fbTrack
REKLAMA

Sztuka

Anna Szprynger: teraz proszę oddychać głęboko

Czy ktoś się zastanawiał, że zawieszony nad stawem obłok muszek pożyje tylko do wieczo-ra? Najnowsza wystawa Anny Szprynger w warszawskiej Piękna Gallery jest skuteczniejsza niż joga: chodzi w niej o uwolnienie myśli i ulgę, jaką przynieść może naprawdę głęboki od-dech.

Anna Szprynger - jedna z najbardziej cenionych autorek sztuki najnowszej w Polsce - znana jest odbiorcom przede wszystkim z precyzyjnej twórczości geometrycznej, obrazów pełnych białych linii rozpiętych w głębi czarnego tła. Podczas stołecznej wystawy „Jętki” prezentuje jednak dzieła, które określa jako wypowiedzi bardziej intymne: poruszająco kojące płótna przywodzące na myśl lżejsze od powietrza chmary owadów unoszące się nad wodnymi taflami. Spoza biogramu, wiadomo o artystce, że nie przepada za okrutnie pretensjonalną analizą, dlatego działanie ekspozycji na ciało przyrównać można do sceny z filmu „Jedz, módl się i kochaj” rozgrywającej się we włoskiej restauracji. Julia Roberts przedsięwzięła w niej naukę angielskich wyrazów: „therapist” - wymówiła, wskazując na karafkę pełną ciemnobordowego wina. Tytułowa jętka z wystawy po angielsku brzmiałaby natomiast „mayfly” - jak majowa muszka, wirująca w kameralnej chmarze całe życie długości od rana do wieczora.

 
Nocne życie wystawy

Podobnie jak przy powstających przez dekadę geometrycznych abstrakcjach, nad nową serią Anna Szprynger pracowała bardzo poważnie, godzinami malując każdy z obrazów, aż zaczął przypominać rozpraszający się w tle, ażurowy rój owadów. Jak twierdzi, mimo precyzyjnego plastycznego języka, nowe dzieła powstały z potrzeby wzięcia głębszego oddechu, działania bardziej intuicyjnego.

- Przy tworzeniu moich wcześniejszych, czarno-białych obrazów, płótno, do którego zasiadałam, koncepcyjnie było już ukończone, zupełnie gotowe. Wszystko było wiadome i nie było przestrzeni na żadne znaczące zwroty w trakcie - i to właśnie okazało się ograniczające, a jedną z najważniejszych wartości zawsze pozostawała dla mnie wolność. Samoograniczanie się podczas tworzenia obrazu powoli mi tę wolność odbierało - opowiada Anna Szprynger, dodając, że wyzwalające okazało się również ponowne wprowadzenie do twórczości barw, które w ściślejszej geometrii byłyby zupełnie zbędną dekoracją. Jak wynika z relacji organizatorów wystawy, strudzone pandemią miasto czekało na taki powiew wiatru. 

- Podczas odbywającej się tradycyjnie Nocy Muzeów - zarówno fizycznie jak i za pośrednictwem mediów społecznościowych - odwiedziło nas bardzo wielu gości, co ważne, przede wszystkim młodych. Artystka również była obecna w galerii i w konsekwencji nasza Noc Muzeów była de facto sześciogodzinną rozmową o inspiracjach, procesie twórczym i tym, co kto widzi w tajemniczych abstrakcjach Szprynger. Taka wymiana myśli jest dla nas najcenniejsza, ponieważ dowiadujemy się wiele od gości, ale także sami możemy przekazać nieco wiedzy i zaciekawić młodych widzów światem sztuki - komentuje Stefania Olbrycht z warszawskiej Piękna Gallery, która od lat promuje rodzimą sztukę, działając równolegle w Nowym Jorku.

Anna Szprynger, której malarstwo doceniła już publiczność wielu zagranicznych wystaw, uznawana jest za kontynuatorkę dorobku naczelnych polskich abstrakcjonistów. Sama ostrożnie podchodzi jednak do szufladkujących nurtów, szczególnie gdy w grę wchodzi tak zwany czuły gest. 

Sztuka jest unisex

Żeby w obrazie nie zabić życia, tylko je przemycić, linie nie mogą być wymierzone mechanicznie, a każde pociągnięcie, zdaniem artystki, musi odzwierciedlać ruch ręki, a nie krawędź ekierki. Treścią nowej malarskiej serii są jednak trudniejsze do ujęcia w słowa, choć dobre emocje - ulgi, miłości do sztuki i satysfakcji z długo wyczekiwanego odetchnięcia. Na pytanie, czy tak osobistą twórczość łatwiej jest prezentować właśnie kobiecie, Anna Szprynger niestety zaprzecza.

- Wystarczy spojrzeć, jak różny jest odbiór dzieła, którego treścią są jakieś emocje. Kiedy mężczyzna namaluje coś, angażując swoją uczuciowość, budzi to westchnienia typu: jaka to głęboka wrażliwość! Kiedy zrobi to kobieta, usłyszy zazwyczaj: jakie to kobiece, a w domyśle - wymyślne. Jest w tym silna nienazwana nierówność, choć, całe szczęście, powoli zanika - komentuje artystka.

Podobnie jak przez poprzednią, czarno-białą geometrię, tak przez obrazy prezentowane obecnie w Piękna Gallery, przebijać ma nie tylko wspomniana czułość, ale też całkowicie niezależna od płci, energia natury. Artystka, dla której od zawsze domem jest miasto, motywację do pracy czerpie raczej z mniej zatłoczonego świata - witalnej siły przyrody i jej całkowitego nieskrępowania, wolności.

Majowe muszki, mimo że dopatrujemy się ich na obrazach wciąż pozostających czystą abstrakcją, wpisują się w tę poetykę bardzo płynnie. Zawieszone ciemnym w tle, konsekwentnie malowanym czarną farbą, sprawiają, że wystawa w galerii przypomina trochę dotleniający spacer.

- Nocą majową zszedłem na ląd w chłodną poświatę, gdzie trawa i kwiaty były szare a zapach zielony - pisał, zupełnie jakby w odniesieniu do niej, poeta i noblista Tomas Tranströmer. 

Wystawę „Jętkioglądać można w Piękna Gallery przy ul. Emilii Plater 10 w Warszawie.

https://pieknagallery.pl/ 

 

Weronika A. Kosmala

REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA