fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Euro dzieli nasz region

Fotorzepa, Szymon Laszewski Szymon Laszewski
Hubert Kozieł
Zmiana węgierskiej konstytucji może utrudnić zmianę waluty. Tylko kraje bałtyckie chcą szybko przystąpić do eurolandu. Kryzys strefy euro nie zachęca nowych państw do zmiany pieniądza
Walutą Węgier jest forint – taki zapis może się znaleźć w nowej węgierskiej konstytucji, która ma być gotowa w kwietniu. Z taką propozycją chce wystąpić sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Mihaly Varga. – Węgry zawierają w forintach wszystkie umowy gospodarcze. Musimy bronić forinta – oświadczył sam premier Viktor Orban w wywiadzie dla telewizji M1. Gdy dziennikarz spytał, co się stanie, jeśli Węgry będą chciały mieć euro, Orban odpowiedział: – Trzeba będzie zmienić prawo.
Nie wiadomo jednak czy wtedy znajdzie się do tego wystarczające poparcie.  – Kraj nie jest jeszcze gotowy na euro. Przed 2020 rokiem to niewyobrażalne – powtarza Orban.
Państwa naszego regionu, wchodząc do Unii Europejskiej, zobowiązały się w traktatach akcesyjnych do przyjęcia w przyszłości euro. Dotąd zrobiły to tylko Słowenia (w 2007 r.), Słowacja (2009 r.) oraz Estonia (2011 r.). Pozostałe państwa Europy Środkowo-Wschodniej nie spełniają obecnie kryteriów z Maastricht, czyli warunków wstąpienia do eurolandu.
W większości krajów regionu brakuje też woli politycznej przystąpienia do strefy euro. Strefa pogrążona jest w poważnym kryzysie, a kolejne jej kraje stają na krawędzi bankructwa.
Spośród politycznych liderów z naszego regionu tradycyjnie największym eurosceptykiem jest prezydent Czech Vaclav Klaus. Wskazuje on, że strefa euro bardzo mocno się zmieniła, odkąd Republika Czeska zgodziła się, wchodząc do UE, przystąpić do niej w przyszłości. W związku z tym Czechy mogą odmówić wejścia do eurolandu. Czeski rząd w 2014 r. ma wyznaczyć datę zmiany waluty.
Polsce też do euro się nie spieszy, choć premier Donald Tusk zapowiadał na początku swoich rządów, że stanie się to już w 2012 r. Według ostatnich wypowiedzi przedstawicieli resortu finansów nasz kraj może przystąpić do eurolandu najwcześniej w 2015 r. Aby to było możliwe, również konieczna będzie zmiana konstytucji.
Największymi euroentuzjastami są kraje bałtyckie. Litwa i Łotwa oficjalnie wyznaczyły sobie 1 stycznia 2014 r. jako datę przyjęcia euro. Państwa te w ostatnich latach zdecydowały się na bolesne cięcia fiskalne, byle tylko do tego celu się przybliżyć. Przyjęcie wspólnej waluty jest tam jednak w dużej mierze postrzegane nie tyle jako korzyść ekonomiczna, ile polityczna. – Litwa i Łotwa to małe kraje, które chcą się jak najmocniej związać z Unią Europejską i ze strefą euro. Jest to w dużej mierze związane z ich doświadczeniami historycznymi w XX w. – mówi „Rz" Nigel Rendell, strateg z Royal Bank of Canada.
Z kolei bułgarski rząd Bojko Borysowa, gdy obejmował władzę w 2009 r., był bardzo entuzjastycznie nastawiony do przyjęcia euro. Kryzys w sąsiedniej Grecji sprawił, że jego entuzjazm nieco opadł. Oficjalnie Bułgaria stara się przystąpić do eurolandu w 2014 r. Jej sąsiad, Rumunia, szykuje się do akcesji w 2015 r.

Nie wszyscy w Polsce chcą unifikacji z euro

Założenia unijnego paktu euro plus, do którego przystąpił nasz kraj, są skrajnie niekorzystne dla Polski – uważają parlamentarzyści PiS. Wczoraj pytali premiera Donalda Tuska, dlaczego zgodził się na ten krok bez konsultacji. Wiceprezes PiS Beata Szydło liczy, że na najbliższym posiedzeniu Sejmu premier przedstawi informację o skutkach przystąpienia Polski do paktu. 17 krajów strefy euro oraz Polska, Dania, Litwa, Łotwa, Rumunia i Bułgaria zadeklarowały chęć bardziej ambitnych reform i większej koordynacji swoich polityk, niż wymagane to jest w UE.
—pap
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA