Edukacja

Szykowani do emigracji. Za publiczne pieniądze

Fotorzepa/Rafał Guz
Uczniowie technikum budowlanego w Zduńskiej Woli obowiązkowo uczą się szwedzkiego.

– Otwieramy im furtki na Europę – mówi Maciej Szulc, nauczyciel języka szwedzkiego w łódzkim Zespole Szkół Aktywności Zawodowej ZDZ, któremu podlega technikum.

Dla przyszłych budowlańców szwedzki jest trzecim obowiązkowym językiem obcym. Uczą się też angielskiego oraz do wyboru niemieckiego, rosyjskiego lub hiszpańskiego.

Zajęcia ze szwedzkiego mają klasy pierwsza i druga. Po godzinie w tygodniu. – Chcemy, by uczniowie zaliczyli przez cały rok nauki 120-godzinny kurs. Przygotowujemy ich do certyfikowanych egzaminów – tłumaczy Maciej Szulc. – Jesteśmy szkołą niepubliczną, nie kładziemy nacisku na minimalizm, na jak najmniejszą liczbę zajęć, wręcz przeciwnie.

Dodaje, że jest ogromne zapotrzebowanie na języki niszowe. – W końcu jest takie powiedzenie: ile języków znasz, tyle razy jesteś człowiekiem – tłumaczy.

Czy znajomość szwedzkiego może się przydać młodym budowlańcom w poszukiwaniu pracy? – Oczywiście, że tak – nie ma wątpliwości Krzysztof Inglot, szef działu rozwoju rynków w dużej agencji zatrudnienia Work Service.

Dodaje, że szwedzki rynek jest bardzo chłonny, jeśli chodzi o pracowników z Polski, a zarobki są sześcio-, siedmiokrotnie wyższe niż u nas.

– Ale przy okazji warto zwrócić uwagę na jedną rzecz: ucząc młodych ludzi języka szwedzkiego, przygotowujemy ich do pracy na tamtym rynku, więc to szwedzkie państwo powinno płacić za ich przygotowanie zawodowe, a nie nasze – zauważa Inglot.

Dodaje, że czym innym jest aktywizacja bezrobotnych, którzy nie mogą znaleźć pracy w Polsce, i przygotowywanie ich do pracy za granicą, a czym innym kształcenie młodych ludzi od razu na zagraniczne rynki pracy.

Na każdego ucznia technikum budowlanego ZDZ, któremu podlega szkoła, dostaje od samorządu 548 zł miesięcznej dotacji. – Ale to nie wystarcza. Tylko w ubiegłym roku do działalności technikum budowlanego musieliśmy dołożyć 64 tys. zł z innej naszej działalności – zastrzega prezes ZDZ Witold Kurczewski.

Na wątpliwości Krzysztofa Inglota odpowiada, że „patrząc w ten sposób, to Wielka Brytania powinna nam zwracać za uczenie angielskiego, Francja – francuskiego, a Niemcy – niemieckiego". – Tylko za łacinę nie miałby kto płacić – ironizuje.

Jest zdania, że problem byłby wtedy, gdyby cała klasa wyjechała do pracy do Szwecji od razu po skończeniu szkoły. – Nie sądzę, by tak się stało. Może jedna osoba zdecyduje się na emigrację zarobkową – przekonuje.

Maciej Szulc nie słyszał o innej szkole w Polsce, w której szwedzki byłby obowiązkowy. W III Liceum Ogólnokształcącym w Gdańsku przy ul. Topolowej od kilku lat uczniowie mogą wprawdzie poznawać ten język, ale tylko w ramach dodatkowych zajęć. – Chodzi na nie 10–15 osób – podano nam w sekretariacie szkoły.

Liceum nie wprowadzi tego języka jako obowiązkowego. – Nie byłoby chętnych, bo nie można go zdawać na maturze – słyszymy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL