fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Ministrowie w ogniu pytań

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Publiczne wysłuchania poprawiłyby jakość debaty publicznej.

Premier Beata Szydło przedstawiła w Sejmie program rządu. Zwyczaj sejmowego exposé jest jedną z utrwalonych instytucji demokracji. Przyciągając zainteresowanie mediów oraz partii opozycyjnych, sprzyja debacie nad kierunkami polityk publicznych i priorytetami nowego rządu. Hasła z kampanii wyborczej mogą zostać w obecności najważniejszych polityków, mediów i opinii publicznej powtórzone i rozwinięte. Jest to jednak wydarzenie jednorazowe i z konieczności dość ogólnikowe. Ideę exposé warto wykorzystać w przypadku poszczególnych ministerstw i w nieco późniejszym momencie kadencji po to, by polską demokrację można było łatwiej rozliczać.

Wśród zapowiedzi PiS padł pomysł tzw. pakietu demokratycznego. Miałyby się nań składać rozwiązania instytucjonalne pozwalające na lepszą kontrolę rządu przez opozycję oraz wyborców i w konsekwencji większą przejrzystość władzy. Hasło wzmocnienia roli opozycji forsowało Prawo i Sprawiedliwość w czasie, gdy samo występowało w takiej roli. Obecnie, jak pokazały zmiany regulaminu parlamentarnej Komisji ds. Służb Specjalnych czy wybór prezydium Sejmu, PiS podchodzi do tej idei wybiórczo. Jednak warto wykorzystać obecność pomysłu w debacie publicznej i zaproponować, co „pakiet demokratyczny" miałby konkretniej oznaczać. Jakie instytucje (reguły) zabezpieczałyby prawa opozycji i wzmacniały jej głos, a jednocześnie umożliwiały lepszą jakość debaty publicznej w parlamencie oraz poza nim.

Za plecami rzeczników

Proponuję wprowadzenie do polskiego życia publicznego instytucji publicznego wysłuchania ministrów w początkowym okresie pełnienia przez nich funkcji. W pierwszym etapie mogłaby to być instytucja nieformalna, konwencja podzielana przez aktorów politycznych, pozarządowych, medialnych, a potem ewentualnie rozwiązanie zapisane w prawie.

Publiczne wysłuchania ministrów z sesjami pytań i odpowiedzi mogłyby się odbyć po ok. 100 dniach po zaprzysiężeniu rządu, a więc wiosną 2016 r. Nadanie temu rangi i zwyczaju wymusiłoby lepsze niż w przypadku wystąpień na forach komisji sejmowych przygotowanie polityków (zarówno ministrów, jak i zadającej pytania opozycji) oraz większe zainteresowanie mediów.

Dlaczego byłoby to ważne dla naszej demokracji? Polscy politycy nie przywykli do publicznego przedstawiania swoich priorytetów (np. w obszarze polityki zdrowotnej, edukacyjnej, kulturalnej etc.). W Polsce nie ma mechanizmów wymuszających na ministrach systematyczne, rzeczowe i otwarte informowanie o prowadzonej przez nich polityce. Komisje sejmowe są słabe, a politycy chowają się za plecami zastępców i rzeczników, unikają trudnych pytań, wybierają, komu udzielą wywiadu, a których mediów nie uwzględnią. Premierzy robią pokazowe „przeglądy ministerstw", z których niewiele wynika poza zdjęciami dla prasy.

Na razie bez rewolucji

Polska potrzebuje lepszego rządzenia, więcej otwartości, rozliczalności, efektywności i partycypacji. Publiczne przesłuchania ministrów pozwoliłyby poprawić jakość rządzenia. Byliby zmuszeni nawiązać rzeczywisty kontakt zarówno z opozycją, jak i wyborcami. Tego typu rozwiązania pomogłyby poprawić także pracę komisji sejmowych i senackich, opozycji (wzmocnić kontrolę parlamentarną) oraz think tanków i mediów (wzmocnić kontrolę społeczną), spełnić też pewne cele edukacyjne. (Co robi rząd? Jakie są jego polityczne cele? Kto je realizuje?).

Wprowadzenie przesłuchań nie byłoby w sensie formalnym żadną rewolucją, ale rozbudowaniem i nagłośnieniem już istniejącej instytucji wystąpienia ministra przed komisją Sejmu czy Senatu. Byłoby to coś na kształt rozbudowanego i nagłośnionego wystąpienia ministra przed parlamentem (przypominającego informację o polityce zagranicznej udzielaną przez ministra spraw zagranicznych). Organizacje pozarządowe, media i eksperci byliby zaangażowani w przesłuchanie pośrednio, podsuwając przed przesłuchaniem pytania posłom i senatorom, relacjonując i interpretując odpowiedzi. Przesłuchania mogłyby się odbyć w sali Senatu. Każdy minister stawałby przed właściwymi komisjami parlamentarnymi. Przesłuchania trwałyby kilka dni (od trzech do czterech wystąpień dziennie, niekoniecznie codziennie, ale całość zamykałaby się w dwóch tygodniach). Ważną częścią projektu musiałoby się stać nagłośnienie przesłuchań i przygotowanie ich uczestników oraz publiczności.

Prodemokratyczny impuls

Można byłoby również pomyśleć o modelu nieco innym, zbliżonym do projektów przesłuchań kandydatów na wybieralnych urzędników państwowych (sędziów Trybunału Konstytucyjnego, ombudsmanów etc.). Przesłuchanie byłoby przygotowywane przez organizacje eksperckie z udziałem specjalistów w danych dziedzinach. Miejsce przesłuchania byłoby neutralne (tj. nie parlament, ale np. uczelnia). Każdorazowo organizatorem byłaby koalicja zainteresowanych danym tematem organizacji.

Wadą tego wariantu jest prawdopodobnie słabsza motywacja ministrów, by stanąć i odpowiedzieć na pytania niż w przypadku opcji pierwszej. Wymagałoby to również większej pracy organizacyjnej.

Oczywiście powyższe warianty są pewnymi modelami. Można je również potraktować „hybrydowo". Hasło „100 dni" oraz stworzenie z parlamentu areny prawdziwej polityki i dyskusji powinny być impulsami do przyjrzenia się poszczególnym ministerstwom i ministrom.

Pomysł ma charakter punktowy, czyli skupia się na jednorazowym (w trakcie kadencji ministra) wydarzeniu, sprowokowaniu sesji rzetelnych pytań i odpowiedzi. Zakładam, że w jego wyniku uda się wytworzyć dynamikę, która zmieni polską politykę w bardziej przejrzystą i łatwiejszą do rozliczenia. Podczas publicznych wystąpień ministrów zostaną sformułowane plany i obietnice, które wywołają reakcje różnych grup interesu, mediów, organizacji, wyborców. Projekt może też być małym krokiem i inspiracją w kierunku poprawienia prac komisji parlamentarnych.

Takie dwa intensywne tygodnie publicznych przesłuchań ministrów mogłyby się przyczynić do poprawy jakości polskiej polityki lepiej niż organizowane co jakiś czas przez kolejne polskie rządy na pokaz i skryte częściowo za zasłoną tajemnicy „przeglądy" ministerstw.

Mateusz Fałkowski jest socjologiem w Instytucie Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA