fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Donald Tusk jak wańka-wstańka

Eliza Olczyk
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Czy premier wyjdzie obronną ręką z afery taśmowej.
Polska polityka od dziesięciu dni toczy się w rytm ujawnianych taśm z nielegalnych podsłuchów. Jeszcze nie wybrzmiały echa rozmów prezesa NBP z szefem MSW i byłego ministra transportu z innym wysokim urzędnikiem państwowym, a już „Wprost" opublikował kolejne rozmowy – szefa MSZ z byłym ministrem finansów, byłego rzecznika prasowego rządu z szefem paliwowego giganta itd., itp.
– Trup Tuska już płynie Wisłą – oznajmił triumfalnie rzecznik PiS Adam Hofman w „Rz".
Rzeczywiście po konferencji prasowej w Boże Ciało, podczas której szef rządu wyglądał na polityka zdruzgotanego wrogością dziennikarzy, można było odnieść wrażenie, że afera podsłuchowa oznacza polityczny koniec Tuska.

Za wcześnie na ogłaszanie końca

Ale specjaliści od PR, marketingu politycznego i wizerunku uważają, że szef rządu wcale nie jest trupem.
Przeciwnie, ciągle ma szansę na wyjście z tej opresji obronną ręką i odbudowanie zaufania obywateli. A w końcu to wyborcy, a nie działacze opozycji zdecydują, czy Donald Tusk będzie politycznie żywy czy martwy.
Nie da się ukryć, że rząd otrzymał potężne ciosy.
Eryk Mistewicz, konsultant polityczny, uważa, że afera podsłuchowa to wręcz aksamitny zamach stanu. Jego zdaniem atak został precyzyjnie zaplanowany.
– Po pierwsze, nagrania uderzają w najbliższych współpracowników premiera, po drugie, przez uderzenie w Bartłomieja Sienkiewicza mają zastopować działania służb, po trzecie, jest w tej sprawie element szantażu, bo zapowiedziano nagrania, które do tej pory nie zostały upublicznione, czyli rozmowy wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBŚ Wojtunikiem – wylicza Mistewicz.
Jego zdaniem niebagatelny jest też fakt, że ujawniono te rozmowy, które uniemożliwiają jakiekolwiek porozumienie z opozycją w sprawie wspólnego przeciwdziałania destabilizacji państwa.
– Bo każdy, kto wysłucha Radosława Sikorskiego mówiącego, co należy zrobić z PiS, nie ma wątpliwości, iż Jarosław Kaczyński nie może po czymś takim usiąść do rozmów z Tuskiem.
Znany PR-owiec Piotr Tymochowicz uważa, że taśmy nie niosą zbyt poważnej politycznej treści i dlatego dziwi się, że wywołały aż tak żywą reakcję.
– Są tam niewybredne żarty, przekleństwa i drobne kombinacje – mówi. – A kryzys polityczny wywołany jest efektem podgrzewania atmosfery przez opozycję i dziennikarzy.
Ale inni specjaliści z branży PR widzą sprawę inaczej. Joanna Gepfert, specjalistka od wizerunku, uważa, że treść ujawnionych rozmów jest ważna.

Cios w mit Platformy

– Uderzają w to, czym najbardziej szczyciła się PO: w sens budowy dróg i Orlików, pozycję międzynarodową Polski czy starania o unijne posady – wylicza Gepfert.
A Wojciech Jabłoński z Uniwersytetu Warszawskiego, politolog i znawca marketingu politycznego, dodaje, że właśnie to „nic" zostanie przez ludzi najlepiej zapamiętane.
– Układy między Markiem Belką a Bartłomiejem Sienkiewiczem w sprawie nowych narzędzi dla NBP są mało zrozumiałe, za to stwierdzenie, że skoro jest po wyborach, to benzyna może kosztować nawet 7 zł, zapadnie ludziom w pamięć – mówi Jabłoński. – I oczywiście fragment rozmowy Radosława Sikorskiego z Jackiem Rostowskim o stosunkach z Amerykanami, i to ujawniony kilka tygodni po wizycie Baracka Obamy w Warszawie, która miała udowodnić, że jesteśmy bezpieczni, bo mamy potężnych sojuszników. Tymczasem wszystko to okazało się propagandowym kłamstwem, a obnażył je minister, który sam prowadzi wadliwą politykę, chociaż się jej sprzeciwia. W moim przekonaniu to było najbardziej kompromitujące.
Benzyna po 7 zł? To zapadnie wyborcy w pamięć – mówi dr Wojciech Jabłoński

Samotność premiera

Nasi rozmówcy są zgodni w jednej sprawie – rząd w tym kryzysie spowodowanym podsłuchami popełnił wiele błędów. Tymochowicz i Jabłoński podkreślają opóźnioną reakcję premiera.
– W kryzysie ważne jest, by reagować jak najszybciej, rząd tę pierwszą tzw. złotą godzinę po prostu przespał – uważa Jabłoński.
Tymochowicz dodaje, że premier postanowił poudawać, że nie jest tak źle, jak wszyscy widzą.
– Choć było z góry wiadomo, że i opozycja, i dziennikarze będą podgrzewali sprawę. To był fatalny błąd – mówi Tymochowicz.
Kolejnym błędem według niego było zwracanie się o pomoc do dziennikarzy, bo oni nie są od tego, żeby rządowi pomagać, tylko by go uważnie obserwować, również za kulisami.
Poza tym reakcja premiera, gdy wreszcie się na nią zdecydował, powinna być równie silna jak akcja, której dotyczyła.
– Premier mógł ogłosić powołanie sztabu kryzysowego albo oznajmić, że tego typu problemy dotyczą całej klasy i czas je wykorzystać do uzdrowienia sceny politycznej. Mógł ogłosić surowe zasady, które od teraz będą obowiązywały jego ministrów, ale nic z tego nie zrobił – dziwi się Tymochowicz.
– Na dodatek wzbudzał litość swoim osamotnieniem i wyraźnym zagubieniem, a ludzie nie po to wybierają premiera, żeby się nad nim litować, tylko zobaczyć jego silną rękę – podkreśla ekspert.
Tymochowicz dodaje, że gdy pracował z Andrzejem Lepperem, to zalecił mu, by po sejmowych korytarzach nigdy nie chodził sam, tylko w dużej grupie współpracowników.
– Bo świadomość, że za liderem stoi liczna grupa wyznawców, buduje jego autorytet. Wokół premiera tego nie widzę – zaznacza.
Eksperci są zgodni, że po ujawnieniu taśm opinia publiczna domagała się, by poleciały głowy

Głowy nie spadły

Jabłoński uważa, że właśnie z tego powodu Tusk od początku powinien był przychodzić na konferencje prasowe razem z wicepremierem Januszem Piechocińskim z PSL, by stworzyć wrażenie, że zaatakowane zostało państwo, a nie tylko politycy PO.
– Tego nie zrobił, a w rezultacie Piechociński próbował grać rolę politycznej dziewicy, co sprawiało wrażenie, że PSL zaczyna się układać z opozycją – wskazuje Jabłoński.
Politolog uważa jednak, że największym błędem Tuska była ucieczka od odpowiedzialności. – Premier nie chciał przyznać, że rząd w tej sprawie jest winnym, a nie tylko ofiarą. To zaś pociągnęło za sobą kolejny błąd, czyli pozostawienie bez kary osób zamieszanych w aferę.
– Nawet jeżeli sytuacja nie do końca jeszcze jest wyjaśniona, to parę głów powinno spaść w wyniku tej afery – ocenia politolog. – Tymczasem Tusk uznał, że wystarczy ofiara złożona ze Sławomira Nowaka. Nie wystarczy. Nie takiego kozła ofiarnego oczekiwała opinia publiczna.
Podobnego zdania jest Joanna Gepfert.
– Głowy muszą polecieć – mówi. – Nie da się skwitować całej historii stwierdzeniem: „Polacy, nic się nie stało". Opinia publiczna ma poczucie, że to jest poważna sprawa.
Uderzyć ?w ujawniających
Widać jednak wyraźnie, że rządzący przystąpili do kontrataku.
Od kilku dni oficjalny przekaz brzmi: nagrywanie prywatnych rozmów jest przestępstwem, a kto je ujawnia, jest współwinny i przyczynia się do destabilizacji państwa.
Mnożą się doniesienia podsłuchiwanych do prokuratury o popełnieniu przeciwko nim przestępstwa, a także apele, by w ogóle nie wczytywać się w nagrane rozmowy.
Na celowniku znalazła się też redakcja tygodnika „Wprost", którą atakuje się, odwołując się do przeszłości jej redaktora naczelnego. Między innymi mecenas Roman Giertych, o którego związkach z Platformą Obywatelską jest ostatnio coraz głośniej, w TVN 24 wypomniał szefowi „Wprost" Sylwestrowi Latkowskiemu zatarty już wyrok za przestępstwa kryminalne.
– Tę solidarność dziennikarzy wywołaną akcją ABW w tygodniku „Wprost" trzeba było dawno rozbić i to się dzieje – mówi Tymochowicz.
Czy to wystarczy, by uratować zszargany wizerunek rządu? Według naszych rozmówców to jest dopiero początek drogi.
Mistewicz uważa, że strategia wychodzenia z kryzysu obejmuje trzy elementy – trzeba wyjaśnić ludziom, co się stało.
– I to już zostało zrobione – mówi Mistewicz, przypominając wypowiedzi Sikorskiego i Tuska o zorganizowanej grupie przestępczej, która dokonała zamachu na państwo.
Drugi element to przeprosiny. Tak jak zrobił to Rostowski względem Danuty Hübner, o której mówił, że jest „starą komuszką", i tak jak to zrobił Belka wobec Rady Polityki Pieniężnej.
– Również Tusk i Komorowski przeprosili za język klasy politycznej, z którym mamy do czynienia – zaznacza konsultant polityczny.

Jeszcze więcej nagrań

Jego zdaniem ostatnim elementem jest szybkie wyjaśnienie sprawy, żeby zapobiec dalszemu szantażowi klasy politycznej.
Tymochowicz uważa, że ten ostatni efekt można by osiągnąć, wypuszczając do mediów większą liczbę nagrań.
– Po pierwsze, publiczność szybko znudziłaby się ich analizowaniem, po drugie, byłoby wiadomo, że na każdego jest nagranie, a po trzecie, w morzu nagrań utonęłyby te najbardziej szkodliwe – konkluduje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA