fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

#RZECZoBIZNESIE: Andrzej Kiński: Plan modernizacji wojska ma zbyt optymistyczne założenia

tv.rp.pl
Żadne państwo NATO nie wydaje takich środków na modernizację techniczną - mówi Andrzej Kiński, redaktor naczelny magazynu „Wojsko i Technika", gość programu Marcina Piaseckiego.

Na kilka dni przed wyborami minister Mariusz Błaszczak ogłosił „Plan Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP na lata 2021-2035 z uwzględnieniem także roku 2020". 524 mld zł mają być przeznaczone na ten program.

- Łatwiej byłoby to skomentować, gdybyśmy znali podstawę tego wyliczenia, skąd wzięła się ta kwota. To są pewne estymacje oparte na niezwykle optymistycznych założeniach. Przez kilka lat przyrost PKB musiałby wynosić 6 proc., a w latach 2031-35 co najmniej 4 proc. W tym momencie wydajemy poniżej 25 proc. środków z budżetu resortu obrony na modernizację techniczną. Żeby osiągnąć wskaźniki, o których mówił Błaszczak, czyli 50 mld zł na modernizację techniczną i zakupy w 2035 r., wspomniany udział musiałby sięgnąć 40 proc. Żadne państwo NATO nie wydaje takich środków na modernizację techniczną. Nie znając założeń, możemy mieć wątpliwości czy wartość powyżej 500 mld zł jest osiągalna - mówił Kiński.

Za te pieniądze mają być zakupione m.in. 32 maszyny F-35 i dokupione F-16.

- Program „Harpia" pojawił się już planie modernizacji technicznej na lata 2013-2022, ale tam nie wskazano konkretnego typu samolotu. Jeszcze niedawno nie braliśmy pod uwagę F-35, tylko F-16. To jest bardzo logiczny krok, bo potrzebujemy szybko zastąpić samoloty produkcji sowieckiej. To byłoby rozwiązanie optymalne, żeby zanim F-35 osiągną gotowość operacyjną, dokupić F-16 dla co najmniej jednej eskadry. Realnie, wstępną gotowość operacyjną pierwszy polski F-35 osiągnie pod koniec następnej dekady – tłumaczył gość.

Zauważył, że z dokupieniem F-16 pojawia się problem. Producent silnika nie oferuje wersji, którą są napędzane nasze maszyny. Dwie odmiany F-16 podnoszą koszty logistyczne.

- Nie opłaca się kupować mniej niż jednej eskadry F-16, czyli 16 maszyn. Żeby mieć kilka samolotów w zapasie i uzupełnić inne eskadry trzeba by kupić 24 - wyliczył Kiński.

Program „Harpia" zyskał równoległą linię „Harpii Szpon".

- To jest program dołączenia do naszych F-35 bezzałogowego komponentu rozpoznawczo-uderzeniowego. F-35 współpracowałyby z maszynami bezzałogowymi, które leciałby przed formacją F-35, dokonywały rozpoznania terenu, wyszukiwały cele, określały, gdzie są luki w systemie obrony przeciwlotniczej. Również same dysponowałyby możliwościami uderzeniowymi. To by zwiększało możliwości uderzeniowe formacji i nie narażało na zniszczenie samolotów z pilotami. Mówienie o niewidzialności dla F-35 dla naszego potencjalnego przeciwnika jest naciągane – tłumaczył ekspert.

W planie wróciła kwestia „Narwi", systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej krótkiego zasięgu. Wróciła też kwestia zakupu śmigłowca uderzeniowego, czyli program „Kruk". Są też dalsze zakupy w programie „Homar", wymieniony został program okrętów podwodnych „Orka".

- To wszystko są pilne przedsięwzięcia. Najbardziej palącym problemem jest obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa - stwierdził Kiński.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA