fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budowa i remont

Firmy narzekają na mniej zleceń wykańczania biur i mieszkań

Aneta Gawrońska
Wojciech Jachowicz-Wróblewski z warszawskiej firmy PHU Tormex nie ukrywa, że firmy remontowe są dziś w bardzo kiepskiej kondycji. – Z jednej strony spadła sprzedaż mieszkań, wstrzymywane są też projekty biurowe. Nie ma więc czego wykańczać. Z drugiej wiele firm, które za wszelką cenę próbują dostać zlecenia, zaniża stawki do absurdalnych poziomów – mówi Wojciech Jachowicz-Wróblewski. – Tymczasem firmy, które wystawiają faktury i płacą podatki, nie są w stanie konkurować cenowo z ofertą pana Janka, który jest gotowy wykonać prace bez dokumentowania ich. To psuje rynek – dodaje.
Zdaniem Wróblewskiego stawka za roboczogodzinę powinna wynosić około 17 zł, a najmniej 15 zł, żeby firmom roboty się opłaciły. Tymczasem są firmy, które pracują za 9,5 zł.
O mniejszej liczbie zleceń mówi też Ryszard Wencel, właściciel gorzowskiej firm remontowo-budowlanej Gipsar, która specjalizuje się w wykańczaniu mieszkań i domów. – W porównaniu z czasem hossy popyt na usługi remontowe jest mniejszy o około 30 procent. Wcześniej mieliśmy wypełniony kalendarz na pół roku z góry, teraz zlecenia realizujemy na bieżąco – przyznaje Ryszard Wencel.
Józef Karwowski, szef warszawskiej firmy Usługi Remontowo-Budowlane przyznaje zaś, że jego firma ma mniej zleceń na duże prace przy wykańczaniu biurowców.
– Wykonujemy za to więcej drobniejszych usług oraz prac przy wykańczaniu remontów i domów – wyjaśnia szef warszawskiej firmy.
Szansą na przetrwanie kryzysu według Henryka Benkowskiego z portalu Kurierbudowlany.pl jest poszerzanie palety świadczonych usług i przyjmowanie zleceń na tzw. podwykonawstwo, które przez wielu budowlańców traktowane było z dużą niechęcią.
– Takie rozwiązanie może zdać egzamin, ale pod warunkiem, że generalny wykonawca będzie uczciwie płacił podwykonawcom – zastrzega Wojciech Jachowicz-Wróblewski.
Według niego przetrwać kryzys pomogłyby roboty przy inwestycjach publicznych. – Warunkiem powodzenia są tu rzetelne kosztorysy inwestorskie przygotowywane do przetargów np. przez samorządy. Z tym jednak jest ogromny problem – mówi Wróblewski. – W rezultacie przetargi wygrywają często firmy, które są najtańsze, chociaż nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że daną pracę, która jest warta np. 100 tysięcy złotych, da się wykonać za połowę tej ceny. Tym bardziej że materiały budowlane są wskazane w kosztorysie przez inwestora. Nie da się więc na nich zaoszczędzić – podkreśla Wróblewski.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA