fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Nowak: Szkody po PRL

materiały prasowe
Kolejne rządy III RP znajdowały pieniądze na różne programy i inwestycje, ale na wymierzenie dziejowej sprawiedliwości i uchwalenie porządnej ustawy reprywatyzacyjnej już nie – zauważa prawnik.

Dyskusja dotycząca ewentualnych nieprawidłowości przy reprywatyzacji nieruchomości warszawskich kieruje debatę publiczną w złą stronę. Zgodnie z powyższym bowiem to byli właściciele gruntów i budynków lub nabywcy ich roszczeń doprowadzają rzekomo do nadużyć, próbując odzyskać zabrane mienie. A więc w skrócie – reprywatyzacja jest problemem, bo ktoś gdzieś usiłuje odzyskać to, co państwo zabrało jego poprzednikom prawnym.

Cytując słowa jednej z piosenek, można zawołać „oj nie tak, panowie, nie tak!".

Cios w prawdziwą elitę

Zgodnie z tą narracją (pomińmy już w tym miejscu odpowiedź na pytanie: słusznie czy niesłusznie skierowaną przeciwko warszawskiemu ratuszowi; to zupełnie osobna sprawa, której niniejszy tekst wprost nie dotyczy) głównymi poszkodowanymi są osoby, które aktualnie zajmują sporne nieruchomości i którym dziś jakieś prawa się odbiera. Oczywiście, nie można negować ich problemów. Wyrzucanie ludzi z zajmowanych mieszkań będzie dla nich dramatem. I o tym nie można zapomnieć. Ale jednocześnie trzeba wyraźnie podkreślić, że z perspektywy całego zagadnienia reprywatyzacji jest to problem pochodny. Zapomina się bowiem o fakcie, że główne zło tkwi w zdarzeniach znacznie wcześniejszych.

Przypomnijmy w wielkim skrócie: w latach 40. i 50. władza ludowa, wykoślawiając przedwojenne plany reformy rolnej, odebrała – z naruszeniem wszelkich praw obywatelskich – właścicielom szereg nieruchomości. Zarówno kamienic, dworków, jak też nieruchomości rolnych czy leśnych. Chodziło o uderzenie w przedwojenną prawdziwą elitę, osłabienie i wykorzenienie jej.

Na mocy różnych, mniej lub bardziej chaotycznych (ale tak samo bezwzględnych), aktów prawnych komuniści po prostu – mówiąc obrazowo – okradali rodziny ziemiańskie z ich wieloletniego dorobku. Robili to na różne sposoby. Czasem wystarczało wydanie ogólnikowego rozporządzenia czy dekretu, zgodnie z którym w jakiejś miejscowości nakazywało się rekwirować bliżej nieokreślone nieruchomości, a następnie miejscowi członkowie PZPR we własnym zakresie to doprecyzowywali.

Trzy małpki

Państwo polskie do dzisiaj z tym dziedzictwem nie potrafi sobie poradzić. Stosuje taktykę trzech japońskich małpek: „nie widzę, nie słyszę, nie mówię". A przecież III RP, chcąc nie chcąc (bardziej to drugie), odziedziczyła ten problem po PRL. Kolejne rządy znajdowały pieniądze na różne mniej lub bardziej dziwne programy i inwestycje, ale na wymierzenie dziejowej sprawiedliwości i rozliczenie się z przeszłością – już niekoniecznie.

Słusznie oczekujemy od państw sąsiednich rozliczenia się z ich szkodliwych działań wobec Polaków. Ale tym bardziej sami powinniśmy być czuli na tym punkcie.

Tymczasem nawet częściowa wypłata odszkodowań rodzinom ziemiańskim okazała się niemożliwa, vide niekorzystna politycznie. I – trzeba to mocno podkreślić – tak właśnie wygląda główny problem dotyczący reprywatyzacji. Klasa polityczna jako całość (wyłączając chlubne wyjątki) nie chce, nie potrafi naprawić PRL-owskich szkód. I trochę jak w horrorach klasy B opowiadających o nawiedzonych domach – zło raz wyrządzone, a w żaden istotny sposób nienaprawione, rodzi kolejne zło. Może w naszym akurat przypadku nie tyle chodzi o duchy pokrzywdzonych dziedziców, ile swoje robi niechlujność PRL-owskiego ustawodawcy i niezdecydowanie ustawodawcy z III RP: prowadzi do wykorzystywania możliwości, luk prawnych i kierowania różnych roszczeń. Ich konsekwencją mogą być właśnie problemy osób aktualnie takie nieruchomości zajmujących. Szczególnie będzie to widoczne zapewne na przykładzie warszawskim.W latach 40. i 50. władza ludowa odebrała właścicielom szereg nieruchomości

Można odnieść wrażenie, że uchwalona niedawno „mała" ustawa reprywatyzacyjna w pełni opisanej wyżej perspektywy nie podziela. I obawiam się, że ustawodawca szybko zapomni o rozwiązaniu tej części problemu – zadośćuczynienia dla spadkobierców osób pozbawionych majątków z innych części kraju.

Nienaprawione krzywdy

Jeżeli więc ktoś przy okazji zakrzyknie: „tak nie może być dalej – potrzebna jest ustawa reprywatyzacyjna!", w pełni się zgodzę. Należy jednak zastrzec, że rolą takiej ustawy nie może być wyłącznie naprawianie problemów pojawiających się obecnie, ale przywrócenie dziejowej sprawiedliwości. Gdzie to możliwe, należałoby potomkom wywłaszczonych ziemian oddać ich nieruchomości w naturze, a tam, gdzie pojawiły się daleko idące zmiany własnościowe, społeczne czy przeprowadzono duże inwestycje, pomyśleć o innych formach odszkodowań.

Jest już dosyć późno. Na taką „dziejową sprawiedliwość" doczeka się niewielu ziemian faktycznie wywłaszczonych w latach 40. lub 50., a następnie przez dziesiątki lat rzucanych po różnych częściach Polski. Jeszcze w latach 90. ziemianie prężnie działali w organizacjach społecznych, gdzie ze specyficznym przedwojennym sznytem potrafili opowiadać o swoich dworach, pałacach i ziemiach. Dziś ich jest coraz mniej. Ale prawe i sprawiedliwe państwo nie powinno zapominać o krzywdach swoich obywateli. Odpowiedzialne opracowanie mechanizmów odszkodowawczych pozwoli również w znaczącym zakresie wyeliminować występujące obecnie problemy.

Autor jest prawnikiem, radcą prawnym. Wykłada w Katedrze Prawa i Gospodarki Nieruchomościami Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA