Historia

Kaci Warszawy przesłuchani w Niemczech

Esesmani z brygady Dirlewangera w sierpniu 1944 r. zostali przydzieleni do grupy bojowej, której zadaniem było tłumienie powstania warszawskiego
Forum
Członkowie brygady Dirlewangera odnalezieni. Niemiecka policja kryminalna dotarła do dziesięciu esesmanów odpowiedzialnych za ludobójstwo podczas powstania warszawskiego
Urząd w Ludwigsburgu, który zajmuje się ściganiem zbrodniarzy nazistowskich, odszukał już dziesięciu członków niesławnej brygady Dirlewangera. Przesłuchano ponad połowę odnalezionych byłych esesmanów. Ludwigsburg zainteresował się zbrodniami z czasów powstania warszawskiego po publikacji „Rz”. W maju ujawniliśmy, że Muzeum Powstania Warszawskiego otrzymało z Czerwonego Krzyża listę członków brygady Dirlewangera, którzy powrócili z niewoli sowieckiej.
Niemiecki urząd zwrócił się do Komisji Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu Instytutu Pamięci Narodowej o udostępnienie list Czerwonego Krzyża. Jednocześnie zaoferował pomoc prawną – IPN prowadzi własne śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych podczas powstania. [srodtytul]Archiwa ONZ i Moskwy[/srodtytul]
To jednak nie koniec poszukiwań. Jak dowiedziała się „Rz”, urząd w Ludwigsburgu dysponuje kolejnymi listami członków zbrodniczej formacji odnalezionymi w archiwum ONZ-owskiej Komisji Zbrodni Wojennych w Nowym Jorku oraz w tajnym archiwum w Moskwie. Na listach jest kilkaset nazwisk. – Szacujemy, że z tej liczby może żyć jeszcze kilkadziesiąt osób – mówi „Rz” prokurator Joachim Riedel, wiceszef tzw. Zentralestelle w Ludwigsburgu. Jak się okazuje, Ludwigsburg już w 1986 roku, po wybuchu tzw. afery Kurta Waldheima (były sekretarz generalny ONZ, który służył w formacjach odpowiedzialnych za zbrodnie wojenne popełnione na Bałkanach), otrzymał z ONZ wykaz zbrodniarzy, którzy byli poszukiwani po wojnie przez Polskę m.in. za zbrodnie popełnione podczas powstania warszawskiego. Ludwigsburg przekazał listy ONZ do prokuratury w Hanowerze ze wskazówką, że dokumentacja zbrodni popełnionych przez osoby wymienione w wykazie jest w posiadaniu ONZ-owskiej komisji. Z nieznanych przyczyn hanowerska prokuratura nigdy nie zwróciła się do Nowego Jorku o tę dokumentację i w 1987 odmówiła wszczęcia śledztwa, tłumacząc, że same listy nazwisk zbrodniarzy to za mało, by postawić komukolwiek zarzuty. – Nie jestem w stanie powiedzieć, dlaczego tak się stało. Delikatnie mówiąc, na pewno nie odbyło się to lege artis i z całą pewnością nie jest zgodne z regułami sztuki prawniczej. Jest mi z tego powodu niezmiernie przykro – mówi prokurator Riedel. [srodtytul]Chcieli wyłudzić listę[/srodtytul] Urząd ścigający nazistów nie był jedynym, który zainteresował się listą dirlewangerowców, o której napisała „Rz”. Po naszej publikacji spis nazwisk usiłowali wyłudzić z Muzeum Powstania Warszawskiego niemieccy neonaziści przedstawiający się jako dziennikarze. Prawdopodobnie chcieli ostrzec zbrodniarzy o grożącym im niebezpieczeństwie. Jak ustaliła bowiem „Rz”, lista – choć liczy sobie kilkadziesiąt lat – zawiera aktualne adresy wielu członków formacji Dirlewangera. Na jej podstawie dziennikarzom niemieckiej telewizji ARD udało się odnaleźć dwóch żyjących esesmanów: Erwina H. i Rupperta Z. Pierwszy z nich początkowo zaprzeczał, że służył w zbrodniczej formacji. Dopiero po pokazaniu mu jego nazwiska na liście przyznał, że był w Warszawie w 1944 r. Twierdził jednak, że przybył do miasta dopiero pod koniec powstania warszawskiego (do największych zbrodni na ludności cywilnej doszło w pierwszych dniach sierpnia). Erwin H. utrzymuje, że nie strzelał do Polaków, ale do swoich towarzyszy z SS. Wyraźnie zdenerwowany Ruppert Z. potwierdził niemieckim dziennikarzom jedynie to, że jego nazwisko figuruje w kartotece. Odmówił jednak rozmowy z reporterem, twierdząc, że zakazała mu tego niemiecka policja kryminalna. [srodtytul]Ilu z nich jeszcze żyje?[/srodtytul] To potwierdza informacje udzielone przez prokuratora Riedla „Rz” oraz programowi „Pełny obraz” Telewizji Polskiej, która przygotowuje materiał poświęcony nieukaranym zbrodniom niemieckim. – Policja kryminalna ze Stuttgartu przesłuchała już ponad połowę osób spośród tych, którzy przeżyli – mówi prokurator Riedel. Ludwigsburg chce sprawdzić, ilu esesmanów, którzy byli poszukiwani po wojnie przez Komisję ds. Zbrodni Wojennych ONZ, jeszcze żyje. Podobnej kwerendy zamierza dokonać na podstawie listy znalezionej w archiwum moskiewskim. IPN chce współpracować w tym śledztwie z Niemcami. Posadzenie dirlewangerowców na ławie oskarżonych będzie trudne. Wszyscy, którzy przeżyli do dziś, liczą ponad 80 lat. – Choć brygada Dirlewangera to jedna z najbardziej zbrodniczych formacji II wojny światowej, to nie można jej członków sądzić za samą tylko przynależność do tych oddziałów – mówi „Rz” Andreas Mix, niemiecki historyk. – Każdemu trzeba udowodnić udział w konkretnej zbrodni. Znalezienie żyjących świadków po 64 latach będzie bardzo trudne . Oprócz dokumentów IPN oraz ONZ bezcennym świadkiem może się okazać Mathias Schenck. To Walon mieszkający w Belgii. W czasie wojny został przymusowo wcielony do Wehrmachtu i skierowany do Warszawy. Brał udział w walkach jako saper, poprzedzając oddziały Dirlewangera. Był świadkiem masowych mordów popełnianych przez esesmanów. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [link=mailto:c.gmyz@rp.pl]c.gmyz@rp.pl[/link][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL