fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Antyaborcyjny gest republikanów

Przewodniczący Izby Reprezentantów John Boehner
AFP
Kontrolowana przez republikanów Izba Reprezentantów przegłosowała projekt ustawy zabraniającej tzw. późnych aborcji, dokonywanych po 20. tygodniu ciąży. Inicjatywa nie ma żadnych szans powodzenia
Ma natomiast na celu wzmocnienie więzi republikanów z prawicowym elektoratem.
Według przewodniczącego Izby Reprezentantów Johna Boehnera impulsem dla przyjęcia ustawy był niedawny wyrok sądowy dla filadelfijskiego ginekologa Kermita Gosnella, który został skazany za zamordowanie trojga noworodków i nieumyślne spowodowanie śmierci pacjentów podczas tzw. późnych aborcji dokonywanych w swojej klinice.
Według zeznań personelu medycznego, podczas zabiegów przychodziły na świat żywe dzieci, którym lekarz przecinał pępowiny, pozwalając na wykrwawienie się. Po tym procesie i ujawnieniu przerażających praktyk większość Amerykanów, nie wyłączając mnie samego, wierzy w zasadność tej ustawy – powiedział Boehner.
Uchwalony zakaz obejmuje kilka wyjątków, które dodano w ostatniej chwili, aby pozyskać poparcie demokratów. Obejmują one m.in. zagrożenie dla życia kobiety, gwałt i kazirodztwo. Te dwa ostatnie jedynie pod warunkiem, że zostaną one zgłoszone wcześniej policji. Dołączone poprawki nie na wiele się zdały, gdyż ustawę przyjęto stosunkiem głosów 228-196, a układ głosów odpowiadał niemal dokładnie linii podziałów partyjnych.
Według demokratycznej kongresmenki z Kalifornii Zoe Lofgren ustawa w przyjętej formie jest świadectwem „całkowitego braku zaufania do kobiet i poczucia rzeczywistości w sprawie napaści na tle seksualnym". Przy tej okazji demokraci przypomnieli, że ustawa jest dziełem „białych mężczyzn", bo do tej grupy zalicza się aż 88 procent zasiadających w izbie niższej Kongresu republikanów. Wszyscy spośród 23 republikańskich członków Komisji Legislacyjnej, którzy głosowali za przyjęciem ustawy na forum Izby Reprezentantów, są mężczyznami.
W zmianie tego wizerunku nie pomógł aktywny udział w debacie dwóch popierających ustawę przedstawicielek prawicy, kongresmenek Virginii Foxx z Karoliny Północnej oraz Marshy Blackburn z Tennessee. „Chcieliśmy wysłać Amerykanom wiadomość, że nie jesteśmy w stanie zaakceptować aborcji w stylu doktora Gosnella" – mówiła Blackburn.
Biały Dom od razu zagroził wetem ustawy, a zdominowany przez demokratów Senat najprawdopodobniej w ogóle nie podejmie debaty nad projektem.
Mimo braku szans na ostateczny sukces powrotowi do tematyki aborcji przyświecają konkretne cele polityczne. Konserwatywna część Izby Reprezentantów chce w ten sposób wysłać sygnał do swojego elektoratu, że nie wyrzekła się najważniejszych wartości. Ugrupowania pro life nie ukrywały zresztą zadowolenia. Penny Nance, prezes Concerned Women for America, nazwała ustawę „najważniejszym projektem w obronie życia poczętego w ciągu minionych 10 lat".
Wielu demokratycznych kongresmenów nie kryło satysfakcji po przyjęciu ustawy, twierdząc, że zajmując fundamentalne stanowisko, republikanie pomagają im w zwycięstwie wyborczym w 2014 i 2016 roku. Przypomnieli też o wypowiedziach jednego ze sponsorów ustawy kongresmena Trenta Franksa z Arizony, który publicznie stwierdził, że akty gwałtu nie są powodem zbyt wielu ciąż.
Od czasu precedensowego orzeczenia Sądu Najwyższego w sprawie Roe versus Wade z 1973 roku w USA legalna jest aborcja na życzenie. Próby ograniczenia tego prawa przez Kongres są najczęściej skazane na niepowodzenie.
Korespondencja z Nowego Jorku
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA