fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Farmacja

Telemedycyna rośnie jak na drożdżach

123RF
Oszczędność czasu, lepsza efektywność leczenia i niższe koszty – to tylko niektóre z plusów zastosowania nowych rozwiązań w medycynie. W Polsce jesteśmy dopiero na początku tej drogi.

Wartość rynku telemedycznego na świecie ma wzrosnąć z 17,3 mld dol. w 2017 r. do 52,9 mld dol. w 2025 r. – wynika z najnowszych szacunków. Zdaniem ekspertów wzrost będzie napędzała m.in. presja kosztowa na systemy opieki zdrowotnej w związku ze starzeniem się społeczeństw. Średnia długość życia w krajach OECD przekracza 80 lat i rośnie. Wraz z nią wzrasta liczba osób cierpiących na choroby przewlekłe. W Europie stanowią one aż 77 proc. wszystkich schorzeń.

Coraz bardziej popularne będą e-wizyty lekarskie, e-recepty i monitorowanie stanu zdrowia za pomocą urządzeń mobilnych. Tylko w zeszłym roku powstało 78 tys. nowych aplikacji zdrowotnych, co zwiększyło ich ogólną ofertę do 325 tys. – podaje Deloitte.

Dużo do zrobienia

Rynek prywatnej opieki medycznej w Polsce rozwija się w tempie 7 proc. rocznie i za trzy lata jego wartość może przekroczyć 58 mld zł – szacuje firma badawcza PMR. Komercyjne sieci medyczne chętnie wdrażają elementy telemedycyny, ale żeby model ten zaczął działać kompleksowo, konieczne są zmiany w sektorze publicznym.

Rząd od lat powtarza, że telemedycyna i teleopieka to jedne z priorytetów, ale do zrobienia pozostało jeszcze dużo. Z przeprowadzonego przez Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia badania wynika, że rozwiązania telemedyczne stosuje tylko 8 proc. podmiotów leczniczych w Polsce. Odsetek ten powinien rosnąć wraz z upowszechnieniem prowadzenia i wymiany elektronicznej dokumentacji medycznej.

Nowoczesne usługi nie tylko ułatwiają kontakt pacjentów z personelem i zwiększają dostępność usług. Znacząco obniżają też koszty. Zastosowanie systemów telemedycznych w jednostkach opieki zdrowotnej w Wielkiej Brytanii spowodowało skrócenie czasu potrzebnego do wypełnienia dokumentacji medycznej aż o 60 proc. Resort szacuje, że rozwój e-zdrowia w Polsce może przynieść oszczędności rzędu 0,35 proc. PKB.

Medicalgorithmics (producent systemu do zdalnego EKG), Braster, Nestmedic czy Infoscan to tylko niektóre z rodzimych firm produkujących urządzenia telemedyczne. Na rozwój patrzą w szerokiej, globalnej perspektywie.

Polskie firmy w akcji

Infoscan podpisał niedawno porozumienie o współpracy z Bayard Medical, dotyczące dystrybucji urządzenia do zdalnej diagnostyki bezdechu sennego na rynkach francuskojęzycznych. Zarząd oczekuje, że jeszcze w grudniu doprecyzuje warunki współpracy i podpisze umowę. Spółka zdecydowała się na wejście na rynek francuski w obliczu korzystnych dla telemedycyny zmian w tym kraju. W tym roku we Francji wprowadzono bowiem refundacje usług telemedycznych. – Równolegle do przygotowań do wejścia na rynek amerykański analizujemy możliwości komercjalizacji naszego urządzenia na innych rynkach – mówi Jacek Gnich, prezes Infoscanu.

Z kolei Nestmedic, producent systemu do zdalnego badania KTG (tętna płodu – red.), podpisał umowę o współpracy z fińskim dystrybutorem Steripolar Oy. W 2019 r. na ten rynek może trafić kilkadziesiąt urządzeń oferowanych po cenach dużo wyższych niż w Polsce. – Kraje skandynawskie należą do najbardziej atrakcyjnych rynków w Europie – podkreśla Patrycja Wizińska-Socha, prezes Nestmedic.

Z kolei Braster, wytwórca urządzeń do diagnostyki piersi, stawia m.in. na Azję. Niedawno podpisał umowę o współpracy z jednym z czołowych dystrybutorów urządzeń medycznych w Chinach. – Prowadzimy też rejestrację i certyfikację na innych rynkach, gdzie widzimy duży potencjał. Mowa o Brazylii, Meksyku, Indiach czy Urugwaju – mówi Marcin Halicki, prezes Brastera.

Analitycy nie mają wątpliwości, że telemedycyna szybko rośnie, ale zwracają też uwagę na dużą konkurencję.

– Ciągłe unowocześnianie produktu jest bardzo kapitałochłonne, co powoduje, że mniejsze spółki sobie z tym nie radzą. Ponadto ten rynek nie jest homogeniczny: płatnikiem może być ubezpieczyciel, pacjent, szpital, lekarz. Oznacza to koszty zbudowania kanałów sprzedaży, a to chyba też wiele podmiotów przerasta – komentuje Sylwia Jaśkiewicz, ekspertka z DM BOŚ.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Adrian Kowollik, analityk East Value Research

Globalna branża telemedyczna pozostaje bardzo perspektywiczna. Uważam, że problemem wielu polskich spółek telemedycznych, podobnie jak generalnie startupów w Polsce, jest to, że mimo iż posiadają ciekawe technologie, nie potrafią ich skomercjalizować. Ponadto firmy często nie zauważają, iż na dłuższą metę nie będą w stanie przetrwać globalnej konkurencji same, tylko jak najszybciej muszą sobie poszukać międzynarodowego partnera. Dlatego przy wyborze spółek telemedycznych inwestorzy powinni zwracać uwagę na to, czy współpracują one z zagranicznymi ekspertami, którzy posiadają know-how i doświadczenie w komercjalizacji rozwiązań telemedycznych na międzynarodowych rynkach.

Niska świadomość pacjentów i lekarzy

Co trzeci Polak nie ma żadnych skojarzeń z pojęciem telemedycyny, a niewiele ponad połowa kojarzy je z medycyną na odległość. Nie dziwi więc, że w przeprowadzonych badaniach dla blisko co dziesiątego respondenta telemedycyna

oznaczała informacje medyczne w telewizji, a dla ponad 3 proc. medycynę niekonwencjonalną – czytamy w raporcie Fundacji Telemedyczna Grupa Robocza. Niepokoić może, że zaskakująco niska świadomość cechuje też osoby wykonujące zawody medyczne: co czwarty lekarz nie potrafi powiedzieć, czym właściwie jest telemedycyna. O ile lekarze dostrzegają przydatność różnych rozwiązań zaliczanych do e-zdrowia, o tyle do pewnych elementów w dalszym ciągu w większości nie są przekonani, na przykład do wystawiania recept lub zwolnień drogą elektroniczną. Gros Polaków nie wie również, że telemedycyna stanowi zgodną z polskim systemem prawnym formę świadczenia opieki zdrowotnej. Dokonana trzy lata temu nowelizacja ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia rozwiała wszelkie dotychczasowe wątpliwości interpretacyjne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA