fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Barbara Hesse-Bukowska nie żyje

MIFC
Jedna z ostatnich wielkich postaci naszej powojennej generacji pianistycznej, zmarła w Warszawie. Barbara Hesse-Bukowska miała 83 lat.
Zaczęła karierę błyskotliwie jeszcze jako nastolatka, na dodatek w momencie, gdy odniesienie przez Polaków na Konkursie Chopinowskim stało się sprawą polityczną i państwową. Gdy w 1949 roku miała odbyć się jego pierwsza, powojenna edycja, dla polskiej ekipy zorganizowano specjalny obóz kondycyjno-artystyczny.
Barbara Hesse-Bukowska była w tej reprezentacji najmłodsza, miała 18 lat. Ale już zdobyła dyplom z wyróżnieniem w warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej. Jej pokolenie starało się jak najszybciej nadrobić czas stracony przez wojnę, zresztą w czasie okupacji brała konspiracyjne lekcje u prof. Margerity Trombini-Kazuro, uważanej za wielki autorytet pedagogiczny. Wybuch powstania warszawskiego zastał ją natomiast w budynku konserwatorium na Okólniku. Spędziła tam kilka tygodni, dając koncerty.
Na Konkursie Chopinowskim w 1949 pokazała się zajęła II miejsce. Zwycięstwem podzieliły się ex-aequo Bella Dawidowicz i Halina Czerny-Stefańska, która została jedną z jej najlepszych przyjaciółek.
Młoda, o słowiańskiej urodzie Barbara Hesse-Bukowska stała się szybko polską artystką eksportową. Występowała w wielu krajach i na ważnych estradach. Daną jej szansę wykorzystywała także dla własnego rozwoju, jeździła na przykład do Paryża do Artura Rubinsteina, by doskonalić umiejętności pianistyczne.
Jej specjalnością były oczywiście utwory Chopina, a przede wszystkim mazurki. Nikt nie potrafił ich grać tak jak ona: bez sentymentalizmu, ze szczerością i prostotą. Na początku lat 80. nagrała je wszystkie dla Polskich Nagrań.
Być może, gdyby w połowie XX wieku świat nie był tak podzielony politycznie, zrobiłaby większą karierę. Ale i tak osiągnęła wiele, jej płyty można było znaleźć w katalogu takich firm jak Deutsche Grammophon, Westminster czy Chant du Monde. Dużo podróżowała, bo mówiła, że w jej zawodzie „najprzyjemniejsze są podróże i kontakty z ludźmi, jakie się podczas tych podróży nawiązuje. A do tako dochodziły obowiązki rodzinne, choć w jednym z wywiadów przyznała, że jej synem opiekowali się rodzice. – Przez wiele lat była mamą od święta – powiedziała w jednym z wywiadów. – Dopiero jak skończył szkolę podstawową, zabrałam go do siebie. Był już na tyle dorosły, że mógł sam jeździć do szkoły na Żoliborz. Syn Maciej też potem został pianistą.
W późniejszych latach coraz bardziej pochłonęła ją praca pedagogiczna. Zaczęła przypadkowo, od zastępstwa za męża Haliny Czerny-Stefańskiej i niepostrzeżenie wsiąkła w ten zawód na prawie 40 lat. Nie tylko w kraju, także w Japonii, gdzie niesłychanie ceniono ją za interpretacje chopinowskie.
Była osobą bardzo bezpośrednią i z pozoru nieśmiałą, Przy bliższym poznaniu okazywało się, że ma ogromne poczucie humoru, ma dystans do siebie i swych osiągnięć. I przede wszystkim ogromnie lubiła ludzi, a to nie jest cecha dana wszystkim artystom.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA