fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Prywatyzacja polskich lotnisk

Spółka Międzynarodowy Port Lotniczy im. Jana Pawła II Kraków-Balice od razu chce sprzedać część swoich udziałów.
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Porty w Krakowie i Gdańsku chcą wpuścić prywatny kapitał. Balice liczą na ok. 200 mln zł od inwestora finansowego, Trójmiasto szuka partnera z branży
 
– Zamierzamy znaleźć partnera jak najszybciej – mówi "Rz" Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego. – Chcemy, by zajął się zarządzaniem portem i terenami wokół lotniska, liczymy, że przyczyni się do rozbudowy siatki połączeń. W przyszłości mógłby również uczestniczyć w kolejnej fazie rozbudowy portu – wylicza. W pierwszym etapie przejmie jedynie zarządzanie, w kolejnym – obejmie udziały w firmie.
Spółka Port Lotniczy Gdańsk (główni udziałowcy to samorząd gminy Gdańsk, województwo pomorskie i Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze) szuka inwestora branżowego. Zostanie on wybrany w drodze konkursu, do którego zostaną zaproszone firmy z całego świata – zapowiada właściciel lotniska. Rozmowy z potencjalnym chętnym już są prowadzone. – To drugi inwestor, z którym rozmawiamy – przyznaje marszałek.
30 procent maksymalnie taki pakiet akcji chce sprzedać gdańskie lotnisko
Spółka Międzynarodowy Port Lotniczy im. Jana Pawła II Kraków-Balice od razu chce sprzedać część swoich udziałów.
– Do inwestora trafi pakiet nie większy niż 30 proc. akcji, planowane jest podniesienie kapitału spółki – mówi „Rz" Jan Pamuła, prezes spółki. Jej głównymi udziałowcami są PP Porty Lotnicze i samorząd woj. małopolskiego. Jak dodaje prezes, najchętniej widziałby jako partnera inwestora finansowego. – Chcielibyśmy pozyskać pieniądze, do 200 mln zł, jeszcze w tym roku – mówi Pamuła. Zostaną przeznaczone na inwestycje.
– Planowana prywatyzacja krakowskiego lotniska będzie swego rodzaju sprawdzianem. Jeżeli zakończy się sukcesem, w te ślady pójdą inni – mówi Sebastian Gościniarek, ekspert PricewaterhouseCoopers.
Jak dodaje, lotniskom trudno będzie pozyskać inwestora finansowego chętnego na pakiet mniejszościowy. – Rzadko inwestor finansowy angażuje się w projekty lotniskowe samodzielnie. Z reguły współpracuje z firmą z branży, z którą czuje się bezpieczniej. A pakiet mniejszościowy nie zapewnia kontroli.
To nie pierwsza próba wpuszczenia prywatnego kapitału do spółek zarządzających lotniskami w Polsce. Pierwszy zdecydował się na takie inwestycje specjalistyczny austriacki fundusz Meinl. W lutym 2008 r. kupił 40 proc. udziałów w porcie lotniczym w Sochaczewie. Pół roku później dysponował również pakietem 49 proc. akcji spółki zarządzającej portem w Bydgoszczy.
Z inwestycji wycofał się w ubiegłym roku. W bydgoską spółkę Meinl włożył 75 mln zł. Wycofując się – sprzedał swoje udziały za 16 mln zł.
– Te inwestycje nie były złym pomysłem. W dużej mierze na brak ich powodzenia wpłynął kryzys w lotnictwie w 2009 r., który pociągnął za sobą konieczność restrukturyzacji portfela funduszu – ocenia Gościniarek.
Wcześniej mówiło się o prywatyzacji katowickiego portu. Jednak właściciel zdecydował się pozyskać środki na inwestycje, emitując obligacje. Udziałami spółki mieli być zainteresowani Amerykanie, Niemcy i Australijczycy.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki a.stefanska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA