fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Bohater infoafery wciąż korzysta z majątku z łapówek

Fotorzepa/Roman Bosiacki
Sąd dotąd nie odebrał bohaterowi infoafery owoców przestępstwa – ustaliła „Rzeczpospolita".

Andrzej M. to były policjant i wysokiej rangi urzędnik MSWiA, który jako dyrektor Centrum Projektów Informatycznych brał wielomilionowe łapówki od koncernów z branży informatycznej. W lutym tego roku warszawski sąd wymierzył mu za to karę 4,5 roku więzienia w zawieszeniu na osiem lat oraz 93 tys. zł grzywny. Orzekł też przepadek tego, co M. przyjął od menedżerów firm IT.

Dzięki łapówkom M. zdobył mieszkanie, luksusowe samochody, motocykl, sprzęt komputerowy i AGD, telewizory, a także meble do salonu, drogie wyposażenie kuchni, nawet ekspres do kawy. Korzysta z nich, choć formalnie wszystko zajęli śledczy. Od czterech lat jest bez pracy. Do czasu wyroku miał też zabrany paszport.

Urzędnik przyznał się do winy i dobrowolnie poddał karze. W tej sytuacji wyrok miał się szybko uprawomocnić, otwierając drogę do odebrania majątku z łapówek. Jak ustaliła „Rzeczpospolita", dotąd tak się nie stało. M. przez adwokata złożył wniosek o pisemne uzasadnienie wyroku – co czyni się zwykle, kiedy zamierza się składać apelację.

– Jestem zdumiony postępowaniem M., zwłaszcza że karę z nim uzgodniono – mówi „Rzeczpospolitej" prok. Andrzej Michalski z Prokuratury Krajowej, który prowadzi śledztwo w sprawie infoafery.

Jak dowiedzieliśmy się w Sądzie Okręgowym w Warszawie, wnioski o pisemne uzasadnienie wyroku złożyli też żona M. i kilku członków jego rodziny skazanych w tym samym procesie m.in. za pranie pieniędzy z łapówek. Mają zastrzeżenia do części wyroku dotyczącej obowiązku naprawienia szkody.

– Dotychczas nie wpłynęły apelacje, ale nie upłynął jeszcze termin do ich wniesienia. Oznacza to, że nie może być stwierdzona prawomocność wyroku – mówi nam sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak, rzeczniczka sądu. – Przypadki wnioskowania o uzasadnienie, jak i zaskarżania wyroków wydanych w wyniku dobrowolnego poddania się karze nie należą do odosobnionych. Przeciwnie, są dość częste – dodaje.

Mimo wszystko działanie oskarżonych w tej sprawie zastanawia. Nasi rozmówcy z wymiaru sprawiedliwości rozważają, czy nie jest to taktyka obliczona na to, by odwlec wykonanie kary.

Zwłaszcza w przypadku M. apelacja byłaby ryzykowna, bo sąd mógłby wymierzyć mu surowszą karę niż ta, na którą bohater afery się zgodził. Dopóki wyrok się nie uprawomocni, sąd nie może odebrać skazanym „owoców przestępstwa". Jeśli wpłyną apelacje, odsunie się to w czasie nawet o kilka miesięcy.

Sąd w miesiąc sporządził uzasadnienie wyroku (ma 87 stron). 21 marca wysłał je do oskarżonych, którzy od chwili doręczenia mają 14 dni na ewentualną apelację. Sprawa się przeciąga, bo nie wszyscy oskarżeni uzasadnienie odebrali.

Obrońca M. mec. Jarosław Kamiński twierdzi, że wycofał się z planów złożenia apelacji. Dlaczego o niej myślał? – Powodem była omyłka sądu w uzasadnieniu ustnym. Była istotna dla mojego klienta i mijała się z ustaleniami z prokuraturą i tym, na co zgodził się mój klient – tłumaczy, ale szczegółów nie ujawnia. Podaje, że sąd sprostował już omyłkę.

Nie wiadomo jednak, jakie są plany pozostałych skazanych co do ewentualnej apelacji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA