Polityka

Tajemnice szabel Straży Marszałkowskiej

Fotorzepa, Robert Gardziński
Kancelaria Sejmu nie chce ujawnić, ile wydała na broń paradną straży podlegającej marszałkowi Kuchcińskiemu.

959 mm długości wraz z rękojeścią i wygrawerowana łacińska sentencja „SALUS REI PUBLICAE SUPREMA LEX” („dobro Rzeczypospolitej najwyższym prawem”) – tak wyglądają szable, którymi od lipca dysponuje straż marszałkowska. W tym roku ta podległa marszałkowi Markowi Kuchcińskiemu formacja przechodzi gruntowną przemianę. Dzięki nowej ustawie stała się służbą mundurową z prawdziwego zdarzenia, jej liczebność ma niemal się podwoić, a funkcjonariusze dostali nowe mundury. Efektem zmian jest też wyposażenie ich w broń paradną. Ile kupiono szabel i w jakiej cenie? To już jednak okazuje się pilnie strzeżoną tajemnicą.

Pytania w tej sprawie „Rzeczpospolita” wysłała do Centrum Informacyjnego Sejmu. „Kancelaria Sejmu, ze względów organizacyjnych i bezpieczeństwa, nie komentuje stanu wyposażenia straży marszałkowskiej w jakiekolwiek elementy uzbrojenia” – odpisało nam CIS. Zaznaczyło tylko, że koszty „były niższe od progów przewidzianych w prawie zamówień publicznych”. Ta ustawa mówi, że jej przepisów nie stosuje się przy zamówieniach wartych mniej niż 30 tys. euro.

Milczenie Kancelarii Sejmu nie dziwi posła PiS Edwarda Siarki. – Nie wszystko musi być jawne, szczególnie gdy dotyczy zagadnień związanych z bezpieczeństwem. Szable to co prawda broń biała, lecz jednak broń – mówi.

Inaczej uważa Jarosław Urbaniak z PO. Zwraca uwagę, że na rynku cena za nową szablę paradną mieści się w kwocie do tysiąca złotych. – To skandaliczne, że z zakupu tak prostej rzeczy w instytucji publicznej robi się tajemnicę. To sygnał, że kwota zamówienia może znacznie odbiegać od realiów rynkowych.

To nie pierwszy raz, gdy sprawa szabel budzi kontrowersje. Na terenie Sejmu strażnicy użyli ich już do salutowania 12 lipca podczas szczytu szefów parlamentów z Europy Środkowo-Wschodniej. Kilka dni wcześniej mieli je podczas uroczystości z okazji 550-lecia parlamentaryzmu w Kole. Problem w tym, że nie było jeszcze zarządzenia marszałka mówiącego o tym, że bronią paradną wymienioną w nowej ustawie o straży marszałkowskiej są właśnie szable.

Marek Kuchciński wydał je dopiero 26 lipca. Liczy aż 45 stron z załącznikami, w których analizowany jest każdy, nawet najdrobniejszy detal szabli oraz kordzików, czyli sztyletów, przysługujących komendantowi i jego zastępcom. Tych ostatnich Kancelaria Sejmu jeszcze nie kupiła.

„Umiejętność posługiwania się bronią białą, przed etapem wykonywania jej w ramach obowiązków, wymaga odpowiedniego, długotrwałego treningu. Z tych względów wyposażenie strażników w szable musiało nastąpić z odpowiednim wyprzedzeniem, jeszcze przed wejściem w życie ustawy” – wyjaśnia Centrum Informacyjne Sejmu. Jednak zdaniem opozycji i ekspertów, których cytowaliśmy w „Rzeczpospolitej”, zakup broni na podstawie dopiero projektowanego zarządzenia był złamaniem prawa.

Kontrowersje może budzić też sam pomysł wyposażenia strażników w szable. Popularna sejmowa teoria głosi, że Marek Kuchciński podpatrzył takie uzbrojenie w parlamencie węgierskim, bo w Polsce trudno o nawiązania historyczne. Historyk Paweł Rozdżestwieński mówił w listopadzie, że straż marszałkowska II RP nie była uzbrojona, bo „jej obowiązkiem było reagowanie w sposób kulturalny”.

Z tego powodu Jarosław Urbaniak chce sprawę szabel poruszyć podczas posiedzenia sejmowej Komisji Regulaminowej. Edward Siarka twierdzi jednak, że „szable są potrzebne”. – Dosyć już zwijania naszego państwa. Byłem w wielu parlamentach, gdzie kwestie reprezentacyjne są na wysokim poziomie. Też powinniśmy o to dbać – zaznacza.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL