fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

30. rocznica upadku muru berlińskiego

Tak będzie wyglądała instalacja „Skynet” Patricka Shearna
Kunstinstallation Patrick Shearn of Poetic Kinetics, kuratiert von Kulturprojekte Berlin
W 30. rocznicę upadku muru berlińskiego odbędzie się wiele imprez.

Między 4 a 10 listopada miasto zamieni się w wielką scenę i galerię pod gołym niebem i będzie świętować upadek muru – dzień, który zapoczątkował zjednoczenie Niemiec po dekadach podziału na komunistyczne i zachodnie. W siedmiu ważnych historycznych punktach odbędzie się ponad 200 wydarzeń – koncertów, wystaw, happeningów, akcji artystycznych. Wśród tych najważniejszych warto wymienić dwa koncerty Patti Smith i Tony'ego Shanahna zatytułowane „Mury runą" i „Przypomnienie".

Uścisk dłoni

Wieczorem 9 listopada przy Bramie Brandenburskiej będzie można obejrzeć wielkie widowisko. Z artystami pojawią się na scenie uczestnicy wydarzeń sprzed 30 lat. Spektakl otworzy zespół Staatskapelle pod kierunkiem jednego z najwybitniejszych światowych dyrygentów – Daniela Barenboima. Później zabawa ma się przenieść do 27 klubów Berlina.

Wśród dziesiątków wydarzeń warto zwrócić uwagę na dwa. Przez cały festiwalowy tydzień nad Bramą Brandenburska powiewać będzie wielka instalacja zatytułowana „Skynet" autorstwa Patricka Shearna z grupy Poetic Kinetics. Złoży się na nią 30 tysięcy wstęg, na których będą wypisane życzenia, prośby, wiadomości. Przez cały wrzesień zgłaszali je Berlińczycy i goście miasta.

Druga instalacja, zatytułowana „Berliński uścisk dłoni", już w przyszłym roku zamieni się w berliński pomnik. Na intrygujący pomysł wpadła austriacka artystka Meike Ziegler, która postanowiła uwiecznić właśnie uściski tysięcy ludzi. W tym celu wraz z grupą współpracowników zbierała w specjalnej plastelinie odciski osób podających sobie rękę. Później zostaną odtworzone w trwalszym niż plastelina materiale i zawisną w wielkiej ramie pomnika.

– Mamy już odciski dłoni ośmiu tysięcy osób, ale chcemy dojść do 22 tysięcy – powiedziała „Rzeczpospolitej" Meike Ziegler.

Enerdowskie piwo

W sierpniu otwarto wirtualne muzeum poświęcone przejściu granicznemu „Charlie" między Berlinem Zachodnim a NRD. W tym miejscu od lat znajduje się Muzeum Muru Berlińskiego. Teraz można przeżyć wirtualne przekroczenie punktu granicznego Żelaznej Kurtyny.

– Dzięki nowoczesnej technice możemy przenieść się w czasie – opowiada Michael Ellert z firmy turystycznej TimeRide – i przejechać przez legendarny Checkpoint Charlie.

Mamy do wyboru trzy postacie, w które możemy się wcielić: kierowcy autobusu, kobiety i młodego mężczyzny. Są to osoby autentyczne, których los poznajemy przed założeniem okularów umożliwiających niezwykłą, trójwymiarową wyprawę w przeszłość. To szarobury świat w nieustającymi kontrolami, inwigilacją. Kierowcy nie dziwią lustra na kołowej platformie, które wjeżdżają pod podwozie jego autobusu, by sprawdzić, czy czasem ktoś się tam nie ukrył. Ale granicę NRD można przekroczyć nie tylko w wirtualny sposób. Organizatorzy odtworzyli smak enerdowskiego piwa oraz historyczne nalepki. Napój można spożyć przed wirtualnym seansem.

Przykładem tego, że Niemcy starają się nie zapominać o granicy, która dzieliła ich kraj, może być powstałe w 1999 roku muzeum straży granicznej w Schlagsdorfie. Przypomina, że w miarę rosnącego napięcia między Wschodem a Zachodem funkcjonariusze Grenzschutz stawali się coraz bardziej bezwzględni.

Przewodnik Andreas Wagner prowadzi mnie do zrekonstruowanego fragmentu granicy z wieżami strzelniczymi, zaoranym pasem ziemi i płotem ze specjalnej siatki, na którą nie sposób było się wspiąć. Miała oczka tak małe, że trudno było w nie włożyć palec. Wagner opowiada też historię młodego chłopaka, który chciał uciec do RFN. Udało mu się to, jednak w wymarzonym kraju poczuł się samotny i opuszczony. Postanowił wrócić i w rodzinnym mieście oddał się w ręce politycznej milicji Stasi. Trafił do więzienia na dwa lata.

– Nie podajemy nazwiska. On do dziś żyje niedaleko i nie chce rozgłosu – dodaje Wagner.

Więzienie Stasi

Natomiast o swojej ucieczce chętnie opowiada Peter Barsch. W Berlinie przepłynął Szprewę, asekurując koleżankę w ciąży.

– Najtrudniejsze było wyznaczenie takiej drogi, której nie oświetlały reflektory – wspomina. – Po długiej obserwacji udało mi się taką wytyczyć. Gdy dotarliśmy na drugi brzeg, koleżanka była tak wykończona, że nie mogła o własnych siłach wyjść z wody. Z trudem ją wyciągnąłem i uratowałem. Niedawno obchodziła 60. urodziny i podobno jest dziś szczęśliwą babcią.

Petera Barscha nie zabraknie z pewnością wśród tych, którzy 9 listopada świętować będą pod Bramą Brandenburską upadek berlińskiego muru.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA