fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Zaginiony obraz Rafaela

Zygmunt Miłoszewski (ur. 1976) popularność zdobył powieściami kryminalnymi o prokuratorze Teodorze Szackim.
WAB, Piotr Perzyna Piotr Perzyna
W kryminale „Bezcenny" Zygmunt Miłoszewski daje czytelnikom rozrywkę na najwyższym poziomie = pisze Marcin Kube
Jeden z najpopularniejszych polskich autorów kryminałów skonstruował epicką, misterną historię, która rozgrywa się wokół „Portretu młodzieńca" Rafaela. Obraz renesansowego malarza należy do największych strat wojennych polskiego muzealnictwa. Zaginął pod koniec niemieckiej okupacji. Co jakiś czas pojawiają się plotki o tym, że MSZ jest na tropie bezcennego dzieła, ale są szybko przez ministerstwo dementowane. Zobacz na Empik.rp.pl

Powieść wysokobudżetowa

„Bezcenny" od początku uderza rozmachem. Scena terrorystycznego ataku na pasażerów kolejki linowej na Kasprowym Wierchu trzyma w napięciu jak filmy Christophera Nolana. – Zawsze mnie dziwi, czemu się tak ograniczamy jako pisarze? – mówi „Rz" Miłoszewski. – Nie mamy budżetu, więc dlaczego piszemy literaturę niskobudżetową? Możemy przecież zrobić wszystko.
Nieskrępowany „budżet" widać w „Bezcennym". Szeroka rozpiętość akcji w czasie i przestrzeni, widowiskowe sceny akcji i fantastyczne plenery. Legendarne płótno Rafaela łączy w powieści losy różnych ludzi, głównie utrzymujących się z handlu dziełami sztuki, zamkniętych w zawodowym mikrokosmosie o określonych rytuałach. Ale jest tu miejsce dla innych barwnych postaci, m.in. doświadczonej tropicielki skradzionych zabytków czy emerytowanego komandosa.
37-letni Zygmunt Miłoszewski rozpoczął przygodę z literaturą tuż przed trzydziestką. Debiutował krwawym thrillerem osadzonym w realiach blokowiska na warszawskim Bródnie. Drugą powieścią była młodzieżowa baśń „Góry Żmijowe". Jednak to powieści o prokuratorze Szackim stały się jego znakiem rozpoznawczym. W „Uwikłaniu" Szacki tropił powiązania PRL-owskiej bezpieki z postkomunistycznym światem wielkiego biznesu. W „Ziarnie prawdy" dokopywał się do zbrodni sprzed pół wieku, z antysemickim motywem w tle.

Niewygodny autor

W planach ma jeszcze jedną powieść o przygodach Szackiego, ale na razie wciągnął go świat historyków sztuki, który zgłębiał, przygotowując się do „Bezcennego". Musiał nauczyć się wielu rzeczy, podobnie jak przy innych książkach.
– Ludzie czasem chcą, bym coś skomentował, na przykład po „Ziarnie prawdy" prosili o opinię na temat stosunków polsko-żydowskich. Albo po „Uwikłaniu" traktowano mnie jak specjalistę od terapii Hellingera – mówi. – Wiele dziedzin poznaję na potrzeby konkretnych powieści i moja wiedza jest dosyć wybiórcza. W związku z tym staram się wypowiadać tylko przy okazji moich publikacji.
Jeśli sięgniemy po najnowszą książkę, to wyostrzone spojrzenie pisarza na polską rzeczywistość wychyla się tu z każdej strony. Miłoszewski jest niewygodny dla wszystkich, którzy chcieliby go umieścić na prostych ideologiczno-politycznych pozycjach. W „Bezcennym" po raz kolejny nie zamierza się komukolwiek przymilać, w ocenach jest bezpardonowy. Opisuje cynicznych polityków, dla których dziedzictwo narodowe i kultura oznaczają fotografie na tle odzyskanych obrazów podczas kampanii wyborczej. W tle są głośne afery, infantylizacja mediów i zła polityka kulturalna. Choć to proza gatunkowa, to z silnym akcentem publicystycznym. Pełna błyskotliwego i sarkastycznego humoru.
Na próby kojarzenia „Bezcennego" z „Kodem Leonarda da Vinci" Miłoszewski się zawczasu uodpornił. – To oczywiste, że jak się napisze powieść z historią sztuki w tle, będzie się porównywanym do Browna. Ale byłem już polskim Stephenem Kingiem i Stiegiem Larssonem, teraz będę polskim Danem Brownem. To irytujące, zwłaszcza że nie jestem miłośnikiem jego twórczości. Bardziej cieszą mnie porównania do Artura Pereza-Revertego, hiszpańskiego autora historycznych kryminałów.

Niewiara w film

Nie wierzy też, że dopiero kontakt z dużym ekranem daje pisarzom prawdziwą popularność. – To mit, że filmowa ekranizacja wyciąga literaturę z otchłani, popularyzuje i wywyższa – dodaje. –  W przypadku „Uwikłania" sytuacja była raczej odwrotna. Obejrzało je trochę ponad 100 tysięcy widzów, jak na kino rozrywkowe to niezbyt oszałamiający rezultat. Wiem, że Jacek Bromski chciał zrobić ten film jak najlepiej. Po prostu nie wyszło, ale nie rozpaczam. Jemu i producentowi Julkowi Machulskiemu jestem wdzięczny. Wprowadzili wiele zmian, nie jestem zły. Książka jest moja, film ich.
Na przyszły rok planowane są zdjęcia i premiera filmowego „Ziarna prawdy" w reżyserii Borysa Lankosza, autora głośnego „Rewersu".
Pytany o podziały na literaturę popularną i piękną podważa sens takiego kategoryzowania: – To myślenie jest przeniesione z krytyki literackiej – tłumaczy. – Są okresy, gdy sięgam po literaturę piękną, i tygodnie, gdy czytam najgorsze czytadła. Nie należę do pisarzy, którzy twierdzą, że takiej różnicy nie ma. Jednak nigdy nie spotkałem czytelnika stosującego takie kryteria.
O polskich autorach kryminałów wypowiada się ciepło i z uznaniem: – Czytam kolegów i z wieloma się przyjaźnię. Rywalizacja istnieje, bo jeśli czytelnik wchodzi do księgarni z 30 zł w kieszeni, wolałbym, żeby kupił moją książkę. Rynek jest jednak na tyle mały, że kiedy jeden z nas pisze coś fajnego, jest to dobre dla reszty. Jeśli na przykład Marcin Wroński napisze dobry kryminał, to może czytelnik sięgnie też po innych autorów.
Jego proza spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem nie tylko w Polsce, ale i w USA. – Pewne rzeczy nie byłyby możliwe bez popularności Stiega Larssona – sądzi Miłoszewski. – Dla Amerykanów stał się symbolem pisarza obcojęzycznego, który przekonał ich do czytania nieamerykańskiej prozy, do której sięgali dotąd sporadycznie. Najwyższy czas, żeby po tej fascynacji Skandynawią zaczęła się moda na pisarzy z dawnych państw zza żelaznej kurtyny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA