fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Ostatnia fregata, czyli policzone dni ukraińskiej floty

Ukraińska fregata fregaty "Hetman Sahajdaczny" | Ministerstwo Obrony Ukrainy [CC BY-SA 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons
Wikimedia
Ponad 6 tysięcy marynarzy ukraińskiej Marynarki Wojennej przeszło na stronę Rosji po aneksji Krymu.

Gdyby Ukraina w najbliższym czasie została zaatakowana od strony Morza Czarnego, nie miałaby się czym obronić. Były dowódca ukraińskiej floty admirał Siergij Hajduk alarmuje, że baza stacjonującej obecnie w Odessie Marynarki Wojennej znajduje się w fatalnym stanie. Termin zakończenia eksploatacji jedynej fregaty „Hetman Sahajdaczny" (wybudowanej jeszcze w 1993 roku) upływa już w przyszłym roku, a na budowę nowych władze w Kijowie nie stać. Reszta, poza paroma kutrami, do niczego się nie nadaje, gdyż ich termin eksploatacji upłynął już 10–15 lat temu.

– Stan ukraińskich stoczni nie pozwala na przeprowadzenie remontu okrętów. Większości niezbędnych części nie produkuje się obecnie na Ukrainie – mówi Hajduk, cytowany przez ukraiński portal korrespondent.net. Wiele wskazuje na to, że żaden z ukraińskich rządów nie interesował się stanem pozostałej po Związku Radzieckim floty. – Problem z utrzymaniem okrętów był od początku utworzenia floty. Rocznie na finansowanie przyznawano około 10–12 proc. niezbędnej kwoty. W lepszych latach sięgało ono 32 proc. – twierdzi Hajduk. – Już po uzyskaniu niepodległości złomowano 19 okrętów i kutrów rakietowych oraz 45 jednostek logistycznych. Zbudowano jedynie pięć, i to według starych radzieckich projektów – dodaje.

Znany ukraiński ekonomista Ołeksandr Ochrimenko twierdzi, że przyczyna obecnego stanu rzeczy jest prosta – korupcja. – Jednostki te poszły na złom i ktoś na tym po prostu zarobił. Pozostałych nikt nie remontował. Środki z budżetu przyznawano, ale one nie docierały do floty – mówi „Rzeczpospolitej" Ochrimenko. – Dzisiaj na armię przeznacza się około 12 proc. budżetu państwa, ale większość po drodze jest rozkradana. Stare radzieckie czołgi przemalowuje się i mówi, że są nowe – dodaje.

O problemach ukraińskiej armii mówi też jedna z najbardziej znanych Ukrainek na świecie – kapitan Nadija Sawczenko, obecnie deputowana Rady Najwyższej. – Od trzech lat stoimy w tym samym miejscu. Nawet zakład, który produkował naboje, pozostał po tamtej stronie w Ługańsku, a nowego nie wybudowaliśmy – mówi „Rzeczpospolitej" Sawczenko. – To na co oni [władze – red.] wydają te pieniądze? – pyta.

Tymczasem Sztab Generalny ukraińskich sił zbrojnych zapewnia, że armia jest w bardzo dobrej kondycji. – To nieprawda, że pieniądze są rozkradane. Stanu armii nie można porównywać z tym, jaki mieliśmy na początku wojny. Wtedy do walki mogło stanąć najwyżej 6,5 tys. żołnierzy, dzisiaj mamy 250-tysięczną, dobrze wyposażoną armię – mówi „Rzeczpospolitej" płk Władysław Sielezniow. – Choć marynarka rzeczywiście ma problemy, i to poważne – przyznaje.

Kondycję ukraińskiej marynarki jeszcze bardziej pogorszyła aneksja Krymu. – Najlepsze okręty zostały przywłaszczone przez Rosję. Przekazali z powrotem jakiś złom, z którego tylko część udało się uratować – mówi „Rzeczpospolitej" Ołeksij Melnyk, analityk wojskowy z kijowskiego Centrum im. Razumkowa.

Problem nie tylko w okrętach. Według Hajduka Ukrainę zdradziło aż 6321 marynarzy, a 1500 z nich to oficerowie. Na stronę Rosji przeszło też dwóch poprzednich dowódców ukraińskiej Marynarki Wojennej. Do Odessy przeprowadziła się tylko jedna trzecia personelu floty. – W 2010 zastępca dowódcy jednostki zarabiał ok. 6000 tys. hrywien (ówczesna równowartość 2,1 tys. złotych), a jego kolega z rosyjskiej Floty Czarnomorskiej – 36 tys. hrywien. Oprócz tego pokrywano mu koszty wynajmu mieszkania – mówi Hajduk.

– W ukraińskiej flocie od początku służyli przeważnie mieszkańcy Krymu. Znali się z rosyjskimi marynarzami, przyjaźnili się rodzinami i widzieli, że Rosjanie mają lepiej – mówi Melnyk. – Ale to nie uzasadnia zdrady – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA