fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Ukłony dla trenera i basenu

Chińczyk Sun Yang zdobył w Barcelonie cztery medale – dwa złote, srebrny i brązowy
AFP
Pływanie | Mistrzostwa świata w Barcelonie pokazały, że Amerykanie trzymają się mocno, ale Azja atakuje.
– Chińczycy udowodnili, że można pływać na światowym poziomie bez superszybkich kostiumów i – co najważniejsze w ich przypadku – najlepszych warunków fizycznych do tego sportu – mówi Piotr Albiński, olimpijczyk z Barcelony i brązowy medalista mistrzostw świata.
I dodaje, że nie ma już przypadków jak z początku lat 90., kiedy kilkanaście superszybkich Chinek złapano na sterydach, którymi karmili je enerdowscy trenerzy. Dzisiaj Chińczycy postawili na szkoleniowców z Australii i nie boją się wysyłać zawodników do największych ośrodków na Zachodzie.
– Chińczycy, podobnie jak Japończycy, wygrywają z resztą świata niesamowitą pracowitością, kultem pracy. Europejczycy nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak ciężko trenuje się w Azji. Wyobrażenie może dać tylko film z klasztoru Szaolin. Stosunek do pływania najlepiej obrazują ukłony, jakie japońscy pływacy składają nie tylko podczas treningów, ale i zawodów międzynarodowych – jeden w stronę trenera, a drugi w stronę basenu. Ten kult pracy jest w stanie pokonać bariery fizyczne – opowiada Albiński.
O tym, jak silna jest motywacja Japończyków, przekonał dziennikarzy 19-letni Kosuke Hagino, który po srebrnym medalu na 400 m dowolnym oświadczył, że zamierza zwyciężać we wszystkich sześciu swoich wyścigach. Nie udało się, zdobył tylko dwa medale, ale z pewnością spróbuje jeszcze nie raz.

„Missy” i Katy

Aplauz widowni wywoływali jednak nie tylko Azjaci. Bohaterkami mistrzostw były przede wszystkim: Amerykanka Melissa „Missy” Franklin, niemal bez wysiłku zdobywająca medal za medalem, często w godzinnych odstępach i jej szesnastoletnia rodaczka o znajomo brzmiącym nazwisku Katy Ledecky, która w Katalonii pobiła dwa rekordy świata – na 800 i 1500 m stylem dowolnym.
Kolejna gwiazda to Litwinka Ruta Meilutyte, która podobnie jak Ledecky przywiozła złoto z Londynu, a teraz wymazywała z tabel kolejne rekordy globu i pozowała z medalem do fotek wrzucanych na Facebooka.
Wbrew temu, co pisali dziennikarze, ta świetna dyspozycja szesnastolatek to nic zaskakującego. – Wydolność kobiet rośnie do okresu dojrzewania, potem można ją tylko podtrzymywać. Wystarczy zresztą spojrzeć na Meilutyte i Ledecky – to już kobiety. Wiek kalendarzowy nie ma tu znaczenia – mówi Albiński, trener długodystansowców Śląska Wrocław i doktor wychowania fizycznego.
W Barcelonie zachwycał również 26-letni Brazylijczyk Cesar Cielo Filho, który rozprawił się z rekordem Aleksandra Popowa na 50 m stylem dowolnym (ustanowionym w zabronionym dziś kostiumie) i podbił serca widzów niepowstrzymanym szlochem na podium.

Praca popłaca

Olbrzymi (195 cm, 88 kg) Brazylijczyk cieszył się z powrotu na pływacki szczyt tym bardziej, że jeszcze dwa lata temu przed mistrzostwami świata w Szanghaju w jego krwi znaleziono ślady niedozwolonego leku moczopędnego, furosemidu. Chociaż sąd arbitrażowy uwierzył wówczas pływakowi, że nie próbował dopingu, a lekiem zanieczyszczono jeden z suplementów diety, Brazylijczyk stracił dużo w oczach fanów pływania.
Tegoroczne mistrzostwa były dowodem na zwycięstwo ludzkiej pracy nad technologią – pokazały, że rezultaty z czasów kostiumów poliuretanowych, które zamieniały zawodników w żywe pociski, są do pobicia, a pływanie pozostaje dziedziną sportu, a nie nauki.
– Bez naprawdę ciężkiego treningu nie ma co liczyć na dobry wynik w Rio de Janeiro – mówi Jacek Miciul, trener srebrnego medalisty na 200 m stylem grzbietowym Radosława Kawęckiego. Szkoleniowiec, znany z tego, że wyciska ze swoich pływaków siódme poty, dodał, że choć Kawęcki trenuje ciężko, będzie musiał jeszcze zwiększyć obciążenie, jeśli chce zaistnieć na igrzyskach.
Barcelona udowodniła coś jeszcze – pływanie nie zestarzało się jako sport. Komplet 30 tysięcy widzów w każdym z dziewięciu dni mistrzostw w Palau Sant Jordi i miliony osób przed telewizorami świadczą o tym, że to dyscyplina, którą chce się oglądać.
– I to nie tylko ze względu na rekordy, wyścigi i bohaterów, ale świetny przekaz telewizyjny. Kamery pod wodą i nad basenem, powtórki w zwolnionym tempie, zbliżenia na twarz zwycięzcy – wszystko to pozwala ludziom przed telewizorem poczuć, jakby sami tam byli – mówi Stefan Tuszyński, trener pływania, pierwszy szkoleniowiec Bartosza Kizierowskiego.
To prawda, pływanie jest najbardziej fotogenicznym sportem, a jego bohaterowie wyglądają wspaniale, szczególnie jeśli nie trzeba ich karać za doping.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA