Historia

Wygramy pod Grunwaldem, ale co dalej z rycerzami

Rekonstrukcja bitwy pod Grunwaldem to największa i najbardziej znana impreza tego typu. Na zdjęciu inscenizacja w lipcu 2009 r.
Rzeczpospolita, Krzysztof Skłodowski Krzysztof Skłodowski, Andrzej Skłodowski AS Andrzej Skłodowski
Prawie nie ma dziś w kraju pikniku bez mieczy i tarcz. Czy rycerska branża się nie wypali?
– Obóz rycerski to namioty z lnu, spanie na siennikach i średniowieczny jadłospis. Nie jemy np. ziemniaków, bo i wtedy ich nie jedzono. To odpoczynek od cywilizacji. Bez telefonu, bez Internetu – opowiada “Rz” Tomasz Kaczyński, członek bractwa rycerskiego, na co dzień pracujący jako podróżnik, dziennikarz i fotograf. Już wczoraj ruszył na grunwaldzkie pola. Strój wyciągnął ze specjalnej skrzyni. – Żona wygospodarowała mi na nią miejsce w domu i na razie patrzy życzliwym okiem – zwierza się Kaczyński. W tym roku wcieli się w rolę łucznika. – Zamieniłem ciężką zbroję na coś lżejszego – mówi.
[srodtytul]Bitwa dla 100 tysięcy widzów[/srodtytul] Pola grunwaldzkie przyciągają co roku tysiące członków bractw rycerskich z całej Europy. Tym razem okazja jest wyjątkowa – 600. rocznica bitwy z Krzyżakami. – Nie mogło mnie tu zabraknąć – wyznaje Filip, który na pola grunwaldzkie przyjeżdża od 11 lat. – W tym czasie impreza niesamowicie się rozrosła i straciła nieco ze swojego pierwotnego uroku, ale i tak jest to największe tego typu wydarzenie w Polsce.
Filip wspomina, że na pierwsze inscenizacje rycerze ubierali się, w co popadnie. – Nie brakowało też naprawdę zaciętej walki między uczestnikami. Teraz mamy do czynienia z dużo bardziej profesjonalną inscenizacją – podkreśla. Grzegorz Misztal z Bractwa Rycerskiego Komturii Nidzickiej na Grunwald wybiera się dopiero jutro. – Mam 40-kilową zbroję. Nie wiem, jak w niej wytrzymam w tym upale – zastanawia się. Już wczoraj na grunwaldzkich polach szczękały miecze. Rycerze brali udział w turnieju bojowym. Kolejne zawody dziś i jutro. – Nie mogę teraz rozmawiać. Dopiero zszedłem z pola. Mam chwilę wytchnienia i zaraz znów idę walczyć – mówi nam rycerz Tomasz. Oprócz walki jest też coś dla ducha. Członkowie bractw rycerskich mogą wziąć udział w mszach trydenckich w obozach obu zwaśnionych stron. Punktem kulminacyjnym obchodów będzie sobotnia inscenizacja bitwy. W szranki stanie ponad dwa tysiące rycerzy. Wliczając ich świtę, to sześć tysięcy osób. – Do udziału zgłosiło się o wiele więcej, niż zaprosiliśmy – przyznaje Jacek Szymański, jeden z organizatorów części historycznej imprezy. Głównym warunkiem uczestnictwa jest odpowiednie uzbrojenie i wyposażenie. – Zależy nam na tym, by wiernie odwzorować realia tamtych czasów – mówi Szymański. Organizatorzy spodziewają się, że rocznicowe widowisko obejrzy ponad 100 tys. widzów. – Wszystkie miejsca na ten termin mieliśmy zarezerwowane już w ubiegłym roku – mówi Jacek Dąbrowski z pensjonatu Ulnowo w Grunwaldzie. Mieszkają u niego Krzyżacy, którzy swoje zbroje trzymają w bagażnikach aut. [srodtytul]Aptekarz z mieczem i w lśniącej zbroi[/srodtytul] Na zamiłowaniu Polaków do inscenizacji zarabia się od kilku lat, i to nie tylko pod Grunwaldem. To już latem standard w wielu miejscowościach. – Jeszcze kilka lat temu mieliśmy od 30 do 50 takich imprez rocznie – wylicza Tadeusz Skarżyński, prezes Bractwa Rycerskiego Ziemi Kaliskiej. – Teraz jest ich nawet kilkaset i trudno je wszystkie zliczyć. Grupy rekonstrukcyjne nie są zrzeszone, więc trudno oszacować dokładnie, ile osób się tym zajmuje. – Na podstawie branżowych czasopism i Internetu można uznać, że to ok. 13, 14 tysięcy osób. Moim zdaniem jednak ich liczba większa – przyznaje dr Michał Bogacki, historyk z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu i prezes Stowarzyszenia Edukacji i Odtwórstwa Historycznego Okresu Monarchii Wczesnopiastowskiej Aurea Tempora. – W zdecydowanej przewadze są entuzjaści średniowiecza – zarówno tego wczesnego, piastowskiego, jak i schyłkowego, kojarzonego z czasem bitwy pod Grunwaldem. Co pcha ludzi do wstępowania do bractw rycerskich, kompletowania drogiego stroju, wyjeżdżania na turnieje? – Zamiłowanie do historii i rycerskich wartości – odpowiada Kaczyński. – Nie chodzi przecież o to, żeby tłuc się w rycerskim przebraniu. Tu trzyma się pewien poziom. To imprezy dla ludzi, którzy chcą się przenieść kilka wieków wstecz. Podziwiam obóz grunwaldzki. Co roku jest tu od 3,5 do 6 tys. osób, ale nie ma ani rozrób, ani bójek, ani pijaństwa. To rozrywka na wysokim poziomie. Twierdzi, że pasjonaci nawet przez dziesięć miesięcy ślęczą nad historyczną literaturą, zanim zaczną się bawić. I wydają na to sporo pieniędzy. – Strój łucznika to ok. 1,5 tys. złotych. Za same strzały płaci się od 10 do 30 zł za sztukę – wylicza Kaczyński. Większy wydatek to rycerska zbroja. – Trzeba na to przeznaczyć od 3,5 do 5 tys. złotych – mówi Kaczyński. Całe wyposażenie może kosztować nawet kilkanaście tysięcy złotych. – W naszym bractwie są nie tylko historycy, ale też inżynier, magister farmacji i anglista – wylicza Skarżyński. – Bractwo nam się też ostatnio sfeminizowało. Jest w nim 20 kobiet, które są zafascynowane dawnymi tańcami. [srodtytul]Gniew, Koronowo, a nawet Warszawa[/srodtytul] Sezon historycznych inscenizacji rozpoczyna się pod koniec marca i trwa do października. Szczyt przypada w wakacje. Turnieje, pikniki, inscenizacje walk i festiwale odbywają się niemal codziennie i w wielu miejscach, m.in. Fromborku, Oleśnicy, Płocku, Gnieźnie, Toruniu czy Nidzicy. Od 22 do 25 lipca będzie trwało jedenaste już oblężenie Malborka. Polska piechota i rycerze, tak jak w 1410 r. po wygranej bitwie pod Grunwaldem, będą próbowali zdobyć twierdzę. W oblężeniu zamku weźmie udział kilkuset rycerzy, kaskaderzy, użyte zostaną strzelające repliki dział i ruchoma wieża oblężnicza. Z kolei 16 i 17 sierpnia zbrojni opanują zamek Gniew na Pomorzu. “Vivat Vasa! – Bitwa dwóch Wazów” to jedna z największych imprez odtwarzających wojskowość XVII wieku. Główna inscenizacja nawiązuje do wydarzeń z lipca 1626 r., kiedy wojska szwedzkie dowodzone przez Gustawa II Adolfa zajęły Gniew. – Nasze miasto jest znane głównie z tego krzyżackiego zamku. Dlatego wszystkie imprezy, które się w nim odbywają, są naszą chlubą – mówi Kinga Ćwiklińska z Urzędu Miasta i Gminy w Gniewie. Na terenie gniewskiego zamku odbywają się też turnieje rycerskie. – Pod koniec lipca odbędzie się turniej konny Jana III Sobieskiego. Rycerze będą rywalizować na kopie. Zawody będą odbywać się i w dzień, i w nocy – informuje Ćwiklińska. Z kolei na Wolinie od wielu lat odbywa się Festiwal Słowian i Wikingów. Pierwsza edycja została zorganizowana jeszcze w 1993 r. przez Duńczyków. Potem, po krótkiej przerwie, organizację przejął burmistrz miasta. Współdziała z nim Stowarzyszenie Centrum Słowian i Wikingów. – W tym roku mamy już 16. edycję festiwalu. Udział zapowiedziało 1,5 tys. uczestników z 24 krajów, m.in. ze Stanów Zjednoczonych – opowiada Wojciech Celiński, szef stowarzyszenia. Dzięki imprezie miasteczko, które zamieszkuje nieco ponad 4 tysiące mieszkańców, stało się znane na świecie. – W ciągu trzech dni przez Wolin przewijają się 32, 33 tysiące ludzi. Niektórzy, aby tu być, specjalnie planują urlop w pobliskim Świnoujściu czy Rewalu – przyznaje Ewa Grzybowska, kierownik ośrodka kultury w Wolinie. – Festiwal sprawił, że rozwinęła się u nas baza noclegowa, zaczęły powstawać gospodarstwa agroturystyczne i firmy usługowe. Trudno wyobrazić sobie lepszą promocję. W drugi weekend sierpnia miłośnicy historycznych inscenizacji zjadą do Koronowa. Rycerze odtworzą ostatnią bitwę kampanii krzyżackiej z 1410 r. – Będzie efektowne palenie specjalnie zbudowanej wioski oraz konny turniej rycerski – zapowiadają organizatorzy. Imprezie towarzyszy też historyczny festyn cysterski. Dawną bitwę mogli zobaczyć nawet warszawiacy. Na początku lipca na warszawskim Żoliborzu rozegrała się inscenizacja bitwy pod Kłuszynem w jej 400. rocznicę. W inscenizacji wzięło udział kilkuset rekonstruktorów z całego świata i kilkadziesiąt koni. Część uczestników inscenizacji narzeka, że z powodu ogromnej popularności straciły one wyjątkowy charakter. [srodtytul]Kto mieczem wojuje, od nudy ginie? [/srodtytul] – Mamy trochę do czynienia z inflacją tego typu imprez – przyznaje Skarżyński. – Niemal każda gmina, organizując festyn, zaprasza na niego wojów czy rycerzy. Dlatego, jak mówi, coraz więcej bractw organizuje własne imprezy, na których bawią się i rywalizują w swoim gronie. – Nie wszyscy mają ochotę występować na gminnych dniach strażaka – tłumaczy. Magdalena Haber z Instytutu Badań Historycznych i Krajoznawczych, który do niedawna wydawał “Gazetę Rycerską”, przyznaje, że wśród tak licznych imprez rekonstrukcyjnych zdarzają się kiczowate pikniki. – Jakiś czas temu byłam na imprezie na Dolnym Śląsku. Był to wyścig na drezynach, bardzo dobrze zrobiony. Sęk w tym, że w tym samym czasie po stacji błąkali się jacyś rycerze – wspomina. – Takie mieszanie epok historycznych nie ma sensu, a zdarza się to dość często na gminnych imprezach. Dr Robert Wyszyński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, który zajmuje się badaniem zjawiska grup rekonstrukcyjnych, w tym roku pojechał pod Grunwald. – Mamy tutaj i lunapark, i stoiska z piwem czy kiełbasą. A to zabija atmosferę – twierdzi. –W wypadku imprez rycerskich ilość zdecydowanie nie przechodzi w jakość. Jednak zdaniem archeologa Jacka Wrzesińskiego z Muzeum Pierwszych Piastów w Lednicy taka sytuacja ma i swoje dobre strony. – To dobrze, że gmina starają się znajdować ciekawe wydarzenia historyczne ze swojej okolicy i starają się je pokazać. To buduje lokalną tożsamość – zauważa. – Dzięki temu ludzie, którzy nigdy nie zainteresowaliby się historią, dowiedzą się czegoś. Wrzesiński, który sam od lat organizuje Festiwal Kultury Starosłowiańskiej w Lądzie, zastanawia się, czy boom na rekonstrukcje historyczne nie jest bliski końca. – Jeśli będzie ich zbyt dużo, to ludziom mogą nieco opatrzyć się te wszystkie rycerskie pokazy – mówi Wrzesiński. Według Haber tego typu imprezy szybko nie znikną. – Ludzie cały czas chętnie biorą w nich udział. Najważniejsze, żeby były one przygotowywane profesjonalnie. –Historia jest po prostu bardzo ciekawa. A dużo lepiej przemawia do nas, gdy można jej dotknąć, niż na przykład o niej posłuchać czy poczytać – przekonuje dr Bogacki.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL