fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Terroryzm

Atak na Święte Miasto

Ranni byli przewożeni do szpitala Hadassah
AP
Jedna osoba zginęła, a 30 zostało rannych w zamachu w Jerozolimie
O trzeciej po południu centrum Jerozolimy wstrząsnęła potężna eksplozja. W budynkach, samochodach i autobusach wyleciały szyby z okien. Oczom ludzi, którzy pierwsi przybiegli na miejsce wybuchu, ukazał się przerażający widok. Na chodnikach w odłamkach szkła i wśród rozrzuconych ubrań leżeli zakrwawieni, jęczący ludzie.
Zginęła jedna osoba, 59-letnia kobieta. Rannych zostało 30 kolejnych przechodniów, w tym kilku bardzo ciężko. Wszyscy zostali natychmiast przewiezieni do szpitala Hadassah w Ein Karem. Pierwsze doniesienia o zamachowcu samobójcy się nie potwierdziły. Terroryści umieścili bombę w torbie, którą pozostawili w budce telefonicznej na przystanku autobusowym.
– Byłem wtedy około kilometra od tego miejsca. Usłyszałem potężny huk, wszystko się zatrzęsło. Potem w całym mieście rozległy się syreny ambulansów Czerwonej Gwiazdy Dawida – powiedział „Rz" jerozolimski politolog prof. Gerald Steinberg. – Nie ma wątpliwości, że sprawcom zależało na tym, by zginęło jak najwięcej ludzi – dodał.
Miejsce ataku zostało wyjątkowo starannie dobrane. Na przystanku tym, a właściwie jest to kilkanaście przystanków ciągnących się wzdłuż ulicy, przecinają się bowiem niemal wszystkie linie autobusowe świętego miasta. Dziesiątki tysięcy żydowskich mieszkańców codziennie przesiadają się tam w drodze do pracy i  szkół.
Władze Jerozolimy natychmiast wprowadziły specjalne środki bezpieczeństwa. Drogi do miasta zostały zamknięte przez wojsko. Policja przeczesywała Jerozolimę w poszukiwaniu innych podejrzanych paczek. Mający udać się do Moskwy premier Benjamin Netanjahu opóźnił wylot swojego samolotu.
– Okres spokoju mamy za sobą. Zrobimy wszystko, by dosięgnąć tych, którzy chcą krzywdzić niewinnych – powiedział wicepremier Silwan Szalom. – Mam nadzieję, że nie skończy się to kolejną operacją „Płynny ołów" (izraelska interwencja w Strefie Gazy na przełomie 2008 i 2009 roku – red.). Ale jeżeli nie będziemy mieli wyboru, wkroczymy do akcji – dodał.
To już kolejny atak na Żydów w ostatnim czasie. Dwa tygodnie temu na osiedlu Itamar na Zachodnim Brzegu Jordanu Palestyńczycy wdarli się do jednego z domów. Zarżnęli pięcioro członków rodziny Fogelów. Małżeństwo Udiego i Ruth oraz trójkę ich dzieci: 11-letniego Joawa, czteroletniego Elada oraz trzymiesięczną Hadaszę. Od kilkunastu dni na terytorium Izraela znowu sypią się także pociski ze Strefy Gazy, palestyńskiego terytorium opanowanego przez radykalny Hamas.
Dwie rakiety Katiusza spadły wczoraj na miasto Beer Szewa – uszkodzeniu uległa synagoga, a jedna osoba została ranna – osiem pocisków moździerzowych eksplodowało na pustyni Negew. – Mamy do czynienia z eskalacją palestyńskiej przemocy wymierzonej w Żydów. Ma to związek z wydarzeniami w Egipcie, Libii i Tunezji. Radykalni palestyńscy przywódcy czują, że muszą się jakoś włączyć w to, co się dzieje. Chcą, żeby uwaga świata skupiła się także na ich „walce" – powiedział w rozmowie z „Rz" prof. Steinberg. – Obawiam się, że w najbliższym czasie możemy się spodziewać kolejnych aktów przemocy – ostrzegł.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA