fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Szef Spotlight Walter V. Robinson: Kler sam się nie rozliczy

Materiały Prasowe
Skoro Sekielscy zapowiedzieli kolejny film o pedofilii duchownych, mogliby pójść tropem bezczynności policji i prokuratury w takich sprawach - mówi Walter V. Robinson, redaktor „Boston Globe”, szef słynnego zespołu dziennikarzy śledczych Spotlight, który ujawnił wielki pedofilski skandal w bostońskiej archidiecezji.

Jak się panu oglądało „Tylko nie mów nikomu”?

Walter V. Robinson: Film braci Sekielskich stanowi niezwykle mocny akt oskarżenia wobec polskiego Kościoła katolickiego. Ukazuje rolę tej organizacji w tuszowaniu aktów pedofilii ze strony duchownych, a tym samym w umożliwianiu i ułatwianiu wykorzystywania niezliczonych dzieci.

Sądzi pan, że ten film coś zmieni?

Film tak dobry jak ten powinien wywołać trzy skutki. Uświadomić społeczeństwu skalę problemu. Zmusić Kościół do pełnego rozliczenia z nadużyć. I zmotywować prokuratorów, by zmusili Kościół do otwarcia jego akt.

Czy hierarchowie mogli nie zdawać sobie sprawy ze skali problemu?

W Stanach Zjednoczonych w każdym przypadku w biskupi, arcybiskupi i kardynałowie byli osobiście zaangażowani w przenoszenie molestujących kapłanów z jednej parafii do drugiej w celu ukrycia problemu i zapobieżenia skandalowi. Istnieją tysiące stron dokumentów, które dowodzą, że tak było. To, co zrobił kardynał Bernard Law w Bostonie, robili prawie wszyscy inni biskupi. Idę o zakład, że tak samo wyglądało to w Polsce. Jest to oczywiście kwestia, z którą Polakom trudno się zmierzyć, bo oznacza analizę między innymi tego, co się działo w Krakowie, gdy arcybiskupem był tam późniejszy papież Jan Paweł II.

Tomasz Sekielski zapowiedział już, że wobec tak ogromnego odzewu i wielu kolejnych zgłaszających się ofiar planuje kolejną część. Ma pan jakąś radę dla niego?

Jest jeden ważny wątek do podrążenia. Przez dziesięciolecia wiele rodzin musiało złożyć skargę do policji i prokuratury. Co zrobili funkcjonariusze i urzędnicy? Prawdopodobnie mało lub nic.

Jaki był największy problem, z którym borykał się zespół Spotlight?

Taki sam jak dziś w Polsce: znaleźć sposób, by ofiary wyszły z cienia. W Bostonie opisywane przez nas historie skłoniły setki kolejnych ofiar do skontaktowania się z nami. Dzięki temu wierni zdali sobie sprawę, jak wiele dzieci zostało wykorzystanych. Presja społeczna zmusiła prokuratora, by wreszcie zbadał sprawę i sięgnął do akt Kościoła, pomimo że kardynał Law odmówił dobrowolnej współpracy. Dzięki temu wiemy, że w samej archidiecezji bostońskiej dzieci wykorzystywało 250 księży.

Według zaprezentowanych w marcu przez Konferencję Episkopatu Polski danych za lata 1990-2018, niewiele więcej duchownych (382) dopuściło się takich czynów na terenie całego naszego kraju, czyli problem dotyczy 0,8 proc. kapłanów.

Prawie wszędzie Kościół celowo umniejszał skalę problemu. Z pewnością tak jest i w Polsce. Po pierwsze, w USA okres, w którym wskaźnik nadużyć był najwyższy, rozciągał się od lat sześćdziesiątych do lat osiemdziesiątych. Podejrzewam, że Kościół w Polsce wie o tym i dlatego postanowił ujawnić dane dopiero od 1990 do 2018 roku. W Stanach Zjednoczonych, kiedy prokuratorzy zmusili wreszcie Kościół do udostępnienia archiwów, zapisy prawie zawsze wskazywały, że jeśli brać pod uwagę okres 50-60 lat, to odsetek księży wykorzystujących seksualnie dzieci wynosi od 8 do 10 procent. Na przykład w Bostonie w ciągu blisko 60 lat 10,8 proc. wszystkich księży molestowało dzieci. W całych Stanach Zjednoczonych służy obecnie około 37 tys. księży katolickich. Liczba osób oskarżonych o nadużycia seksualne od około 1950 roku przekracza 7 tys. a według ekspertów prawdopodobnie przekroczy 11 tys., gdy wszystkie dane będą dostępne. Nie ma powodu, by sądzić, że w Polsce skala zjawiska jest inna. A to oznacza, że Kościół katolicki w Polsce wciąż jest zaangażowany w masowe tuszowanie tych czynów, przez co zbrodnie tysięcy księży pozostają ukryte.

Albo upraszczając i sprowadzając rzecz do czystych liczb. W archidiecezji bostońskiej mamy dwa miliony katolików. I w ciągu blisko 60 lat 250 księży dopuszczało się wykorzystywania seksualnego małoletnich. Tymczasem w Polsce mamy 33 miliony katolików, a Kościół utrzymuje, że takich księży i zakonników było zaledwie 382.

Niestety, ani jedno, ani drugie. Jeśli problem ma zostać rozwiązany, muszą wkroczyć władze państwowe. A molestujący dzieci kapłani oraz kryjący ich postępki biskupi, muszą stanąć przed sądem. W ubiegłym tygodniu Watykan zarządził, że wszystkie przypadki molestowania należy zgłaszać… Kościołowi! Dlaczego ktokolwiek miałby uwierzyć, że Kościół da radę sam siebie upilnować? Przypadki czynów pedofilskich należy zgłaszać policji i prokuraturze.

A może pomogłaby niezależna od Kościoła komisja?

W Australii komisja królewska wykonała świetna robotę. To właściwy model do naśladowania.

Walter V. Robinson jest redaktorem gazety „Boston Globe", szefem słynnego zespołu dziennikarzy śledczych Spotlight, który ujawnił pedofilski skandal w archidiecezji bostońskiej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA