Polityka

Zniszczono tysiące oświadczeń majątkowych posłów i senatorów

rp.pl
Kilka tysięcy oświadczeń majątkowych posłów i senatorów za lata 1997–2011 zostało zniszczonych. Powód? Niejasne i niejednoznaczne przepisy.

Nie można już sprawdzić, co posiadał Donald Tusk, kiedy zostawał premierem ani jak bogaty był poseł Janusz Palikot, zanim założył Twój Ruch. Kancelarie Sejmu i Senatu usunęły archiwalne oświadczenia majątkowe parlamentarzystów z Systemu Informacyjnego Sejmu na stronie internetowej z kilkunastu lat. Jak twierdzi Centrum Informacyjne Sejmu: „Zgodnie z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora (art. 35) oświadczenia o stanie majątkowym przechowywane są przez sześć lat".

Papierowe oryginały dokumentów z archiwum Sejmu trafiły do zniszczenia. Obecnie można jedynie zobaczyć dane z rejestrów korzyści posłów z kadencji od 1997 r.

Zdaniem części prawników to, że ustawa mówi o sześcioletnim przechowywaniu oświadczeń wcale nie oznacza że przestały być informacją publiczną. Ustawa o dostępie do informacji publicznej z 2001 r. nie zakreśla ram czasowych, do kiedy informacje publiczne mają być w BIP. – Choć prawo nie jest jednoznaczne, moim zdaniem Kancelaria Sejmu nie ma podstaw, by usuwać oświadczenia majątkowe z BIP – ocenia Krzysztof Izdebski, prawnik z Fundacji ePaństwo, która walczy o przejrzystość m.in. w świecie polityki i sama kopiuje od lat oświadczenia posłów i senatorów (umieszcza je na stronie sejmometr.pl).

– Gros parlamentarzystów pracuje w Sejmie nieprzerwanie od wielu kadencji i korzystanie z tej informacji ma znaczenie dla przejrzystości życia publicznego – podkreśla Izdebski.

Poseł PO Borys Budka, prawnik i były minister sprawiedliwości, nie widzi sensu w decyzji o usunięciu starych oświadczeń. – Nie rozumiem takiego działania, bo jako poseł wolałbym, aby wszystkie wytworzone oświadczenia majątkowe były dostępne publicznie. Dla dobra samych posłów, by np. ktoś kiedyś nie snuł domysłów – wskazuje poseł Budka.

Jak istotne mogą być dziś stare oświadczenia majątkowe polityków, świadczy chociażby historia europosła Jarosława Wałęsy, obecnie kandydata PO na prezydenta Gdańska. W lipcu „Gazeta Polska" opisała nieścisłości w jego oświadczeniach majątkowych za lata 2005–2009 (był wtedy posłem PO). Wątpliwości budzi m.in. „znikające" mieszkanie, ale także to, skąd Wałęsa miał ponad 200 tys. dolarów amerykańskich w funduszach inwestycyjnych. Równie niejasny jest wzrost wartości posiadanych nieruchomości. Wyjaśnieniem nie zajmą się organy ścigania, bo sprawa podania ewentualnej nieprawdy w oświadczeniach przedawnia się po pięciu latach.

Gdyby Urząd Miasta Gdańsk po sześciu latach zniszczył oświadczenia majątkowe władz miasta, dziennikarze nie mogliby weryfikować i opisywać tego, co legło u podstaw obecnych oskarżeń wobec prezydenta Pawła Adamowicza, który dziś przed sądem odpowiada za podawanie nieprawdy w oświadczenia majątkowych z lat 2010–2012. Zdaniem prokuratury miał nie wpisywać dwóch mieszkań oraz zaniżać kwotę posiadanych oszczędności (od kilkudziesięciu do 320 tys. zł). Zarzutów być może byłoby więcej – CBA badała oświadczenia złożone od 2009 roku, wcześniejsze się bowiem przedawniły. Dotychczas (przez poprzednie rządy i szefów Kancelarii Sejmu) archiwalne oświadczenia majątkowe parlamentarzystów – od 1997 r. – były traktowane jako informacje publiczne, a więc nieusuwalne.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL