Miejsce ich pobytu ustalono dopiero 2 lipca.
Najprawdopodobniej wejście chłopców do jaskini odbyło się bez wiedzy 25-letniego trenera. Ten w poszukiwaniu podopiecznych wszedł za nimi i wszyscy zostali odcięci od drogi powrotnej przez ulewę, która szybko doprowadziła do zalania jaskini. Grupa znajduje się około 4 km od wejścia.
Mimo że drużyna została odnaleziona, jej wydostanie okazało się niezwykle trudne. Nie wyklucza się, że akcja bezpiecznego wyprowadzenia dzieci i trenera może zająć nawet 4 miesiące.
Grupa znajduje się w miejscu całkowicie odciętym od światła dziennego, gdzie temperatura wynosi ok. 20 stopni, a wilgotność - niemal 100 procent. Dostarczono jej ciepłe ubrania, wysokokaloryczne pożywienie, leki i źródła sztucznego światła. Eksperci oceniają, że najpoważniejszym problemem jest stan psychiczny chłopców, pogarszany obawą, że w takich warunkach mogą spędzić nawet kilka miesięcy. Nadzieja w tym, że dzieci są sportowcami, więc ich konstrukcja psychiczna może być silniejsza niż przeciętna.
By wyjść z jaskini, muszą się przedostać przez niezwykle wąskie korytarze, których odcinki są całkowicie zalane wodą, więc nie będzie w nich można zaczerpnąć powietrza. Dodatkowym problemem jest fakt, że większość młodych piłkarzy nie potrafi pływać. Obecnie są na etapie nauki "na sucho".
Od kilku dni trwa intensywna akcja ratunkowa. Uczestniczą w niej ratownicy z USA, Wielkiej Brytanii i Holandii. W sumie zaangażowanych jest około 1000 osób - nurków, żołnierzy i cywilnych wolontariuszy. Obecnie trwa układanie butli z tlenem wzdłuż drogi, którą uznano za optymalną trasę ewakuacji dzieci i trenera oraz wypompowywanie wody z jaskini - dotychczas usunięto jej 128 milionów litrów. Niedobre są prognozy pogody dla tego rejonu - na najbliższe dni zapowiadane są intensywne opady deszczu.
Jeden z tajskich nurków, układających butle, zmarł dziś po wyjściu z jaskini. Jego butla tlenowa odmówiła posłuszeństwa. Akcja reanimacyjna nie powiodła się. 38-letni Samarn Poonan był byłym żołnierzem marynarki wojennej Tajlandii.
Z ostatnich ustaleń wynika, że w kilku odcinkach korytarza, którym będą się przemieszczać uczniowie, udało się obniżyć poziom wody o 40 procent. Są jednak nadal takie, które są całkowicie zalane. W tej chwili nie ma warunków, by przeprowadzić akcję wyprowadzania dzieci.
Dodatkowym problemem okazuje się znaczące obniżenie ilości tlenu w jaskini. W tej chwili trwają próby wprowadzenia do niej prawie 5 km rury, którą uwięzionym ma być dostarczany tlen.