Wiadomości

Stwórzmy uniwersytety badawcze

Fotorzepa, Mateusz Dąbrowski MD Mateusz Dąbrowski
Jest tylko jedna droga, by nasze szkolnictwo wyższe awansowało na 20. pozycję na świecie – mówi naukowiec.
Rz: Humaniści mówią ?o poważnym kryzysie. Niż demograficzny powoduje, ?że nawet silne ośrodki akademickie mają problemy finansowe. W jakim stanie jest polskie szkolnictwo wyższe?
Prof. Jerzy Woźnicki, inżynier elektronik, przewodniczący Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, były rektor Politechniki Warszawskiej: Podstawą wielu ocen są wyniki rankingu szanghajskiego, w którym figurują tylko dwie polskie uczelnie – na odległych miejscach, gdzieś w czwartej setce. Polacy coraz częściej słyszą, że nauka jest w upadku. Ale to zafałszowany i przeczerniony obraz. Trzeba jednak uwzględnić fakt, że niesatysfakcjonujące pozycje rankingowe obniżają prestiż i pozycję polskich uczelni, wszystkich, i utrudniają im rozwijanie współpracy międzynarodowej, zwłaszcza pozyskiwanie zagranicznych studentów. Całe szkolnictwo wyższe ponosi straty. To twarde fakty.
W rankingach wypadamy słabo, znacznie gorzej, niżbyśmy chcieli. Dlatego część środowiska akademickiego je kwestionuje, zarzuca im tendencyjne kryteria, ale to błąd, bo te rankingi podpowiadają, co powinniśmy zrobić, by ten stan rzeczy zmienić. A co powinniśmy zrobić? Polska gospodarka jest 24. na świecie. Plany rządu są takie, by w 2020 r. była na pozycji 20., tak by Polska dołączyła z czasem do G20. Można zatem przyjąć założenie, że szkolnictwo wyższe i nauka także powinny zajmować orientacyjnie 20. pozycję ?w świecie, a w dalszej przyszłości nawet nieco wyższą, bo w kraju ambitnym i nowoczesnym sektor wiedzy powinien wyprzedzać gospodarkę. W klasyfikacji krajów według rankingu szanghajskiego jesteśmy na 33. miejscu. Wyprzedzają nas m.in. Meksyk, Czechy, Grecja. Długa droga przed nami, ?a do 2020 r. niewiele czasu. Ranking szanghajski ?w odniesieniu do pozycji krajów w szkolnictwie wyższym ma swoją specyfikę, podobną do olimpijskiej klasyfikacji medalowej, gdzie przede wszystkim liczy się kolor krążków, a nie ich ogólna liczba. Tak samo jest tutaj. O pozycji państwa decyduje nie łączna liczba uczelni ujętych w rankingu, ale to, na jakiej znalazły się pozycji. Dobrym przykładem są Czechy, które w rankingu mają tylko jedną uczelnię, ale ulokowaną w trzeciej setce, dlatego w klasyfikacji generalnej są przed Polską. Za to polska nauka w klasyfikacji krajów według National Science Board już dziś zajmuje 20. miejsce. Na uczelnie artystyczne także nie możemy narzekać. Polska kultura ma osiągnięcia większe niż nauka. Co to oznacza dla nas? Że do 2020 r. w rankingu szanghajskim powinniśmy mieć tyle i tak pozycjonowanych uczelni co Austria, która obecnie jest tam na 20. miejscu. W sumie jest ich siedem, ale tylko trzy zajmują pozycje lepsze od polskich. Jedna z nich jest w drugiej setce, dwie w trzeciej, cztery kolejne lokują się w piątej. Swój cel możemy osiągnąć, tworząc tzw. uniwersytety badawcze. ?To jedyna droga. Ale jak to zrobić? Przez dziesięć lat ani Uniwersytetowi Warszawskiemu, ani Jagiellońskiemu nie udało się choćby raz wejść do wyżej notowanej grupy uczelni. "To ma być szansa dla uczelni, które pragną awansować na arenie międzynarodowej." Jerzy Woźnicki, przewodniczący Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego Do tego potrzebna jest decyzja polityczna poparta sporymi nakładami finansowymi oraz zaangażowanie ambitnych uczelni pragnących awansu. Szybko można to osiągnąć, tylko wspólnie tworząc ?i wzmacniając instytucje. ?W perspektywie do 2020 r. mamy znaczny zasób środków unijnych, które w części mogłyby zostać przeznaczone na ten cel. Na razie jednak się tego nie planuje. Na czym miałaby polegać reforma? Ranking szanghajski widzi uczelnie przede wszystkim jako całość i ocenia sumę osiągnięć. Większy ma zatem większe szanse na awans. Jeżeli w procesie konsolidacji połączylibyśmy kilka szkół wyższych, to kapitał ich dokonań by się sumował. Taką operację przewiduje prawo o szkolnictwie wyższym, które mówi o tworzeniu ustawą tzw. związków uczelni, czyli uniwersytetów federacyjnych, bez likwidacji szkół wyższych kreujących związek. Jest oczywiste, że ułatwia to jego utworzenie. Uniwersytety Warszawski ?i Jagielloński w rankingu szanghajskim mają po ok. ?12,5 pkt każdy. Gdyby stworzyły zespół, miałyby w sumie ok. 25 pkt, czyli tyle, ile uczelnie z końca pierwszej setki rankingu? W pewnym przybliżeniu tak. Choć to czysto teoretyczna sytuacja, bo do połączenia akurat tych uczelni z oczywistych względów nigdy nie dojdzie. Chodzi o związki uczelni tworzone na poziomie lokalnym. Niepublikowana część rankingu szanghajskiego daje nam też wskazówki, które uczelnie poza tymi dwiema mają największy potencjał potrzebny do takiej operacji. Ile takich uniwersytetów badawczych mogłoby powstać? W pierwszym etapie ?kilka. Mamy w kraju ?20–30 szkół wyższych ?z odpowiednim kapitałem naukowym, które ?byłyby w stanie wnieść istotny wkład, wchodząc ?w skład uniwersytetów badawczych działających w formule związku uczelni, bo o takich podmiotach tutaj mówimy. O konsolidacji uczelni mówi się od lat, ale poza wyjątkami nic się w tej kwestii nie dzieje. To wynika z kilku czynników. Podstawowym są oczywiście pieniądze, uczelniom nikt nigdy nie zaoferował zachęt finansowych do podjęcia takich działań. Proces konsolidacji jest bardzo trudny. Nie chodzi tu bowiem o proste dodanie do siebie potencjału kilku uczelni, z zachowaniem ich wszystkich struktur, ale o efekt synergii, co wymaga zracjonalizowania organizacji. Na taki projekt niezbędne są te znaczne, dodatkowe środki. A dlaczego powinniśmy robić to właśnie teraz? To ostatnia szansa, bo po 2020 r. nie będzie już tych dużych środków Unii Europejskiej. Mogę sobie wyobrazić sytuację, w której minister ogłasza kilka konkursów na stworzenie uniwersytetów badawczych z grantami do wysokości np. 1 miliarda złotych na realizację określonego projektu lub projektów w ciągu kilku lat. Przepisy dotyczące działania ?i finansowania uniwersytetów badawczych zostają istotnie zmienione i zderegulowane. Pojawiłyby się zatem nowe motywacje dla środowiska akademickiego do podjęcia tego wyzwania. A z punktu widzenia środków unijnych wydatek byłby możliwy do poniesienia. Konsolidację uczelni przeprowadzono już ?w wielu krajach ze skutkiem pozytywnym. I co dalej? Przypomnę, że w ostatnich siedmiu latach na niezbędny rozwój i unowocześnienie infrastruktury, w tym zwłaszcza badawczej, wydaliśmy ponad 25 mld zł. Stwarza to realne szanse na awans w konkurencji uniwersytetów badawczych – jeśli je utworzymy. Materialna baza naukowa jest. Brakuje instytucji o znacznie większym potencjale. Gdyby powstały, pojawiłyby się możliwości ściągania do kraju nie tylko pojedynczych naukowców, ale także całych zespołów badawczych. Wprowadzenie takiego programu odbiłoby się szerokim echem nie tylko ?w Europie i wielu byłoby tym zainteresowanych. A co z pozostałymi uczelniami, które nie mają tego potencjału naukowego? Czy nie zostałyby zmarginalizowane? Nie. Beneficjantem takiego programu byłby cały system szkolnictwa wyższego. Wszystkie polskie uczelnie zyskałyby większy prestiż, bo być polską uczelnią, znaczyłoby więcej. Czechy jako kraj są o wiele chętniej wybierane przez zagraniczną młodzież jako miejsce do studiowania niż Polska, choć tak naprawdę kapitał szkolnictwa wyższego Czech zbudowany jest na jednym dobrym uniwersytecie. Na ile ta koncepcja ma szansę wejść w życie? Kilkanaście dni temu na posiedzeniu Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich zaprezentowałem ją premierowi. Pomysł mu się spodobał. Wielu rektorom też. Jak przyznał Donald Tusk, w podobny sposób rząd  przystąpił do rozwiązywania problemu niskiej pozycji rankingowej polskiego transportu. I już odnotowaliśmy tu istotny awans. Prezydent Bronisław Komorowski także wzywa do konsolidacji w szkolnictwie wyższym. Pozostaje jeszcze opór środowiska akademickiego, które z niechęcią przyjmuje zmiany. Ta koncepcja ma być szansą dla ambitnych uczelni, które pragną awansować na arenie międzynarodowej. Dlatego proponujemy formułę dobrowolną i konkursową. Niektóre opory trzeba będzie jednak pokonywać. Mówimy tu o związku, a nie o fuzji uczelni, a więc powstałyby wspólne uniwersytety badawcze, ale każda z instytucji wchodzących w skład każdej z tych federacji zachowałaby do pewnego stopnia tożsamość i autonomię. Na uniwersytecie badawczym uwspólniony zostałby przede wszystkim potencjał naukowy, a więc kadra i laboratoria, które będąc zasobami utworzonego związku, byłyby zarządzane przez radę rektorów szkół kreujących nową uczelnię. To ogólny obraz, który wymaga opracowania szczegółowej koncepcji. Inicjatywa należy tu do rządu. Mówimy o projekcie przełomowym dla rozwoju szkolnictwa wyższego, na jaki wielu czeka od dawna. To jedyna nasza szansa na szybki awans. — rozmawiał Artur Grabek
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL