fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Norman Leto: Gdy zapis cyfrowy ustępuje przed pędzlem

„To, co musiał widzieć codziennie mój tata po powrocie z pracy o piętnastej”, olej, 2016. Prace na płótnie Normana Leto kosztują do 40 tys. zł. A filmy ok. 6 tys. zł
Fotobank.PL/PGS
W sopockiej Państwowej Galerii Sztuki Norman Leto sumuje swój dorobek malarski.

Nie nazywa się Norman Leto, to pesudonim. Ale jak wygląda Łukasz Banach, lat 35, artysta niezależny i wszechstronny (wideo, film, malarstwo, literatura)? Otóż z daleka przypomina kostkę cukru, a im bliżej się doń podchodzi, tym bardziej płaszczy się i rozmywa...

Taki metaforyczno-prześmiewczy autoportret zaprezentował Leto w Sopocie. Jednak komputerowo wygenerowany filmowy obraz, jak zwykle u tego autora będący mieszanką ironicznego autokomentarza i zjawisk popkultury, to jedynie aneks do najważniejszej części wystawy. Tę zaś stanowi malarstwo. Czy przedstawiony zestaw płócien wolno nazwać retrospektywą? Raczej podsumowaniem ostatniej dekady. W tym czasie Leto przeszedł niemałą ewolucję. Samouk, sobie tylko ją zawdzięcza. Nie trzyma się żadnej konwencji, żegluje, że zrobię aluzję do jego znakomitego debiutanckiego filmu „Sailor", po historii malarstwa jak po morzu.

Jakiś czas temu dobił do wyspy z Kantorowską „sztuką biedną". W wersji Leto zniszczony materac, na nim szkicowo machnięty niebieską farbą profil człowieka, pod jego spojrzeniem czarna dziura. Jak chce autor, obraz „zniszczył się od patrzenia". Pewnie, gapimy się na nędzę, na bezdomnych i nic z tego nie wynika, poza satysfakcją, że to nie nasz przypadek losowy.

Nieco dalej wyspa ekspresyjnej abstrakcji. Surowe płótno przecięte rdzawym masywem; pod nim czarna gruda lawy, całość poznaczona plamami i kleksami czerwieni. Treść łatwo dopowiedzieć. Oto mur, pod którym padł człowiek, zakatowany przez niewidocznych oprawców. Tytuł potwierdza domysły: „Kuwejt". Ta praca zestawiła mi się (w głowie) z inną: „Zawstydzony imigrant". Wizerunek anonima. Czarnoskórego i – zgodnie z tytułem – spoglądającego ku nam błagalnym, przepraszającym wzrokiem. Twarz bez rysów, lecz wyraz nadaje jej samo spojrzenie. Mocne jak plakat.

Ale proszę nie sądzić, że Leto to jakiś moralizator. Po prostu łapie tematy z tego, co obok niego. Często są to piękne kobiety. Modelki. Mają słabość do artysty, z wzajemnością. „Rozkapryszona wśród ludzi" energicznie, od ręki „trzaśnięty" portret dziewczyny na tle tłumu zdaje się przedstawiać kogoś w ekstazie czy pod wpływem ecstasy. Sposób malowania, oszczędne użycie koloru, uwidoczniona faktura surowego płótna, zachowana siła impulsu, nawet temat (piękna kobieta) przywodzą na myśl sztukę Teresy Pągowskiej.

W tej samej surowej konwencji powstała też praca autobiograficzna, dowcipnie zatytułowana „To, co musiał widzieć codziennie mój tata po powrocie z pracy o piętnastej". Cóż tata oglądał? Małolata, skulonego przy kompie, zerkającego na nas (na tatę) z lekkim wyrzutem, że musi na chwilę oderwać się od ekranu.

Teraz jest inaczej. Leto z własnej woli odłożył mysz i wziął się za pędzle. Rezultaty w Sopocie.

Wystawa czynna do 10 kwietnia

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA