fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Geny pamiętają, skąd się wywodzimy

Melissa Laveaux zapowiada, że zaśpiewa dla swoich warszawskich gości nowe piosenki
materiały prasowe
O dzieleniu się sobą z innymi, dorastaniu w Ottawie, haitańskich korzeniach i paryskich sklepach vintage mówi kanadyjska artystka bluesowo-folkowa, która wystąpi w sobotę w Fabryce Trzciny. Koncert jest częścią Francophonic Festival
Więcej czasu spędza pani teraz w Paryżu czy w Kanadzie?
Melissa Laveaux: Kiedyś dzieliłam czas równo między oba miejsca. Teraz rzadko jeżdżę do Kanady, bo większość koncertów gram w Europie. Francophonic Festival: 18-15 marca, miejsca: Stodoła, Fabryka Trzciny, Klub Palladium
Między innymi w Warszawie, w styczniu, w Domu Polonii. Ten charytatywny koncert zorganizowała fundacja Polska – Haiti dla ofiar trzęsienia ziemi. Często angażuje się pani w takie przedsięwzięcia?
Nie tak często, jakbym chciała i mogła. Celebrytów stać na to, by pojechać na Haiti i spędzić tam pół roku, działając na miejscu w ramach programów pomocowych. Mnie nie. Muszę zarabiać, a zarabiam graniem koncertów.
Czy jednak była pani w Haiti po trzęsieniu ziemi?
Nie. Pojechałam tam tylko raz, mając 12 lat, na trzy tygodnie. Odwiedziłam na północy wyspy krewnych. Zapamiętałam Haiti jako piękne miejsce ze wspaniałą przyrodą. Choć urodziłam się i wychowałam w Kanadzie, zawsze uważałam się za Haitankę. Poczucie wspólnoty z muzyką, rytmem, smakami i zapachami... Wszystko tkwi w naszych genach, w DNA – pamięć miejsc, z których przyszliśmy, z których się wywodzimy.
Jak się pani czuła jako dziecko i nastolatka, dorastając w Ottawie?
Niby wszystko było w porządku, ale często dawano mi do zrozumienia, że jestem inna, że znajduję się poza grupą. To taki rasizm w białych rękawiczkach. Poza tym moja rodzina, która uciekła do Kanady przed dyktaturą Jeana „Papa Doca" Duvaliera w 1965 roku, miała inny system wartości niż Kanadyjczycy. Byłam bardziej pilnowana od rówieśników. A dzieci chcą być takie same, nie wyróżniać się.
Czy w pani rodzinnym domu słuchało się dużo muzyki?
Mój tata uwielbia muzykę, zawsze miał mnóstwo płyt. To on podarował mi pierwszą gitarę. Ale mamy nigdy to nie interesowało. Chciała, żebym została lekarką, miała zawód gwarantujący zabezpieczenie finansowe. Dopiero gdy przyjechała na mój koncert do Paryża, rozpłakała się i przyznała, że wybrałam dla siebie odpowiednie zajęcie. Naprawdę się wzruszyła.
Nie studiowała pani muzyki, ale etykę. Skąd taki wybór?
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA