fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Okupować pachnący port. Felieton Rafała Tomańskiego

Rafał Tomański
Fotorzepa
Hongkong dosłownie oznacza „pachnący port”. Dziś miasto-państwo nie pachnie już towarami przywożonymi z odległych miejsc, ale gazem pieprzowym, którym policja rozpędza demonstrantów.
Demonstracje w HK przybierają na sile. Stały Komitet Narodowego Kongresu Ludowego (Standing Committee National People's Congress), organ, który w Chinach przez większą część roku sprawuje najwyższą władzę, wyznaczył sposób wyboru nowego szefa rządu Hongkongu. Wybory będą miały miejsce dopiero w 2017 roku, ale przyjęte zasady w praktyce uniemożliwiają uzyskanie nominacji kandydatom opozycyjnym wobec rządu. Wcześniej potrzebne było jedynie poparcie 12,5 proc. głosów komitetu, obecnie trzeba przekonać do siebie już połowę jego członków.

Kolejna fala protestów

Pod koniec sierpnia chiński parlament oświadczył, że przyszły gubernator Hongkongu będzie wybierany jedynie spośród tych ludzi, którzy poprą rząd w Pekinie. Sugestia zwiastująca taki obrót wydarzeń nadchodzący ze stolicy pojawiła się już w marcu 2013 roku, gdy przewodniczący komitetu ds. prawnych przy Stałym Komitecie Parlamentu Qiao Xiaoyang dał do zrozumienia, że kandydaci na to najwyższe stanowisko muszą „kochać" zarówno kraj (czyli Chiny kontynentalne) jak i HK. Dopiero po określeniu takiego własnego poświęcenia mogą stanąć do walki o władzę. Aktualna konstytucja Hongkongu (tzw. Basic Law) przygotowana już w 1990 roku, na 7 lat przed oficjalnym przejęciem państwa przez Chińczyków, a w szczególności jej artykuł nr 45 zakłada jednak, że wybory mają być w pełni demokratyczne.
Od ponad dwóch lat narasta w HK zniecierpliwienie. Liderem ruchu, który przerodził się już oficjalnie w „Occupy Central with Love and Peace" jest profesor prawa z hongkońskiego uniwersytetu, Benny Tai. Nazwa jego inicjatywy nawiązuje do zgromadzeń ludzi, którzy gromadzili się w rożnych głównych miejscach świata, głównie w centrach finansowych, by protestować przeciwko nieporadności rządów prowadzącej do pogłębiania kryzysu ekonomicznego. Główna cześć Hongkongu to Central, stąd okupuje się właśnie tę część miasta, do tego z miłością i pokojem (love and peace) jako głównymi hasłami. Od ostatniego weekendu września protestujący nie spodziewają się takiego samego traktowania ze strony policji.

Gaz, policja i folia

Na ulicę wyszli poowijani przezroczystą folią i zabezpieczeni ochronnymi goglami. W sierpniu Benny Tai oświadczył, że nie może się doczekać użycia gazu łzawiącego wobec demonstrujących, dlatego nic dziwnego, że od kilku dni policja nie zawodzi jego oczekiwań. Jednak protestujących to nie odstrasza i pojawiają się w nowych miejscach ścisłego centrum. Wszyscy czekają na jakiekolwiek stanowisko Pekinu. Odpowiedzi na razie brak, a nad pachnącym portem unosi się coraz większa chmura policyjnego dymu.
Zwolennicy demokracji w Hongkongu liczą na to, że władza z kontynentu zachowa się podobnie jak wobec niedawnych wydarzeń na Tajwanie. W marcu przez wyspę, której prezydent Ma Ying-jeou chciał samodzielnie zwiększyć zależność gospodarczą od Chin, przetoczyły się protesty nazywane „ruchem słoneczników". Podobnie jak w przypadku aksamitnej w Czechosłowacji, czy goździków w Portugalii nie doszło do żadnego rozlewu krwi, ale politycy pod naciskiem opinii publicznej zmienili swoją strategię. Wystarczyły 24 dni.

Słoneczniki, bauhinia i inne kwiaty

Obecnie na ulicach Tajpej studenci ponownie pokazują swoją solidarność z ruchem Occupy Central w Hongkongu. Policja tłumi te protesty i dba, by po raz drugi nie rozwinęły się w antyrządowy ruch na szeroką skalę. Nikt nie chce słoneczników po raz kolejny na ulicach. Słoneczniki miały dawać im siłę i nadzieję, ponieważ jako roślina podążają codziennie za ruchem słońca. Na początku lat 90. XX wieku, gdy na Tajwanie rodziła się demokracja, symbolem protestów były dzikie lilie. Dekoracyjne kwiaty, które oznaczały zarówno niewinność ducha, jak i nietrwałość, kojarzyły się z uciśnionym narodem, któremu odmawiano prawa do samostanowienia. Narodowym kwiatem Hongkongu jest mało znana w Polsce bauhinia, roślina o kwiatach podobnych do orchidei. Widnieje na fladze państwa i być może niedługo stanie się oficjalnym symbolem protestów.

Rocznice początku października

1 października będzie na pewno ważnym dniem dla okupujących Hongkong. Wybory w 2017 roku mogą wydawać się z dzisiejszej perspektywy odległe, ale walka o własne prawa nie może czekać. Okazją do większego zdenerwowania władzy z Pekinu będzie nasilenie protestów w kolejną, 65. już rocznicę proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej. Tego samego dnia w 1949 roku rząd partii Kuomintang, który nie uznawał komunistów, musiał przenieść swoją stolicę z Pekinu na Tajpej. Gdy w Pekinie i kontynentalnych Chinach będą trwały obchody wielkiego święta narodowego, Japonii świat będzie zazdrościł 50-lecia szybkich kolei shinkansen. O godzinie 5:59 rano 1 października 1964 roku z peronu numer 9 tokijskiego dworca odjechał pierwszy super szybki pociąg. Był to Hikari nr 1, a całe wydarzenie miało miejsce na 9 dni przed rozpoczęciem pierwszych letnich igrzysk olimpijskich w Tokio. Była to pierwsza olimpiada w Azji, pierwszy międzynarodowy sukces Japonii po przegranej II wojnie światowej, pokazanie wszystkim, że kraj wraca do gry.
50 lat temu pierwszy pociąg Hikari jechał z prędkością 210 km/h po pierwszej linii Tokaido, obecnie pociągi podróżują nawet 320 km/h po ośmiu trasach. Japonia planuje dalszą rozbudowę sieci szybkich kolei i podobnie jak Chiny, chce eksportować ją do innych krajów. Shinkanseny mają pojawić się w Teksasie i Indiach. Eksportowanie pociągów o wiele rzadziej naraża na protesty niż zmuszanie do przyjmowania własnych standardów demokracji. Szczególnie, jeżeli mają być w jedynym słusznym kolorze, podobnie jak niegdyś modele Forda T.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA