fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Boginki, UFO i sprytni farmerzy

Takie kręgi w zbożu jak te w Wylatowie (kujawsko-pomorskie) znikają wraz ze żniwami
Fotorzepa, Witold Broda WB Witold Broda
– Jezus! Maria! Kto to zrobił w moim życie?! – zawołał zaskoczony Zbigniew Pasoń, sołtys wsi Konieczno koło Włoszczowy.
Rzeczywiście, znaki były dziwne, trzy kręgi średnicy ośmiu metrów, połączone korytarzami. To było rok temu. I nie są to jedyne takie twory, jakie pojawiły się w Polsce. Tylko patrzeć, jak pojawią się znowu, bo w Anglii tegoroczny sezon na znaki już rozpoczęty, „moce” dały o sobie znać.
Południowa Anglia, miejscowość Avebury w hrabstwie Wiltshire, wieczorem jeszcze ich nikt nie widział, rano już były: ogromne kręgi i spirale wycięte i wygniecione w zbożu. Ich średnica sięga 18 m. Pani Lucy Pringle, brytyjska ekspertka od takich znaków, przybyła bez zwłoki, aby je sfotografować. Kataloguje takie znaki od 20 lat. – Wśród setek, jakie uwieczniłam, nie ma dwóch identycznych – wyjaśnia.
Brytyjczycy nazywają je crop circles – kręgi plonowe, zasiewowe. Jest tu także pewien niuans, bo może to oznaczać „kręgi kulturowe”. Po niemiecku – Kornkreise. Francuzi, jak zwykle po swojemu, nazywają je agroglifami, czyli glifami rolnymi, w odróżnieniu od petroglifów, to jest glifów (rytów) naskalnych. W Polsce nie przyjęła się jedna nazwa, mówi się o kręgach zbożowych, agroznakach, agrosymbolach, agroformacjach. Tak czy inaczej, najlepiej widać je z lotu ptaka. Często są to bardzo precyzyjnie wykonane figury, koła, kwadraty, owady, labirynty. Zwolennicy sił nadprzyrodzonych nie dają się przekonać żadnym argumentom, uważają, że nie można takich rzeczy wyciąć czy wygnieść w ciągu jednej nocy – i już. No, chyba że UFO...
A naukowcy swoje – że można, o ile wcześniej figurę starannie narysuje się na papierze – i już. Twórcy graffiti też są nieuchwytni, choć nie nadprzyrodzeni. A metoda realizacji agroglifów jest prosta: sznurek, palik, taśma miernicza – do wyznaczenia figury, i ręczny ogrodniczy walec do wygniatania zboża, rzepaku, saradeli i co tam akurat rośnie. Golono, strzyżono, jedni – że kosmici albo emanacja energii, drudzy – że podstawy geometrii i zmysł estetyczny. Do zgody między nimi nie dojdzie nigdy.
[srodtytul]Diabelska sprawa[/srodtytul]
Gdy na początku lat 60. ubiegłego wieku agroglify pojawiły się w Australii, przeszły bez echa. Gdy 5 sierpnia 1967 roku w Kanadzie, na farmie Duhamel w regionie Alberta, zauważono kręgi, wiele osób z sąsiedztwa przypomniało sobie, że w tygodniach poprzedzających to zjawisko widywali UFO, ale i to nie wywołało wrażenia, teczka z raportem o tej „emanacji mocy” w kanadyjskim Ministerstwie Obrony, otrzymała stempel „sprawa niewyjaśniona”. Jednak gdy w roku 1978 kręgi pojawiły się na polach dwóch zaprzyjaźnionych farmerów angielskich z Avebury w hrabstwie Wiltshire, w mediach wybuchła wrzawa. Doug Bower i Dave Chorley stali się telewizyjnymi gwiazdorami – oczywiście niczego nie widzieli i nie słyszeli, kręgi na ich polach pojawiły się nie wiadomo jak. Większość widzów, słuchaczy i czytelników wierzyła w cud. Wiara w „moc ziemi” zaczadzała umysły.
Na próżno historycy przebąkiwali o tym, że wzmianki o kręgach pojawiały się już w X wieku, nazywano je wówczas „wilijnymi kołami”, wierzono, że wydeptywały je w zbożu i trawie boginki podczas nocnych tańców. – Panie, kogo to obchodzi? – miał powiedzieć w studiu telewizyjnym w rozmowie z pewnym historykiem farmer Doug Bower (albo Dave Chorley, ale kogo to dziś obchodzi?).
Sceptycy wzywali do opamiętania, wydobyli z archiwów angielską gazetę z 22 sierpnia 1678 roku, która zamieściła rycinę przedstawiającą „diabła, który kosił owies, jak to czyni zwykle, wycina w nim okrągłe koła i układa każde źdźbło słomy z taką dokładnością, że ktokolwiek inny ze żniwiarzy potrzebowałby więcej niż stulecie, aby zrobić to, co on w jedną noc”. Na próżno, głosy rozsądku nie trafiały do racjonalnych zazwyczaj Brytyjczyków. Bower i Chorley triumfowali. W południowej Anglii i Walii wybuchła prawdziwa epidemia crop circles. Potem przeniosła się do Holandii, Stanów Zjednoczonych, Irlandii, Francji. W roku 2000 dotarła do Polski.
[srodtytul]Znaki na niebie i ziemi[/srodtytul]
W nocy z 20 na 21 lipca 2000 roku we wsi Wylatowo w gminie Mogilno (Kujawsko-Pomorskie) z niewyjaśnionych przyczyn o drugiej w nocy, a może o pierwszej, u jednego z mieszkańców zaniknął dźwięk w telewizji satelitarnej. Inną mieszkankę obudziła nadzwyczajna jasność. Jednemu z gospodarzy rozładował się akumulator samochodowy, nowy, zaledwie kilkutygodniowy. Jeszcze inny stracił zasięg w komórce. No a rano już tam były – znaki w zbożu. Na polu dzierżawionym przez Tadeusza Filipczaka powstały kręgi połączone korytarzem. Na sąsiednim polu u państwa Sucholasów też powstał podobny krąg, o średnicy 20 m. Przybyli na miejsce ufolodzy – Robert Bernatowicz i Stanisław Barski – orzekli, że kręgi nie są dziełem ludzkich rąk. Przybyli różdżkarze i szukali napromieniowania – ale nie znaleźli.
Agroglify pojawiały się w Wylatowie także w kolejnych latach. W roku 2004 strona internetowa miejscowości zamieściła następującą relację: „Tuż przed obiektywami kamer i przed oczami obserwujących pola ludzi w sobotę 10 lipca na zbożu p. Filipczaka i częściowo p. Dziury powstała ogromna formacja składająca się z 30 kół. Tym razem nie było wątpliwości, że nie było to dzieło ludzi. Jeszcze o godzinie 2.40 pole to dokładnie oświetlali członkowie Forum Nowej Cywilizacji patrolujący pola. Nie dostrzegli niczego niezwykłego czy podejrzanego, natomiast tuż po godzinie 3 znaki już były widoczne”. O tym wszystkim zainteresowani mogli się dowiedzieć ze szczegółami 26 lipca podczas konferencji prasowej w mogileńskiej restauracji Patryk. Była telewizja. Ale już do pobliskiego Złotowa, Dąbrówki i Młynów nie dotarła, mimo że dotarły tam znaki. Najwyraźniej agroglify w żadnej z tych miejscowości nie wzbudziły takiego zainteresowania jak te z Wylatowa. Te z Nieznanowic i Konieczna koło Włoszczowy z roku 2008 także nie.
Być może mieszkańcy Wylatowa nie wiedzą, ale w dekadę po wybuchu epidemii crop circles angielscy rolnicy Doug Bower i Dave Chorley ponownie zawitali do telewizyjnego studia, tym razem z dementi swoich poprzednich rewelacji. Przyznali publicznie, że kręgi, które dały początek niezwykłej modzie – od początku do końca były ich dziełem. Opowiedzieli ze szczegółami, jak je wykonywali, zaprezentowali proste przyrządy – sznurek, kołek, taśmę mierniczą, sekator, odkurzacz, walec do ugniatania zasianej trawy, kartkę papieru z naszkicowanym planem crop circles. Co więcej, zademonstrowali w terenie, jak się to robi. Ujawnili (rozbawieni), że pierwszy z kręgów wykonali dla kawału. Następne tworzyli pod publikę, ponieważ podobała się im medialna popularność. W swoich wynurzeniach poszli dalej, oznajmili, że znają kolegów po fachu, innych rolników, którzy tworzą agroglify, aby – po prostu – zarabiać na turystach i zyskiwać rozgłos, co jest miłe naturze ludzkiej.
[srodtytul]Niebanalny żart[/srodtytul]
Brytyjczycy, i nie tylko, w większości dali im wiarę. Tym bardziej że inni, w innych krajach, też przyznawali się do podobnych żartów. W 2002 roku na łamach prestiżowego naukowego czasopisma „Scientific American” Matt Ridley opublikował artykuł opisujący, jak dla zabawy tworzył kręgi w Teksasie, jakimi metodami, jak zdołał wprowadzić w błąd ufologów.
Po rewelacjach Bowera i Chorleya oraz Ridleya Brytyjczyk John Lundberg założył organizację o nazwie Circlemakers. Zajmuje się ona rozwijaniem i doskonaleniem technik tworzenia agroglifów z wykorzystaniem przyrządów bardziej skomplikowanych od sznurka i sekatora, na przykład lasera sterowanego komputerowo. Circlemakersi dowodzili, dowodzą i zamierzają dowodzić, że agroglify można wykonywać bez większego trudu, dowolnych kształtów i rozmiarów, w dwie, trzy osoby, również takie, o których zwolennicy UFO twierdzą, iż nie mogą być dziełem rąk ludzkich. Ulubionym zajęciem członków Circlemakers jest ośmieszanie zwolenników teorii ufologicznych. Robią to zawsze w ten sam wypróbowany sposób: wykonują agroglif, a następnie filmują metodę, wedle jakiej ufolodzy badają znak, co ma ich zdaniem prowadzić do „stuprocentowej pewności, że nie mógł go stworzyć człowiek”.
Dziś tworzenie kręgów w zbożu, rzepaku, trawie, koniczynie, a więc w rozmaitych uprawach, wzniosło się do poziomu sztuki. Na przykład, organizowane są konkursy tworzenia agroglifów, z wysokimi nagrodami. Pierwszy taki konkurs zorganizowała w Anglii Fundacja Artura Koestlera. W nocy z 11 na 12 lipca 1992 roku w Berkshire współzawodniczono o premię w wysokości kilkunastu tysięcy funtów. Od tamtej pory twórcy znaków w uprawach zyskali status jeśli nie artystów, to na pewno bardzo wykwalifikowanych rzemieślników. Na świecie działa kilkanaście grup tworzących agroglify, niektóre pro domo sua, inne na indywidualne zamówienia, na zasadzie botanicznych obrazów lub wręcz do celów komercyjnych, aby zarabiać na turystach.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA