fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nowe technologie

Dwa miliony ukradzionych haseł

Wśród zaatakowanych przez wirusa znaleźli się użytkownicy najpopularniejszych sieci społecznościowych.
Fotorzepa
Złośliwy program zapisujący wciśnięte klawisze przechwycił dane do logowania dwóch milionów użytkowników m.in. Facebooka, Google’a i Twittera.
Pod koniec listopada firma Trustwave wykryła serwer sieciowy zbierający dane od zainfekowanych komputerów. Działający w Holandii komputer należący do cyberwłamywaczy zebrał dane do logowania na ponad 93 tys. różnych stron internetowych. Znalazły się wśród nich m.in. informacje o 318 tys. użytkowników Facebooka, 70 tys. użytkowników różnych usług Google'a, 60 tys. Yahoo, 22 tys. Twittera oraz po ok. 9 tys. loginów i haseł do serwisów LinkedIn oraz ADP, a także do rosyjskiej sieci społeczościowej Odnoklassniki.
Według Trustwave to efekt działania komputerowych wirusów, które zainfekowały tysiące komputerów na całym świecie. Działając w sposób niewidoczny dla użytkowników zapisywały wciśnięte klawisze (to tzw. keyloggery). Na tej podstawie hakerzy mogli odtworzyć nazwy użytkowników i hasła do popularnych usług sieciowych. Informacje te były przesyłane z zainfekowanych pecetów do centralnego serwera - właśnie w Holandii.
Firma poinformowała od razu wszystkich dotkniętych włamaniem usługodawców, a ci przekazali informacje swoim klientom. - Nie mamy pewności, że ktoś wykorzystał wykradzione hasła, ale zakładamy, że tak się stało - powiedział John Miller z Trustwave portalowi CNN Money. Jego zdaniem na świecie działają również inne serwery zbierające takie dane, ten holenderski jest tylko jednym z wielu. Pracował od 21 października.
Choć wykradanie haseł do serwisów Google, Twittera czy Facebooka może okazać się nieprzyjemne dla ich użytkowników, to jednak prawdziwe zagrożenie - zdaniem Millera - kryje się gdzie indziej. W ręce hakerów dostały się hasła do serwerów FTP (służących do udostępniania dużych plików przez Internet), a także do zdalnego dostępu do podłączonych do sieci komputerów. To umożliwia włamywaczom sięgnięcie po coś bardziej wartościowego, niż nasze prywatne zdjęcia w serwisach społecznościowych.
Również hasła pozwalające dostać się do systemu firmy ADP mają dla przestępców ogromną wartość. Firma zajmuje się bowiem księgowością i obsługą płatności dla pracowników. Hakerzy mogą nie tylko sprawdzić kto ile zarabia i gdzie mieszka, ale również zmodyfikować szczegóły płatności - np. numery kont. ADP po zbadaniu sprawy utrzymuje, że żaden z klientów firmy nie został narażony na straty w wyniku działań hakerów.
—cnn money
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA