fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o Zdrowiu

Sieć nie taka straszna

shutterstock
Zwycięzcy pokazali, że dobre zarządzanie pozwala osiągnąć sukces nawet w zmieniających się warunkach. Nowe zasady finansowania im nie zaszkodziły.

Szpital Powiatowy w Radomsku w kategorii placówek z kontraktem powyżej 70 mln zł, Wojewódzki Szpital Dziecięcy im. J. Brudzińskiego w Bydgoszczy wśród szpitali z kontraktem 30–69 mln zł i Mazurskie Centrum Zdrowia Szpital Powiatowy w Węgorzewie z ryczałtem mniejszym niż 29 mln zł – oto zwycięzcy tegorocznej edycji zestawienia „Liderzy zarządzania szpitalami publicznymi”, które wraca po dwóch latach pod zmienioną nazwą.

Trudne wyliczenia

Podobnie jak w latach poprzednich, oceniając placówki, firma BFF Banking Group wzięła pod uwagę trzy kryteria: efektywność aktywów, rentowność sprzedaży oraz dynamikę kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia 2017/2016.

Podobnie jak w latach poprzednich, analitycy wywnioskowali, że najtrudniej zbilansować budżet szpitalom z najniższym kontraktem – poniżej 29 mln zł. I to właśnie tym placówkom najtrudniej jest odnaleźć się w rzeczywistości po wejściu w życie sieci szpitali, która zastąpiła kontrakty stałym ryczałtem, jakim dyrektorzy mogą zarządzać, przesuwając świadczenia w ramach poszczególnych zakresów.

Zarządzającym lecznicami doszedł nowy obowiązek w postaci stałego monitorowania poziomu wykonania świadczeń. Skomplikowane zasady algorytmu wyliczania ryczałtu sprawiają bowiem, że najkorzystniej jest zmieścić się w widełkach 90–102 proc. kwoty na okres bieżący. Przekroczenie w obie strony – a więc wykonanie mniejszej lub większej liczby świadczeń – sprawia, że spada wycena punktu rozliczeniowego. A więc placówka, która wykonała więcej procedur, niż pozwalał jej na to ryczałt, dokłada do leczenia pacjentów, a ta, która udzieliła mniej 90 proc. świadczeń, na które pozwalała kwota ryczałtu, w kolejnym okresie dostanie mniej pieniędzy.

Taki model finansowania w zamyśle zapobiegać ma nadwykonaniom, które stanowiły utrapienie poprzedniego systemu efektywnościowo-kosztowego. Z drugiej jednak strony wiąże dyrektorom ręce, ograniczając możliwość wykonania procedur, które potrzebne są pacjentom na danym terenie.

Najodważniejsi nie oglądają się na ryczałt, lecząc niejako „na kredyt”. Tak jest w przypadku zwycięzcy w kategorii szpitali z kontraktem powyżej 70 mln zł – Szpitala Powiatowego w Radomsku.

Najważniejszy jest pacjent

Jego dyrektor Piotr Kagankiewicz przyznaje, że nadal działa w rzeczywistości wolnego rynku usług medycznych.

– Odwróciliśmy myślenie. Najpierw udzielamy świadczeń, a potem czekamy na zapłatę – mówi, przyznając, że od wejścia w życie sieci placówka zapłaciła przez to za leczenie pacjentów z własnej kieszeni aż 7,2 mln zł. Dyrektor Kagankiewicz zapewnia jednak, że ta inwestycja zwraca się w postaci popytu na usługi – szpital cieszy się tak dobrą sławą, że zjeżdżają do niego pacjenci nie tylko z najbliższej okolicy, ale też z ościennych województw. A do zabiegów, na które w innych jednostkach są wolne miejsca, ustawia się długa kolejka. 

Takie myślenie ma sens także z punktu widzenia obecnego systemu. Jest bowiem nadzieja, że jeżeli pozostałe placówki w województwie wykonają umowę w mniej niż 90 proc., nadwyżka zostanie przeznaczona na te, które go nadwykonały. Niestety, mimo apeli dyrektorów Narodowy Fundusz Zdrowia wciąż nie udostępnił narzędzia, które pozwalałoby monitorować poziom wykonania świadczeń przez inne jednostki.

Wyczekane przeceny

A bardzo by się ono przydało, zwłaszcza że, jak wynika z najnowszego raportu BFF Banking Group zatytułowanego „Finansowanie ochrony zdrowia a jakość systemu dla pacjentów. Polska na tle wybranych krajów europejskich”, całkowite zadłużenie publicznych placówek służby zdrowia (SPZOZ) wyniosło na koniec 2017 roku 11,75 mld zł (ok. 2,7 mld euro). Raport wskazuje, że niezależnie od zauważalnego w ostatnich latach wzrostu wydatków na system ochrony zdrowia, jego tempo jest wciąż zbyt wolne, a poziom inwestycji w rozwój polskiego systemu opieki zdrowotnej pozostaje jednym z najniższych w Europie. W 2017 r. nakłady inwestycyjne w ochronie zdrowia w przeliczeniu na jednego mieszkańca wyniosły w Polsce niespełna 2 tys. dol., podczas gdy średnia dla krajów OECD to 4 tys. dol.

Dlatego dyrektorzy szpitali z nadzieją wypatrują retaryfikacji świadczeń szpitalnych, nad którą pracują obecnie specjaliści z Ministerstwa Zdrowia i Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT). Ma ona urealnić ceny procedur z uwzględnieniem kosztów materiałów oraz pracy ludzkiej i sprawić, że szpital nie będzie musiał dokładać do leczenia z własnych środków.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA