fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lokaty i inwestycje

Inwestycje w wino notowane na londyńskiej giełdzie

Wina kupowane w celach inwestycyjnych przechowywane są w Wielkiej Brytanii
Fotorzepa, Eliza OlczykFilip Frydrykiewicz EO Eliza OlczykFilip Frydrykiewicz, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Wino może być dobrą lokatą pieniędzy. Ale nie takie ze sklepowej półki. Chodzi o trunek notowany na londyńskiej giełdzie, którego nie tylko nie wypijemy, ale nawet nie zobaczymy
W 2010 r. indeks giełdowy w Warszawie, WIG20, wzrósł o 15 proc. W tym czasie indeks londyńskiej giełdy wina Live-ex Fine Wine50 zyskał 57 proc. Handluje się tam przede wszystkim winami z francuskiego Bordeaux; stanowią one ponad 90 proc. obrotów.
Niektóre z win notowanych na giełdzie w Londynie przyniosły zyski kilkakrotnie wyższe od wzrostu indeksu. Na przykład Duhart Milon rocznik 2008 w ubiegłym roku podrożało o 214 proc., a Mouton Rothschild z tego samego rocznika o 204 proc.
– W przypadku wina działają proste prawa podaży i popytu. Z jednej strony roczna produkcja francuskich win z najwyższej półki jest ograniczona, z drugiej zaś rośnie zapotrzebowanie na te trunki, szczególnie w krajach rozwijających się. Ludzie szybko się tam bogacą, a picie określonego wina jest podkreśleniem statusu społecznego. Stąd, a nie ze spekulacji inwestorów finansowych, biorą się wysokie zwyżki cen – mówi Maciej Kossowski, prezes spółki Wealth Solutions.
[srodtytul]Lubiane przez Chińczyków[/srodtytul]
Szlachetne francuskie wino chętnie kupują zamożni Chińczycy. Obdarowują się nim np. z okazji nowego roku (3 lutego rozpoczął się Rok Królika). Ma to niebagatelny wpływ na ceny. W ubiegłym roku na aukcji w Hongkongu padł rekord. Trzy butelki wina Lafite Rothschild z rocznika 1869 sprzedano prawie za 438 tys. funtów, co przy obecnym kursie daje ok. 2 mln zł. To inwestycja dla prawdziwych bogaczy.
Ale są też wina, które znajdują się w zasięgu mniej zamożnych inwestorów – co wcale nie oznacza, że są tanie. Skrzynka wina Lafite z 2008 r. (12 butelek) kosztuje 15 tys. funtów (ok. 68 tys. zł). Tańsze jest Duhart Milon z 2008 r. Można je kupić za ok. 1200 funtów za skrzynkę (ok. 5,4 tys. zł).
[srodtytul]Dwie różne oferty[/srodtytul]
W Polsce na winnym rynku działa Wealth Solutions i Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych Ipopema, które prowadzi zamknięty fundusz Fine Wine. Inwestor nie musi się znać na winie, bo wyborem trunków zajmują się zatrudnieni w firmach specjaliści.
Klient Wealth Solutions musi wyłożyć na inwestycję co najmniej 2,5 tys. funtów, czyli ok. 11,5 tys. zł. Im wyższa kwota, tym większy potencjalny zysk, bo maleją prowizje pobierane przez firmę. Gdy wpłaca się
2,5 tys. funtów, prowizja wynosi 15 proc., ale przy 20 tys. funtów spada do 9 proc. Do tego dochodzi opłata za zarządzanie w wysokości 2,5 proc. rocznie, opłata za przechowywanie win i za ubezpieczenie (15 funtów, czyli niecałe 70 zł rocznie za każdą skrzynkę). Wina przechowywane są w Wielkiej Brytanii.
W funduszu Ipopema minimalna kwota inwestycji jest dużo wyższa. Fundusz emituje certyfikaty i określa minimalną ilość, jaką trzeba kupić. Przy ostatniej emisji było to
25 certyfikatów, co dawało sumę prawie 250 tys. zł. Opłata za zarządzanie wynosi 4 proc. Do tego dochodzi do 2 proc. opłaty manipulacyjnej oraz 15 proc. wynagrodzenia za sukces, czyli od zysku, który udało się wypracować.
Fundusz Ipopema wypuszcza kolejne emisje certyfikatów na rynek w określonym czasie i bezpośrednio tylko wtedy można je kupić. Inne rozwiązanie to zakup certyfikatów na rynku wtórnym, czyli od innych inwestorów. Kosztują one obecnie ponad 10 tys. zł. Powiązana z funduszem spółka Wine Advisors oferuje stworzenie indywidualnego portfela, ale tu potrzebna jest kwota co najmniej 400 tys. zł.
Oczywiście wino nie może być podstawową pozycją na liście naszych lokat. Eksperci zalecają, by inwestycje alternatywne stanowiły od 10 do 15 proc. portfela.
Nieco innego zdania jest Marcin Piwecki, prezes firmy Wine Advisors z grupy Ipopema. – W światowej gospodarce wiele się zmieniło. Stany Zjednoczone i Europa uginają się pod ciężarem długów. Numerem jeden powoli stają się Chiny. Rynki finansowe zachowują się, i będą się zachowywać, zupełnie inaczej niż w latach 80. czy 90. Należy się spodziewać dużo większej zmienności notowań, a więc ryzyko inwestycji znacznie wzrośnie. W takiej sytuacji być może warto się zastanowić nad zasadnością zwiększenia udziału inwestycji alternatywnych w portfelu – mówi Marcin Piwecki.
[srodtytul]Skromny polski rynek[/srodtytul]
Polski rynek inwestycji w wino wciąż jest niewielki. Światowe zapasy win inwestycyjnych szacuje się na 12 – 17 mld dolarów, czyli 35 – 50 mld zł. Aktywa polskich inwestorów przekroczyły dopiero 30 mln zł, z czego 28 mln zł przypada na klientów Wealth Solutions, a 2,3 mln zł na fundusz Ipopemy.
Historia polskich inwestycji w wino jest jednak bardzo krótka. Ipopema wystartowała ze swoim funduszem w 2008 r., a Wealth Solutions umożliwia lokowanie pieniędzy w bordoski trunek od połowy 2009 r.
[srodtytul]Na razie tylko zyski[/srodtytul]
Spora część inwestorów powinna być zadowolona z wyników. Wealth Solutions podaje, że klienci, którzy ulokowali pieniądze w winie na co najmniej trzy miesiące, uzyskali średnią stopę zwrotu w wysokości
46,5 proc. rocznie, przy czym najgorszy wynik to 2,5 proc., ale najlepszy – 337 proc. rocznie. Gorzej wypadły certyfikaty funduszu Ipopema. Od września 2008 r. podrożały o 5,25 proc.
Można się spodziewać, że kolejne lata przyniosą wzrost zainteresowania tą formą lokowania pieniędzy. Szczególnie jeśli sprawdzą się czarne scenariusze dla tradycyjnych rynków finansowych.
[i]Czytaj więcej o inwestycjach w jutrzejszym papierowym dodatku "Moje Pieniądze"[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA