fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Legia chce na autostradę, a Skorża szykuje się na bitwę

Maciej Skorża
PAP/Jacek Kaczmarczyk
Jutro drugie w ciągu tygodnia starcie Legii z Lechem. Po finale Pucharu Polski przyszedł czas na być może decydujący o mistrzostwie mecz w lidze.

Legia w tym sezonie ekstraklasy jeszcze Lecha nie pokonała. W pierwszym meczu przy Łazienkowskiej padł remis 2:2, chociaż goście prowadzili już dwiema bramkami, a wyrównującego gola stracili w doliczonym czasie gry. Z kolei w Poznaniu, Kolejorz wygrał 2:1. Pierwsze w tym sezonie zwycięstwo legionistów przyszło jednak w najważniejszym (dotychczas) meczu sezonu – finale Pucharu Polski.

– Na pewno mamy po sobocie przewagę psychologiczną – mówi napastnik mistrzów Polski Marek Saganowski. – Ale to był finał, specyficzny mecz, który udało nam się wygrać, mimo iż w pierwszej połowie na własne życzenie daliśmy się Lechowi zdominować. To był triumf naszej mentalności. Nie zgadzam się jednak z tym, że jutrzejsze spotkanie będzie kluczowe. Przecież zarówno my jak i Lech będziemy mieli jeszcze po sześć kolejek do rozegrania.

Z napastnikiem mistrzów Polski zgadza się trener Lecha Maciej Skorża, który na każdym kroku przypomina, że walka o tytuł nie rozstrzyga się między dwiema ekipami, a rywala do walki o mistrzostwo upatruje nawet w piątej w tabeli krakowskiej Wiśle.

- Wniosek jest jeden, musimy być skuteczniejsi w naszych działaniach - twierdzi Skorża, który ma problemy z ustaleniem składu, a przynajmniej chciałby żeby tak uważali legioniści. - Proszę mi wierzyć, że dawno nie zapisałem tylu kartek z różnymi ustawieniami. Cały czas się zastanawiam. Dopiero po wieczornej odprawie podejmiemy ostateczne decyzje - tłumaczy. - Jest atmosfera wyczekiwania. To ważny moment sezonu. Każdy z meczów traktujemy jak osobną bitwę. Liczę mocno na naszą sportowa złość. Ubiegłotygodniowa porażka to dodatkowa motywacja.

Największy znak zapytania przy ustalaniu składu Lecha pojawia się już przy obsadzie bramki Maciej Gostomski nie dał spokoju drużynie podczas finału Pucharu Polski. Przy obu bramkach dla legionistów mógł i powinien zachować się lepiej. Skorża stwierdził jedynie, że przy Łazienkowskiej między słupkami stanie gracz, który zagwarantuje mu pewność oraz będzie w najlepszej dyspozycji.

W obu ekipach mogą się zarzekać, że jutrzejsze spotkanie nie będzie kluczowe dla losów tytułu, ale przeczą temu fakty, analiza i matematyka. Jeśli Legia zdoła mecz wygrać będzie miała cztery punkty przewagi nad poznaniakami. Ekipa Henninga Berga ponownie znajdzie się więc na autostradzie, albo przynajmniej drodze ekspresowej po mistrzostwo. W przypadku porażki, to Lech wskoczy na pierwsze miejsce w tabeli.

- Tę drogę zwęziliśmy sobie głównie sami – mówi Saganowski. - Na początku sezonu byliśmy tak skoncentrowani na Lidze Europy, że w wyjazdowych meczach z Piastem, Podbeskidziem czy Górnikiem Łęczna, nie zdobyliśmy ani jednego punktu. Przy całym szacunku dla tych klubów, ale minimum cztery punkty w takich spotkaniach to dla Legii obowiązek.

Jesienne wpadki i wiosenna obniżka formy spowodowały, że losy tytułu wciąż są  sprawą otwartą. Jeśli Lech chce jednak zdobyć mistrzostwo, musi poradzić sobie z poważnym kłopotem, który go nęka w tym sezonie – poznaniacy zazwyczaj rozgrywają tylko jedną dobrą połowę. Tak było w wielu ligowych spotkaniach, tak też było w sobotnim finale Pucharu na Stadionie Narodowym.  - W wielu przypadkach to wystarczyło do zwycięstwa – mówi Skorża, po czym dodaje – Akurat przed tygodniem jednak już nie. Można mówić, o słabszej dyspozycji fizycznej, ale to słabnięcie zawodników, te słabsze połowy, to siedzi w głowach. Gdyby nie druga stracona bramka w finale, to nie opadlibyśmy tak z sił. Nie wszyscy sobie poradzili z presją – opowiada szkoleniowiec Lecha.

- Na Legię nie jedzie się po nic innego, jak tylko zwycięstwo. Z poprzedniego meczu na Łazienkowskiej pamiętamy więcej dobrych, niż złych rzeczy. Ten mecz nie rozstrzygnie o mistrzostwie, ale niewątpliwie jest bardzo ważny – dodaje napastnik Lecha Dariusz Formella.

– Wiemy doskonale jaki mamy potencjał, wiemy, że dziś nie ma klubu w Polsce, który może nam się przeciwstawić jeśli gramy na swoim najwyższym poziomie. Ale musimy wkładać mnóstwo pracy żeby ten poziom w każdym meczu osiągnąć. Pracy mentalnej, zaangażowania... czasem nam tego brakowało – podsumowuje odważnie Saganowski. 

Sobotni mecz Legii z Lechem rozpocznie się o godzinie 15:30. Transmisja w TVP 1 oraz Canal + Sport.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA