Plus Minus

Marek Jakubiak: Miałem sprzedać browar Niemcowi?

Fotorzepa, Darek Golik
Za rok albo za dwa moda na wąsy wróci. Ten typ drwala to jest upierdliwe dla posiadacza wybitnej brody. Ile można o brodę dbać? A wąsy wrócą. Modne będą takie jak moje: zakręcane, lekkie, swobodne - mówi Marek Jakubiak, biznesmen, poseł Kukiz'15.

Plus Minus: Ten pana wąs to nie jest zbyt posłuszny.

Połowa mojej twarzy to jest wąs do góry, a połowa – wąs do dołu. Człowiek jest po prostu asymetryczny.

I ten na dole nie chce się zakręcić?

No nie chce. Prawy idzie na smutek, a lewy na wesoło.

Czyli bardziej do twarzy panu z lewicą. Potraktujemy to jako oświadczenie polityczne.

Ale jak pan na mnie patrzy, to widzi pan zakręconą prawicę. Natomiast problem z wąsem jest autentyczny. On schodzi w dół. Ciągle go kręcę do góry, ale on nie chce się poddać.

I tak od lat.

Noszę wąsy, od kiedy mi urosły. W latach 70. były modne, oznaczały męskość. Kombinować zacząłem z nimi już w szkole średniej. Niestety, mam rzadki zarost, więc trochę się męczyłem. Od tamtej pory tylko raz dałem je sobie zgolić.

Co się stało?

Za namową małżonki. To było w Ciechanowie ponad dziesięć lat temu. Przyszedłem do pracy i cisza się zrobiła. Następnego dnia kadrowa w imieniu pracowników przyszła i poprosiła o wąsy. Załoga tak chciała.

Nie był pan poważnym szefem bez wąsa.

Nie mam górnej wargi i źle wyglądam bez wąsów.

Historia polskiego wąsa jest barwna: Piłsudski, Wałęsa...

Wszyscy od Chrobrego.

Czyli to synonim siły.

Męskości. W okresie sarmackiej Polski golono się prawie na łyso, a wąsy kręcono na białko. Zarost musiał być. Ale nie broda, tylko właśnie wąs. Czym dłuższy, tym lepszy. Takie sumiaste.

Eksperymentował pan kiedyś z takim wąsem?

Nie, bo to zwyczajnie przeszkadza. U polskiej Sarmacji to była pewna filozofia. Hartowanie ducha od dziesiątego roku życia. W rodzinach było po kilku małych grzdylów, a najsilniejsi szli do armii. Jak delegowali młodego człowieka na adepta czy przyszłego husarza, to zanim został pocztowym, musiał sporo ćwiczyć. Wyzwolenie rywalizacji, walki wręcz czy używania białej broni było bardzo ważne. Dlaczego o tym mówię? Bo gołowąs nie był mężczyzną. Miał mleko pod nosem.

Nie chciałby pan być nazwany gołowąsem?

Nie dorabiam żadnej filozofii do mojego zarostu, bo po szkole przyszedł czas na wojsko. Tam trzeba było mieć pozwolenie na wąsy.

„Pozwolenie na wąsy" – to byłby dobry tytuł filmu, którego akcja działaby się w realiach Polski lat 80. Składał pan podanie?

To dowódca zezwalał. Mi pozwolił.

Wąsy były w tamtych czasach ważne i mocne, ale w połowie lat 90. zaczęło się dziać z nimi coś złego. Wybory wygrywa prezydent bez wąsów, a jego następcy – Lech Kaczyński, a potem Bronisław Komorowski – wąsy zgolili.

To jest początek tej liberalnej Europy, która była obok nas. Oni byli 50 lat przed nami. W czasie, gdy oni twistem starali się odreagować wojnę, to my byliśmy jeszcze pod okupacją. Za miskę zupy musieliśmy odbudować to, co spalili i zniszczyli nam sąsiedzi.

Obóz liberalnej Europy jako antywąs?

Tak, bo im chodziło o to, żeby odciąć nas od tego wszystkiego, co było w naszej historii. I od wąsów również.

Od naszego wąsatego dziedzictwa?

To jest dziedzictwo Polski utrzymane przez pół wieku komunizmu. Byliśmy za murem i nie mieliśmy do czynienia z liberalizmem. Odizolowani od tego krzyku, że teraz będzie kolorowo i pięknie. Założenie tej Europy jest takie: nie będzie już nigdy wojny.

Klasyczny koniec historii Fukuyamy.

Z punktu widzenia Polski wygląda to tak, że wygraliśmy wojnę, a byliśmy największym cierpiętnikiem, odizolowanym przez 50 lat od świata zachodniego. Nigdy żeśmy się nie poddali, a jesteśmy największym przegranym drugiej wojny światowej. Nawet reparacje nie zostały załatwione.

To wygraliśmy czy przegraliśmy? Bo powiedział pan i jedno, i drugie.

To jest prawdziwy paradoks Polaków. Niedawno odkryłem, na czym to polega. My walczymy „za waszą i naszą". My idziemy zawsze z odsieczą. Pod Wiedeń poszliśmy i za sto lat dostaliśmy łomot od tych, którym uratowaliśmy tyłek. Zamiast zająć się Prusami, my zajmowaliśmy się Turkami, którzy mieli wielki szacunek do Jana III Sobieskiego.

On miał piękne wąsy.

Lew Lechistanu. Tak go nazywano. W każdym razie trzeba się było zająć Prusami, które wyprodukowały później Bismarcka.

On miał średni wąs, ale to trochę ahistoryczne myślenie. Na tamtym etapie trudno było przewidzieć pojawienie się Bismarcka.

Mówię tylko o pewnym paradoksie. Ratowaliśmy Europę, a Prusacy dostali skrzydeł. Nam już nie wystarczyło środków na kolejną wyprawę porządkującą Europę. Sobieski zrobił też wielki błąd. Chciał Tatarów rękami załatwić sprawę, a oni Mazurów wyciągnęli, a nie Prusaków. Przegrał na tym. To był gigantyczny błąd strategiczny Sobieskiego.

Wróćmy do współczesnych dziejów. W 1994 r. Jacek Żakowski pisze tekst „Coś pękło, coś się skończyło" o fiasku etycznej rewolucji Solidarności. Wychodząc z kryteriów estetycznych, możemy powiedzieć, że mniej więcej w tym czasie coś pękło i coś się zgoliło.

To był czas nieprawdopodobnego otwarcia na Zachód. Dziś myślę, że było ono za duże. Zachłysnęliśmy się. A wtedy było tak, że jak się pojechało na Zachód, to się nie widziało wąsów. Mówiło się, że Polaka można poznać po wąsach. Chcieliśmy być Europejczykami, więc je goliliśmy. Pozbywano się ich, by nie być wyróżnianym z tłumu. Ja nigdy nie miałem z tym problemu.

Był pan już w tym czasie biznesmenem. Nie stawiały one pana w złym świetle? Ten facet ma wąsy, to nie rozumie, co się dzieje na świecie.

Nigdy o tym nie myślałem. To nie interesy, ale kobiety są wrogami wąsów. Narzekają na nie.

A lider formacji powinien mieć wąsy? Czy Paweł Kukiz je kiedyś miał?

Jak wszyscy. Wydaje mi się, że widziałem zdjęcie Pawła z wąsami.

Ale marny to był zarost.

Nie oczekuje od nikogo wąsów. Nie kreuje takich postaw. Mi się tylko nie podobało to, że przez lata wąsy były wyszydzane.

Przemysł pogardy wobec wąsów?

I to przez parę lat, ale wąsy się jednak obroniły. I to mimo tego, że dziś nie ma już potrzeby udowadniania, że ktoś jest męski.

Taka potrzeba jest – zdaje się – wpisana w męskość.

Ale nie ma potrzeby demonstrowania jej wąsami. Kobiety się emancypują i starają się udowadniać, że niczym się nie różnią od mężczyzny. Gdzieś ginie ten etos. Dla mnie te wąsy nie są jakimś manifestem. Noszę wąsy, kto mi zabroni?

Na razie nikt.

Chyba że PiS postanowi, że posłowie nie mogą nosić wąsów. Wtedy odejdę z Sejmu.

Nie ma obecnie zbyt wielu wąsów w polskim Sejmie.

Jeden pan z PiS ma takie fajne. Ma urodę Sarmaty.

Czesław Sobierajski?

Tak.

Najlepsze wąsy w historii polskiego parlamentaryzmu miał według mnie marszałek Putra.

O tak. Piękne sumiaste wąsy. Takie w dół. To nie były wąsy, to były wąsiska. Za rok albo za dwa zobaczy pan, że wąsy wrócą. Po prawej stronie sceny politycznej młodzi już zaczynają je nosić. Nie denerwuje ich to. Taka moda sobie pływa, ale teraz to trochę wraca. Ten typ drwala to jest upierdliwe dla posiadacza wybitnej brody. One zginą ze zwykłego pragmatyzmu. Ile można o brodę dbać? A wąsy wrócą. Modne będą takie jak moje: zakręcane, lekkie, swobodne.

A czy broda nie jest lewacka? Kiedyś nosił ją Marks, a teraz Zandberg. To nie może być przypadek. Nosił pan kiedyś brodę?

Nigdy! Mi się to wszystko zgrywa. Widzę tu duży wpływ muzułmanizmu. Tam jest propaganda noszenia brody jako atrybutu męskości. To się przenosi na Europę, na przykład wspomniana moda na tak zwanego drwala. Nie stawiałbym znaku równości, ale widzę między jednym a drugim coś niecoś.

Nie idziemy za daleko?

Myślę, że nie. Muzułmanie kreują męskość. Oni Koranem opisują zupełnie inny świat niż my w Biblii. Stąd u nich broda i wąsy. U nas były brody, ale nie były atrybutem, bo tym były wąsy. Podejdźmy do Matejki, który u mnie wisi. Oczywiście są wąsy. A to jest Kossak. On się stał reklamą piwa Zwierzyniec. W ogóle ten obraz to już do USA jechał.

I pan odkupił?

Obraz zginął, a potem ktoś go po cichu sprzedał. Kossak darował go Zamoyskiemu, a on browarowi w Zwierzyńcu, a potem pewnie jakiś prezes go po cichu sprzedał. Ja go złapałem na aukcji w Desie. To pierwsza reklama okresu międzywojennego i pierwsza reklama patriotyczna.

Ile taki Kossak?

Ten 70 tysięcy. Styka jest droższy.

Ma pan jeszcze zbroję husarii?

One po browarach stoją, bo przecież nie miejsce dla nich w domu. Jak jeszcze nie byłem politykiem, to w zbroję husarską ubrałem się w Zamku Czocha. Tam miałem otrzymać tytuł księcia zamku. We trzech z pocztowymi wyszliśmy po moście do ludzi. Przed mostem była scena i ze 300 osób. Szliśmy sobie w podkutych butach: chlap, chlap, pomału i nagle scena zamilkła.

W końcu zobaczyli husarię.

Oni potraktowali nas jak zjawisko z tamtych lat. Najpierw mieli otwarte usta, a potem chcieli nas dotykać. Dzieci chciały, żebyśmy brali je na ręce. Było fantastycznie. Tylko jedno dziecko się popłakało. Było bardzo przestraszone. Potem okazało się, że to było dziecko niemieckie.

Czyli słusznie się popłakało.

W zasadzie tak. Przy okazji tego wszystkiego dowiedziałem się, po co są te sanki z tyłu zbroi.

Po co?

Kolega spadł w zbroi z konia na plecy i one uratowały mu życie. Inaczej by sobie kark skręcił.

Wracając do politycznych podziałów i zarostu, Palikot ma teraz taką lekką brodę, ale to pana partner od interesów.

On ma zarost? No może. Trochę jak smerf wygląda. Poniekąd robimy interesy. To jest spółka akcyjna, w której jest kilka osób oraz jego syn, a jego akurat nie ma. Faktem jest, że z nim rozmawiałem trochę. Uważam, że są tematy, które nie mogą być definiowane: głupi, mądry czy lewy, prawy. To jest element wspólnego mianownika, którym jest płacenie podatków. Państwo bogate to jest państwo, w którym obywatele wpłacają jak najwięcej podatków. Najlepiej prostych. Spotkał mnie zresztą hejt z prawej strony, że sprzedałem Palikotowi browar.

Jest pan zdziwiony?

Nie. Zresztą miałem wątpliwości. Czułem wewnętrznie pewien dyskomfort. Ale komu miałem sprzedać, Niemcowi?

Miał pan wybór między Niemcem a lewakiem? To prawie jak Antygona.

Ja mu powiedziałem na początku, że mam problem. Jesteśmy z dwóch stron, a on siedzi i prowadzi tego swojego Twittera. Palikot się zresztą wtedy bardzo ładnie zachował. Następnego dnia złożył deklarację, że wycofuje się ze sceny politycznej. Powiedziałem mu: super, tylko dotrzymaj słowa. Wiedziałem, że z tego powodu mogę mięć tylko nieprzyjemności, ale uznałem, że Palikot lepiej się zna na robieniu biznesu niż polityki. Zresztą mogę coś panu zdradzić. Nikt nawet nie zauważył, że w Sejmie siedzę na krześle Palikota.

A Paweł Kukiz nie chciał pokoi sejmowych po Twoim Ruchu.

Mamy te opuszczone przez PSL. Ale wracając do sprawy browaru, to jako Polak nie mogę patrzeć na to, co on robił. Po to odbudowywałem to wszystko, by ktoś miał piękny polski średniowieczny browar. Wyciągnięty zresztą z niebytu, bo ja mam dar odbudowywania i przestrzennego myślenia, które polega na tym, że potrafię ulokować wszystko, jak kiedyś było. Po prostu rozumiem budowniczych z dawnych lat. Nikt nie wierzył, że Tenczynek da się odpalić, a ja go odpaliłem. Jak już zrobiłem, co swoje, to były zakusy Belgów i Niemców, żeby go kupić, ale uznałem, że lepiej, żeby pozostał w polskich rękach. Zresztą jego syn nie może być obciążany rolą polityczną ojca. Sprzedałem mu go zresztą w dobrej cenie.

Jakiej cenie?

To są dziesiątki milionów złotych. Z wielkim wysiłkiem, ale za ten browar zapłacił. Jeśli polski browar na tym zyskuje, to trzeba się cieszyć.

A to już się stało jakiś czas temu?

Tak, ale dopiero niedawno informacja pojawiła się w mediach. Negocjacje trwały dwa lata, a sprzedany został jakieś osiem miesięcy temu. Teraz informacja się rozeszła, ale to nie była żadna tajemnica. Sam o tym mówiłem. Zresztą nie do końca rozumiem ten hejt.

Sami stworzyliście taki świat. Proszę sobie przypomnieć, co Kukiz mówił o Palikocie. Zbiera pan żniwo własnej polityki.

Polaryzowanie sceny politycznej. Dobrze. Czuję się za to też odpowiedzialny.

Wracając do naszego głównego tematu, czy zbytnie dbanie wąsy nie kłóci się trochę z ideą męskości, która musi być trochę nonszalancka.

Nie poświęcam im zbyt dużo uwagi. Ja je czeszę tak jak głowę. Trzeba dbać o higienę, bo wiadomą sprawą jest, że jak się myje zęby, to trochę pasty padnie na wąsy.

Trochę jedzenia też musi na nich zostać, choć zawsze lepiej na wąsach niż na swetrze.

Dłużej obiad pachnie, ale ja nie mam z tym problemu. Dziwię się tym, którzy ręką podnoszą wąsy, by jeść. To jednak zbyt radykalne podejście.

A syn ma wąsy?

Najstarszy ma 33 lata i krótkie ciemne wąsy, choć z nim jest tak, że raz sobie zgoli, a raz je nosi.

Było ciśnienie ze strony ojca? Gołowąsa mieć w rodzinie...

Nie wymagam oczywiście od niego niczego takiego. Mój ojciec nie nosił wąsa, bo mu nie pasował i wszyscy się z niego śmiali. Na czele z moją mamą. Dziadek miał bardzo ładny wąs. Ktoś chce, to niech sobie nosi. Już nawet nie pamiętam, czy syn ma teraz wąsa. Zobaczmy jego ostatnie zdjęcie, mam tu w telefonie.

No ma. To jest zresztą taka nowa fala wąsa. Takie fancy, a nie drwal.

Dobrze podstrzyżone. Zięć też ma. Proszę zobaczyć.

Inaczej by go pan do rodziny nie przyjął.

Nikomu nie każę, ale jednak... Nie naciskam, nie wymagam, ale coś się w tej sprawie dzieje. Coraz więcej wąsów jest.

I u pana też zawsze będzie?

Jak w „Misiu": nie dam sobie ogolić wąsów, bo noszę je od przed wojny. Zresztą brzydko bez nich wyglądam. Mam go przypisanego do twarzy i koniec.

— rozmawiał Piotr Witwicki (dziennikarz Polsat News)

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL