fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

Podwodniacy poczekają na nowe jednostki

Scorpene. Tylko francuski okręt ma na pokładzie pociski manewrujące.
Wikipedia
Czy zamiast caracali zamówimy we Francji okręty podwodne? Według naszych informacji taką możliwość rozważa szef MON Antoni Macierewicz.

To jednak jedyna konstruktywna wiadomość w sprawie realizacji wartego ponad 10 mld zł, największego w siłach morskich RP strategicznego programu zbrojeniowego „Orka". Minister Macierewicz obiecuje, że rozstrzygnięcia związane z wyborem dostawcy podwodnej superbroni zapadną jeszcze w tym roku. Nawet jednak najwięksi optymiści nie wierzą w te deklaracje.

– Tak skomplikowanego oręża nigdy nie produkowaliśmy w kraju, a ambicje MON są jednoznaczne: polskie stocznie muszą być włączone w budowę jednostek. Już obecnie okrętowy program „Orka" ma co najmniej półtoraroczny poślizg. Na uzgodnienie tysięcy procedur i detali potrzebujemy co najmniej dwóch kolejnych lat i to przy założeniu, że zaczynamy negocjacje od jutra, a w Inspektoracie Uzbrojenia nagle przybędzie fachowców znających się na morskiej broni – mówi specjalista zaangażowany w kontraktowanie uzbrojenia w resorcie obrony, zastrzegając sobie anonimowość.

Maks Dura, były oficer marynarki, dziś ekspert militarny i dziennikarz portalu Defense24, wskazuje, że choć najnowszy strategiczny przegląd obronny, wykonany już przez obecną władzę, podnosi rangę zakupu podwodnych okrętów, postulując zwiększenie liczby potrzebnych jednostek z trzech do czterech, to w żadnym razie nie przyspiesza to i nie porządkuje procesu decyzyjnego.

Przewagi DCNS

Czy rzeczywiście jednak rosną w MON szanse francuskich okrętów podwodnych? Jest co najmniej kilka powodów, by taka opcja realizacji największego programu modernizacji sił morskich RP była prawdopodobna. Tylko okręty Scorpene o klasycznym napędzie oferowane Polsce przez koncern stoczniowy DCNS są w pełni uzbrojone w gotowe do użycia pociski manewrujące, a to warunek programu „Orka". Takiego oręża brak m.in. okrętom U-214, proponowanym przez niemiecki koncern ThyssenKrupp Marine Systems. Także stocznie Kockums/Saab, które rozpoczęły już produkcję najnowszej szwedzkiej podwodnej jednostki o zmniejszonej wykrywalności A26, obiecują jedynie ewentualną adaptację uzbrojenia okrętu do polskich wymagań wynikających z warszawskiej koncepcji odstraszania.

Zdaniem ekspertów szanse niemieckich U-Bootów zmalały już w zeszłym roku, kiedy Polska zrezygnowała z koordynowania zakupów podwodnej broni z Norwegią, a Oslo – przypomnijmy – wybrało okręty TKMS.

Na rzecz Francuzów zdaje się coraz skuteczniej przemawiać także oferta przemysłowa adresowana do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. MON oczekuje bowiem, że polskie stocznie będą w maksymalnym stopniu włączone w budowę podwodnych jednostek.

Francuskie obietnice

Janusz Przyklang, szef polskiego przedstawicielstwa DCNS, z przekonaniem przedstawia inwestycyjny francuski plan: wszystkie okręty podwodne, które zamówi Marynarka Wojenna RP, zostaną zbudowane przez stocznie należące do PGZ. Koncern z Cherbourga kusi, że co najmniej 80 proc. prac zostanie wykonanych w Polsce, w tym wszystkie zamówienia związane z wyposażeniem, próbami i odbiorami okrętów. Tylko nieliczne elementy konstrukcji, w przypadku których przeniesienie produkcji nie będzie ekonomicznie uzasadnione, zostaną wyprodukowane we Francji. Zdobyte dzięki kooperacji z DCNS kompetencje przemysłowe będą mogły zostać wykorzystane przez polski obronny holding do budowy kolejnych okrętów dla polskich sił morskich, a także na eksport, we współpracy z DCNS.

Odstraszanie

Francuzi kuszą stoczniowe spółki PGZ wzrostem zatrudnienia: szacują, że budowa okrętów podwodnych pozwoli na utworzenie około 1200 miejsc pracy w polskim przemyśle, w stoczniach i u ich dostawców. Około 300 pracowników znajdzie stałe zajęcie przy serwisowaniu okrętów podwodnych przez kolejnych 30 lat ich służby w Marynarce Wojennej.

Zdaniem dyrektora Przyklanga jedynie Francja proponuje Polsce sprzedaż okrętów razem z dalekosiężnymi, potężnymi pociskami manewrującymi i nie zamierza nakładać żadnych ograniczeń w wykorzystaniu rakiet ani przenoszących je okrętów podwodnych. – Nie jest nam wiadomo o innej ofercie, która na to pozwala. To, oczywiste, że broń odstraszania będzie skuteczna wyłącznie wtedy, gdy Polska będzie mogła ją wykorzystywać zgodnie ze swoją wolą – mówi przedstawiciel DCNS.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA