fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Piotr Zaremba o Jacku Żakowskim - felieton

Fotorzepa, Mateusz Dąbrowski Mateusz Dąbrowski
Na kolegiach w „Gazecie Wyborczej" powinny trwać teraz nerwowe rozmowy.
– Daliśmy się zwieść podszeptom Ziobry? – pali papierosa za papierosem wicenaczelny Piotr Stasiński. – Ale Piotrze, kiedy drukowaliśmy pierwszy tekst Marcina Kąckiego o seksaferze, ty prowadziłeś gazetę – wytęża pamięć Seweryn Blumsztajn. – Ja? Nie było mnie w redakcji! – krzyczy Stasiński.
O co chodzi? O zarzut, jaki wyszedł spod pióra Jacka Żakowskiego. I pojawił się w... „Wyborczej". Zacytujmy: „Gwiazda Leppera gasła, od kiedy wszedł w koalicję z PiS i LPR, ale zdmuchnięcie jej było skutkiem wymyślonych w gabinetach władzy fikcyjnych oskarżeń znanych jako afera gruntowa i częściowo fałszywych (m.in. ojcostwo dziecka Anety K.), a częściowo niewyjaśnionych oskarżeń o przestępstwa seksualne".
Stoi czarno na białym, że oskarżenia o przestępstwa seksualne (zdaniem Żakowskiego niewyjaśnione, choć był wyrok sądu) zostały wymyślone w gabinetach władzy. To jak, Ziobro dzwonił do Kąckiego? Do Stasińskiego? Przyznacie się koledzy? Oskarża wszak sumienie polskiego dziennikarstwa.
Teraz serio. „Wyborcza" nie tylko nie współdziałała z ekipą Kaczyńskiego, ale tę ekipę atakowała, że nie rozlicza Leppera i Łyżwińskiego. Liderowi PiS seksafera była nie na rękę. Żakowski kłamie.
Mógłby się ograniczyć do sztuczki, którą stosuje, niestety, wielu publicystów. Gdyby postawił ogólną tezę: Lepper ofiarą Kaczyńskiego, popełniłby mnóstwo intelektualnych nadużyć – od założenia, iż wie, co jest przyczyną śmierci po założenie, że ofiara samobójstwa musi być kimś pokrzywdzonym (Hitlera  i Goebbelsa też to dotyczy?). Ale nie byłby oryginalny – w polskiej debacie padło już wszystko.
Ale Żakowski idzie dalej, fałszuje powszechnie znane fakty. Jest w tej dziedzinie recydywistą: rok temu twierdził, że to integryści katoliccy zaszczuli arcybiskupa Paetza, choć hierarcha odszedł po kampanii także z udziałem „Wyborczej". Kleptoman kradnie, bo lubi, Żakowski kłamie, bo lubi. Bronek Wildstein nazwał go Urbanem III RP. Ale on jest i baronem Münchhausenem.
Tyle że bezkarnym. W TVP Info Dominika Wielowieyska orzekła, że Żakowski o „Wyborczej" w ogóle nie pisał. Gdyby powiedzieć: sumienie dziennikarstwa pisze nieprawdę, posypałaby się cała konstrukcja antykaczyńskiej propagandy? To już czysty Orwell...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA