fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

Błyskawice F-35 przylecą do Polski bez inwestycji

F-35
Departament Obrony USA
Jest już niemal pewne, że pozyskaniu amerykańskich supermyśliwców nie będą towarzyszyć zobowiązania offsetowe. W zeszłym tygodniu miał o tym przesądzić w głosowaniu rządowy Komitet Offsetowy - dowiedziała się „Rz”.

Już w zeszłym roku MON ostrożnie próbowało sygnalizować takie rozwiązanie związkowcom i zbrojeniówce. Podniosły się jednak protesty.

- Gigantyczny wydatek na 32 samoloty 5 generacji szacowany wstępnie ok. 6,5 mld dol., powinien być kompensowany w polskiej gospodarce – twierdzi konsekwentnie m.in. Polskie Lobby Przemysłowe im. E. Kwiatkowskiego skupiające wojskowych ekspertów i inżynierów. W obszernym raporcie PLP jeszcze w końcu zeszłego roku uzasadniało konieczność podniesienia kwestii inwestycji kompensacyjnych w negocjacjach samolotowego kontraktu stulecia z USA.

Jedyna szansa na technologie

- Bardzo pilnowaliśmy, aby zobowiązania offsetowe towarzyszyły tej ogromnej samolotowej transakcji. Dla zbrojeniówki to jedyny sposób na zdobycie amerykańskich technologii, które normalnie są poza naszym zasięgiem i wiadomo, że nigdy nie zostałyby nam przez koncerny z USA sprzedane – mówi Paweł Janas szef Federacji Związków Zawodowych Przemysłu Specjalnego. Janas nie ukrywa teraz rozczarowania, twierdzi, że liczy już tylko na zrozumienie wicepremiera Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych.

Prof. Paweł Soroka, koordynator PLP potwierdza, że wicepremier Sasin to ważny adres i również lobby im. E. Kwiatkowskiego nie zrezygnuje z próby uświadomienia decydentowi odpowiadającemu za los zbrojeniówki że offset za F-35 to dziś element racji stanu RP.

PLP w końcu zeszłego roku wystosowało zresztą do rządowych decydentów obszerną analizę uzasadniającą konieczność postawienia Waszyngtonowi offsetowych warunków.

Prof. Soroka mówi: – Współpraca przemysłowa z USA przy zakupie samolotu F-35 nie może się ograniczać jedynie do pozyskania sprzętu. A polski przemysł zbrojeniowy i jego zaplecze badawczo-rozwojowe w ramach kompensacji za wielomiliardowe wydatki na nowe skrzydła z Ameryki musi stać się częścią łańcucha dostaw dla głównego producenta tego samolotu - firmy Lockheed Martin i jego kooperantów. – To jeden z naszych najbardziej istotnych postulatów.

Kłopotliwe korzyści?

Jednak Wojciech Skurkiewicz, wiceminister obrony narodowej, w odpowiedzi na pytania PLP już kilka miesięcy wcześniej przygotowywał grunt pod rozstrzygniecie niekorzystne dla zbrojeniówki. Przekonywał, że rząd jeszcze nie podjął decyzji, czy offset w ogóle będzie warunkiem samolotowego kontraktu.

– MON rozpatruje opcje zakupu samolotów F-35 z offsetem lub bez niego. Uwzględniamy cenę zakupu i korzyści przemysłowe także w kontekście zdolności polskich zakładów zbrojeniowych – tłumaczył wiceminister.

Nie jest tajemnicą, że offset korzystny dla rodzimych firm, z punktu widzenia państwowego inwestora jakim są Siły Zbrojne generuje negocjacyjne komplikacje i dodatkowe koszty znacząco podnoszące cenę zamawianej broni.

- Mimo wszystko, jeśli rezygnacja z offsetu za F-35 stanie się faktem będzie to posuniecie bardzo niekorzystne dla polskiego przemysłu obronnego i jego zaplecza badawczo-rozwojowego - mówi prof. Soroka i decyzję nazywa „przejawem myślenia krótkofalowego”.

W swoim raporcie PLP zwraca uwagę zwłaszcza na pouczające doświadczenia norweskie związane z udziałem przemysłu obronnego tego kraju w globalnej sieci dostaw dla koncernu Lockheed Martin. Eksperci Lobby przypominają, że rząd Królestwa Norwegii uzależnił wybór typu samolotu bojowego od charakteru i skali zaangażowania przez jego producenta w norweski przemysł obronny. W rezultacie takiego konsekwentnego podejścia władz norweskich, zakłady zbrojeniowe Kongsberg są niemal wyłącznym dostawcą wielu podzespołów i komponentów o kluczowym znaczeniu dla produkcji F-35 (np. pylonów dla pocisków rakietowych). Co więcej, lotniczy pocisk uderzeniowy JSM produkowany przez Lockheed Martin został zmodyfikowany specjalnie dla F-35, a sam samolot dostosowany do przenoszenia tych pocisków w wewnętrznych komorach uzbrojenia.

USA chronią cenne rozwiązania

Zdaniem Bartosza Głowackiego, eksperta pisma „Skrzydlata Polska”, fakt, że zamówienie F-35 nie przysporzy polskiej branży lotniczej najnowszych „skrzydlatych” technologii nie jest zaskoczeniem. USA z zasady nie udostępniają topowych rozwiązań zagranicznym klientom – mówi. Tym bardziej, że produkcję najnowszych samolotów 5. generacji już dawno rozdzielono między kraje - uczestników partnerskich programu. Chodzi o państwa, które zawarły specjalną umowę i już dawno włączyły się w łańcuch kooperacji przemysłowej. To m.in. USA, Wielka Brytania, Włochy, Holandia, Australia, Dania, Kanada, Norwegia. Akces do zbrojeniowego przedsięwzięcia złożyły też nieco później Izrael, Japonia i Korea Południowa.

– Do Polski w ślad za F-35 z pewnością nie trafią sekretne technologie hi-tech. Możemy mieć kłopot nawet z uzyskaniem pełnego dostępu do czynności serwisowych. Mowa np. o naprawie powłok pokrywających elementy płatowca i gwarantujących zdolności stealth – mówi Głowacki.

Mariusz Cielma, redaktor naczelny Nowej Techniki Wojskowej, twierdzi, że choć kontrakt na „Błyskawice” jest negocjowany w ramach amerykańskiego państwowego programu eksportu uzbrojenia, Foreign Military Sales, to wciąż istnieje szansa, na współpracę ze zbrojeniowym gigantem Lockheed Martin. Producent i integrator systemu F-35 może zaoferować np. dostęp do rozwiązań w dziedzinach, które z maszynami F-35 nie mają bezpośredniego związku.

– Lockheed Martin już w czasie ubiegłorocznych kieleckich targów MSPO sygnalizował możliwą kooperację z polskimi partnerami. Polem współdziałania i wymiany doświadczeń mogłyby być technologie rakietowe, remonty i głębsza modernizacja starszych służących w polskich Siłach Powietrznych wielozadaniowych „Jastrzębi” czyli F-16. Wymieniano także współpracę w dziedzinie wojskowych śmigłowców – wyjaśnia redaktor Cielma.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA