fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pora na Porto

Fotorzepa/ Darek Golik
No i doszliśmy, i to równym, niezachwianym krokiem, do końca naszego cyklu o winach wzmacnianych. Było sherry, wspomniałem o maderze, pora więc na najbardziej chyba w Polsce znane z tych win, czyli porto. Dziś część pierwsza, za tydzień druga, ale pić można już teraz.

O winach, proszę wycieczki, warto czytać z mapą, rzucamy więc okiem na mapę Portugalii. Tu, na północy, u ujścia najbardziej winodajnej rzeki świata Duero leży miasto, które naszemu winu dało swą nazwę – piękne Porto. I tu wyjaśnijmy raz na zawsze: porto jest tylko stąd, granice apelacji – bije się z Tokajem o to, która jest najstarsza na świecie – są precyzyjnie zakreślone, mysz się nie prześliźnie.

Historia się powtarza – miasto portowe zaopatrywało żeglarzy w wino, a że łatwo się ono psuło, to wzmacniano je okowitą, zwaną tu aguardente, stąd porto ma około 20 proc. alkoholu. I jest słodkie. OK, bywa też wytrawne, tak samo jak istnieje porto białe, ale to margines, którym się chwilowo zajmować nie będziemy. Słodkie i czuć alkoholem – to najczęstszy zarzut, jaki słyszę pod adresem porto. Owszem, to najtańsze takie jest, lecz w tych lepszych słodycz potrafi być pięknie zrównoważona kwasowością, a zamiast alkoholu mamy takie bogactwo południowych owoców,...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA