fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W kontrapunkcie

Jan Maciejewski: Gyula Krúdy, węgierski czarodziej

Fotorzepa, Robert Gardziński
Pisał, trzeźwiejąc, może na tym polegał jego sekret. Wracał do domu o trzeciej nad ranem, po kilkunastu godzinach najczęściej samotnego przesiadywania w karczmach. Przyglądania się, przysłuchiwania, tropienia. Od trzeciej do dwunastej w południe pisał, co najmniej 16 stron dziennie. Gyula Krúdy, od kilku tygodni, od wydania jego „Miasta uśpionych kobiet", pisarz tylko trochę mniej w Polsce nieznany. Węgierski czarodziej, który przydarzył się nam akurat teraz.

Kiedy realizm stał się nowym bożkiem, modlimy się do precyzji przekazu i dokładności odwzorowania. Wieszamy dla nich ikony o najwyższej możliwej rozdzielczości. Wznosimy hymny pochwalne na cześć seriali, które sprawiają, że czujemy, jakbyśmy znaleźli się w środku opowieści, z całym jej brudem i blaskiem, które najlepiej imitują klimat i nastrój jej świata. Całe to napędzające technologiczny i rozrywkowy wyścig zbrojeń przedsięwzięcie przypomina jeden wielki spektakl iluzjonisty. W świecie, który on wyczarowuje, są już dźwięki i kolory, niedługo dojdą do nich smaki i zapachy. A wszystko bardziej rzeczywiste, mocniej podkreślone i wybite niż na zewnątrz. W tej iluzji jest wszystko, poza magią.

Nie ma dwóch innych tak bardzo różnych od siebie profesji jak czarodziej i iluzjonista. Nawet nie tyle innych, ile wzajemnie wrogich, walczących po przeciwnych stronach tego samego frontu. Iluzjonista wymawia słowa tylko po to, żeby odwrócić naszą uwagę od sekretu wykonywanego właśnie szwindla. Jego kwestie są alibi dla złudzenia, mogłoby ich równie dobrze nie być, gdyby tylko nauczył się ruszać uszami albo wykonywać swoje sztuczki, stojąc na głowie.

Z prawdziwymi zaklęciami jest odwrotnie, bez nich nie ma czarów; to ich brzmienie uruchamia prawa ukryte głęboko przed wszystkimi, łącznie z samym czarodziejem. Bo iluzjonista dokładnie wie, zna sekrety fizyki i percepcji, panuje nad regułami złudzenia, które stwarza. Czarodziej tylko przypuszcza, mądrością swoich poprzedników, własnymi próbami i błędami powoli gromadzi listę zaklęć. Wymawia je za każdym razem inaczej niż poprzednio, bo to nie on ostatecznie decyduje o tym, czy zadziałają. On jest tylko sługą czegoś, co tkwi w środku każdej rzeczy i zdarzenia. Sługą tego świata, jego smaków, kolorów, zapachów i tajemniczych konstelacji, w które się układają. Żeby naprawdę się wydarzyć, wywrzeć wpływa na nasze losy, muszą być jednak nazwane, wywołane przez usta i pióra czarodziejów.

Nawet jeżeli ich plemię jeszcze ostatecznie nie wymarło, to zostało zepchnięte w głęboki cień przez armie iluzjonistów. Rangę czarodziejów trzeba ustalać według celności zaklęć, stosunku liczby słów do tego, jak często wywołują one nieznane moce. Pod tym względem Krúdy jest jednym z największych magów, jacy kiedykolwiek chodzili po świecie. W końcu pisał, wracając do rzeczywistości, rozstając się powoli ze złudzeniami wywołanymi przez używki. Każdej nocy przechodził z jednej strony na drugą, od iluzji do tego świata. Jego barw, zapachów, dźwięków i czarów.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA