fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Cudowne lata

materiały prasowe
W swojej najnowszej książce "Jasne dni" niemiecka pisarka Zsuzsa Bank, przywołuje magiczny czas dzieciństwa, któremu blask mogą odebrać pierwsze kroki w dorosłość.
Mamy lata 60. zeszłego wieku. Sennie toczące się życie małego miasteczka na południu Niemiec oglądamy oczami małoletniej Seri, która nie tylko wprowadzi nas w tytułowe jasne dni swojego dzieciństwa, ale także razem z nami będzie odkrywać życiowe tajemnice bliskich jej osób. Zobacz na Empik.rp.pl
Zsuzsa Bank na wstępie serwuje czytelnikowi metaforę jasnych dni, kumulując wokół nich wszystkie pozytywne emocje i barwy dzieciństwa. Oddziela tym samym związane z jasnością niewinność, radość i lekkość dziecinnych wspomnień od kładącego się cieniem na biografiach poważnego i pełnego bolesnych tajemnic świata dorosłych. Tajemnic, które w końcu dopadną i trójkę dziecięcych bohaterów. Co ważne, niemiecka pisarka po raz kolejny – po świetnie przyjętym „Pływaku" - decyduje się oddać narrację dziecku i pozwolić nam widzieć tyle, na ile pozwalają oczy i wiedza Seri.
W swoim świecie Seri ma dwójkę przyjaciół. Pierwszą z nich jest Aja, córka węgierskich artystów (tu pisarka, podobnie zresztą jak w poprzednich książkach, nawiązuje do własnych korzeni). Mieszka ona z matką na obrzeżach miasta w niewielkiej drewnianej chatce, która zdaje się trzymać w pionie  tylko siłą woli jej mieszkanek. Ojciec Aji jest cyrkowcem i odwiedza ją i matkę tylko raz w roku, czyniąc każde wspólnie spędzane lato bajeczną zabawą, pełną sztuczek, radosnych przyjęć w ogrodzie, ucząc swoją córkę coraz to nowych cyrkowych tricków. Drugim przyjacielem Seri jest Karl, pozostawiony trochę samemu sobie syn zamożnych rodziców, odkąd pewnego dnia jego brat wsiadł do nieznanego samochodu i nigdy nie wrócił. Żałoba rodziców Karla jest tak głęboka, że nie ma w ich życiu już miejsca na zajmowanie się synem.
Seri bardzo wcześnie straciła ojca. W „Pływaku" to brak matki i oczekiwanie na nią był tym brakującym elementem układanki, życia, które nie mogło się udać, bo nie było spajającego całość, jaką jest rodzina, kluczowego elementu. W „Jasnych dniach" to brak ojca jest dojmujący. Seri karmi się historią romantycznej miłości taty i mamy, która po śmierci męża znajduje w sobie siłę, by prowadzić jego firmę. Dopiero 25 lat po tragicznym wypadku obie odkryją prawdę o człowieku, którego postawiły na piedestale.
Aja widuje ojca raz w roku. Jest niczym święty Mikołaj – przybywa z prezentami, naprawia rozpadającą się chatkę, jednocześnie karmiąc córkę opowieściami, które w godzinie prawdy okażą się konfabulacją. Wreszcie Karl, którego ojciec, niczym duch, przemyka przez miasteczko lub zamyka się w domu, zapominając zupełnie o życiu, jakie prowadził przez zniknięciem syna. To matki w tej historii nadają ton: starają się wychować dzieci, zarobić na życie. W swoich codziennych cichych zmaganiach odnajdują w sobie nawzajem niewymuszone wsparcie, a także przyjaźń. Będzie ona kwitła także wtedy, gdy dorastająca trójka bohaterów zacznie tracić niewinność, którą karmiła się na podmiejskich łąkach i ogrodach zbyt długo.
„Jasne dni zatrzymam, ciemne oddaję losowi" - mówi Evi, matka Aji. I w tym zdaniu tkwi sedno opowiedzianej przez Zsuzsę Bank historii, w dodatku opowiedzianej językiem, jakiego się już dziś nie spotyka. To zasługa tłumaczki Elżbiety Kalinowskiej, ale też niezwykły sposób narracji pisarki, której bogata wyobraźnia maluje beztroski świat dzieciństwa, gdzie rytm życia wyznaczają pory roku, wraz z ich bogactwem przyrody, a dopełnia je mądrość matek. „Jasne dni" pachną i smakują ulubionymi zapachami i smakołykami z dzieciństwa, dopiero po jakimś czasie czytelnik zaczyna wyczuwać gorzki smak końca niewinności.
"Jasne dni" Zsuzsy Bank, Wydawnictwo Czarne.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA