fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Irena Lasota: Polski raj niedaleko Waszyngtonu

Fotorzepa, Darek Golik
Zobaczyłam na mapie zielone zmieszane z niebieskim, słabo zagęszczone i pomyślałam, że sprawdzę, czy w odległości do dwóch godzin jazdy od Waszyngtonu można znaleźć miejsce nad jeziorem w lesie. I rzeczywiście znalazłam.

Jezioro nazywa się po prostu Anna i nikt (z moich znajomych) o nim nie słyszał. Jest trochę jak fiordy, ma wiele odnóg. Przy pierwszych kilku widnieją napisy, że nie wolno pływać ani łowić ryb, przy kilku innych, że nie wolno pływać łódkami ani wchodzić do wody. Gdy znajduję niewielką plażę, gdzie wolno pływać – dokonuję kilku odkryć.

Na przykład, że pływanie w środkowej Wirginii jest zajęciem tylko dla małych dzieci. Pilnują ich w wodzie przeważnie mocno wytatuowani mężczyźni. Dzieci, o dziwo, bawią się spokojnie. Jedno wiaderko czy łopatka przypada na kilkoro z nich. Tak jak kiedyś.

Woda w jeziorze jest po prostu gorąca, za gorąca. Ktoś mi tłumaczył, że woda z jeziora służy do chłodzenia miejscowej elektrowni atomowej i jesteśmy po stronie, gdzie już wypływa po tym, jak wykonała już swoje zadanie.

Jestem zachwycona, bo lubię doświadczać czegoś nowego. Jestem też jedyną osobą powyżej trzydziestki i w dodatku nie miejscową, więc w...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA