fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Były śledczy zza krat walczy o urlop

Pozwał prokuraturę okręgową. Odsiadujący wyrok za korupcję i matactwo domaga się ponad 20 tysięcy złotych
Maciej Skrętowicz, były prokurator, syn znanej pary lubelskich profesorów z UMCS (ojciec jest karnistą, matka ekonomistką), to negatywny bohater największej afery korupcyjnej w lubelskim świecie prawniczym.
W grudniu 2006 r. został skazany na dwa lata więzienia i pięcioletni zakaz zajmowania stanowiska prokuratora. Odsiaduje wyrok w Chmielowie na Podkarpaciu.
Jak ustaliła „Rz”, tuż przed rozpoczęciem odsiadki (do zakładu karnego stawił się w czerwcu 2007 r.) Skrętowicz złożył w sądzie pracy pozew przeciwko prokuraturze okręgowej. Domaga się w nim m.in. wypłaty ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wypoczynkowy za lata 2001 – 2006, czyli czas, kiedy faktycznie nie pracował.
Prokuratura nie zamierza ustąpić. Jej pełnomocnik tłumaczy, że „w okresie zawieszenia prokurator nie wykonuje żadnych obowiązków służbowych na rzecz jednostki”, dlatego nie ma żadnych podstaw do urlopu w tym czasie i w konsekwencji wypłaty ekwiwalentu.
Sprawę komplikuje fakt, że kwestia urlopu w okresie zawieszenia śledczych nie jest uregulowana w ustawie o prokuraturze. – Stoimy na stanowisku, że w okresie zawieszenia prokurator Skrętowicz nie nabył uprawnień do urlopu – mówi „Rz” Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
– Był zatrudniony, więc urlop się mu należał – przekonuje jego pełnomocnik Agata Skrętowicz, żona skazanego. Tłumaczy, że jej mąż chciał polubownie załatwić sprawę, ale prokuratura nie zgodziła się na sprostowanie świadectwa pracy, w którym nie uwzględniła prawa do urlopu. Dlatego skierował sprawę do sądu pracy. Proces trwa, choć Skrętowicz jest w zakładzie karnym. Upoważnił żonę do reprezentowania go i zgodził się na prowadzenie procesu pod jego nieobecność. Początkowo domagał się ponad 35 tys. zł, ale w końcu stanęło na ponad 21 tys. zł. – Każdy obywatel, także były prokurator przebywający w zakładzie karnym, ma prawo do złożenia pozwu. Słuszność jego roszczeń i argumentów prokuratury rozstrzygnie sąd – dodaje prokurator Syk-Jankowska.
Skrętowicz zaczął pracę w lubelskiej prokuraturze w lipcu 1994 r. jako aplikant. W 2001 r. decyzją prokuratora generalnego został zawieszony w czynnościach. Mimo że od tamtego czasu nie wykonywał żadnych obowiązków zawodowych, przez pięć lat (do czasu prawomocnego wyroku skazującego) pobierał pełne wynagrodzenie – średnio ponad 5,7 tys. zł miesięcznie.
Jedynie przez kilka miesięcy, ze względu na tymczasowe aresztowanie, otrzymywał połowę pensji. 21 grudnia 2006 r., gdy wyrok się uprawomocnił, na mocy ustawy o prokuraturze został automatycznie zwolniony z pracy.Skrętowicz został oskarżony w związku z rozbojem, do jakiego doszło w 1998 r. w Trzcińcu pod Lublinem. Jednym z napastników był syn Andrzeja Grykałowskiego, ówczesnego zastępcy dyrektora jednego z wydziałów w magistracie. Nie chciał dopuścić, by syn trafił do więzienia.
Wynajął adwokata Andrzeja Kaznowskiego, który łapówką przekonał prokuratora Skrętowicza, by wyniósł z prokuratury akta. Dzięki temu adwokat poznał zeznania pokrzywdzonego i mógł przygotować linię obrony klienta.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA