmy bez prawego skrzydła, więc mnie też znacznie ułatwił zadanie. Sobotnią porażkę z Włochami wymazaliśmy z głów szybko, choć szkoda tej straconej szansy.    —j.p.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA