Rzecz o prawie

Andrzej Bryk o nieratyfikowaniu przez Bułgarię i Słowację konwencji antyprzemocowej

123RF
Nieratyfikowanie przez Bułgarię i Słowację stambulskiej konwencji antyprzemocowej Rady Europy w połączeniu z prawdopodobnym nieratyfikowaniem jej przez Wegry i Ukrainę, a i być może inne państwa regionu każe zapytać o głębsze przyczyny tego buntu.

Premierzy Bułgarii i Słowacji wyraźnie wskazali w imieniu swoich krajów na sprzeczność z ich konstytucjami i świadomość radykalnej ideologii przemycanej w szlachetnym języku przepisów. Ukraińcy z kolei pamiętają niedawne wyczyny feministek z organizacji Femen, w tym zdjęcie w strojach topless krzyża w centrum Kijowa upamiętniającego ofiary Wielkiego Głodu i zbrodni komunizmu.

Niech proszą o przebaczenie

Aresztowanie działaczek Femenu zostało oprotestowane na Zachodzie. Jedna z amnestionowanych jej aktywistek uzyskała azyl polityczny we Francji, a w 2017 r. wręczono jej Międzynarodową Nagrodę Świeckości podczas uroczystości, której przewodniczył byly wielki mistrz loży masońskiej Wielkiego Wschodu i kilku byłych ministrów. Nagrodzona stwierdziła, iż jej działania stanowiły „celebrację wolności sumienia i ekspresji, poważnie zagrożonej obecnie przez religijnych ekstremistów (...) Będę kontynuowała walkę z fanatykami religijnymi, seksistowskimi i mizoginistycznymi, karmionymi przez monoteistyczne dogmaty, aż padną na kolana, aby się modlić i prosić o przebaczenie kobiety, które niegdyś przez nich cierpiały.

Taki bełkot ideologiczny i barbarzyńskie happeningi są zaskakująco dobrze odbierane przez elity krajów „starej" zachodniej Europy. W krajach Europy postkomunistycznej wywołuje on jednak opór, być może dlatego, iż ciągle są one świadome, czym były „emancypacyjne" szaleństwa ideologiczne. Ideologia gender, odmiany marksizmu kulturowego przywodzą na pamięć agresywny ateizm. Stąd instynktowny opór wobec przemocy ideologicznej maskowany językiem równych „praw kobiet". Również obecny rząd Polski uważa przepisy konwencji za martwe, niemniej sytuacja Polski jest już inna. Konwencja jest prawem państwa, co może skutkować pozwaniem przed europejskie trybunały. Dlatego niektórzy wzywają do jej wypowiedzenia, wsparcia państw, które jej nie ratyfikowały i zawarcia europejskiej konwencji praw rodziny.

Na stereotypach wyrósł wielki biznes

Warto spojrzeć na konwencję nieco głębiej, przez pryzmat wielkiego sporu kulturowego ciągle dzielącego świat liberalnego Zachodu. Sporu, w którym zwolennicy walki z przemocą wobec kobiet posługują się ideologią maskującą kłamstwa konieczne do jej promowania.

Wielkim nieobecnym w konwencji stambulskiej są mężczyźni i ojcowie. Sama zaś przemoc wobec kobiet przestała być wynikiem „opresyjnego patriarchatu", lecz brutalizacji wzajemnych relacji między płciami, rewolucji seksualnej oraz rozwalenia wszelkich instytucji i wzorców kulturowych chroniących kobiety i cywilizujących mężczyzn.

Ubocznym rezultatem tego kataklizmu jest powstanie w ich miejsce potężnego biznesu prawnego, psychoterapeutycznego i nadzorczego mającego ze skutkami tej katastrofy walczyć. Ciągle panuje konwencjonalne przekonanie, że to kobiety są ofiarami przemocy wynikającej strukturalnie z „patriarchalnego" podporządkowania. To mit. W połowie sytuacji intymnych między kobietami i mężczyznami, w których dochodzi do przemocy, oboje partnerzy jej używają. W pozostałych przypadkach przemocy kobiety i mężczyźni winni są po połowie. Już w 2003 r. Linda Kelly stwierdziła, iż „w ostatnim dwudziestopięcioleciu badacze nieustannie wykazywali, że mężczyźni i kobiety stosują przemoc w podobnych proporcjach. Pomimo to przemoc kobiet nie jest brana pod uwagę w literaturze dotyczącej przemocy domowej, sugerującej, że tylko mężczyźni ją stosują. Przemoc kobiet jest broniona, minimalizowana bądź odrzucana, a jej baczacze są poddawani ostracyzmowi".

Współczesna kultura masowa jest też pełna stereotypów o mężczyznach bijących żony, pedofilach wykorzystujących seksualnie córki, a rola ojca i męża przedstawiana jest, obok rodzicielstwa i samej rodziny, jako źródło patologii wymagającej instytucjonalnego nadzoru państwa. To propagandowe ukierunkowaniem strachu z wyznaczaniem roli ofiar i drapieżców. Brutalizacja relacji kobiet i mężczyzn widoczna jest szczególnie w potężnym biznesie rozwodowym. Na przykład w Stanach Zjednoczonych postępowania rozwodowe to obecnie 35–50 proc. wszystkich spraw cywilnych, z kosztami idącymi w miliardy dolarów rocznie. Obudowane są one lawinowo wzrastającą liczbą pracowników socjalnych, psychologów i psychiatrów, ekspertów od ochrony dzieci i wymuszania nakazów w ich ochronie, planistów od rozwodów czy specjalistów medycyny sądowej. Ich celem jest rozrywanie nadbudowy rodziny, a następnie przejście do zniszczenia relacji między mężem a żoną, rodzicami i dziećmi, a nawet samymi dziećmi.

Rodzina jest niebezpieczna...

Zadanie tego biznesu to sprzątanie po „emancypacji" z „opresyjnej kultury patriarchalnej". Ofiarami tej rewolucji są głównie dzieci i kobiety, ale coraz częściej i mężczyźni, w szczególności ojcowie. Ten przemysł rozwodowy stał się zakładnikiem fałszywych przekonań, iż kobiety znajdują się w niebezpieczeństwie nieustannej przemocy, szczególnie w naturalnej rodzinie składającej się z matki i ojca.

Jak udowadnia to w „Nowej polityce seksu" Stephen Baskerville, przekonania te są kompletnie fałszywe. Ojcowie zostali zdegradowani i poniżeni po to, by zastąpiło ich biurokratyczne państwo oblepione szczególnie lobbingiem grup ideologicznych chcących z jego pomocą dokończyć rewolucji emancypacyjnej.

A kto pomoże mężczyznom

W wielu dziedzinach prawa człowieka stały się zakładnikiem ideologicznej „polityki tożsamości". Mężczyźni mają- cy największe problemy jako chłopcy w szkołach, przegrywający na studiach, dewastowani przez depresje, samobójstwa, pijaństwo i narkotyki nie znaleźli się w kategorii chronionych. Atak na rodzinę, ojcostwo, macierzyństwo to jedna z najbardziej dewastujących wojen późnego liberalizmu, ideologiczny apartheid popełniany w imię domniemanej „emancypacji", a konwencja stambulska jest tego przykładem. Jej dobre intencje skrywają bowiem struktury nowej przemocy. Jak powiedział Dom Gerald Calvet, pomyłki intelektu są źródłem najbardziej poniżających błędów etycznych. ?

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL