fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Artur Bartkiewicz: Jak elity bały się ludu czyli krótka historia pogardy

Agacie Młynarskiej nie podobał się sposób, w jaki Polacy odpoczywają nad Bałtykiem.
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Już Józef Piłsudski miał mawiać, że Polacy to „naród wspaniały, tylko ludzie k...y", we właściwy sobie, dosadny sposób wyrażając ambiwalentny stosunek polskiej elity do ludu, któremu przyszło jej przewodzić.

U zarania III RP myśl Piłsudskiego w nieco bardziej elegancki sposób wyraził Bronisław Geremek, który ubolewając nad wynikiem pierwszych wyborów prezydenckich we wreszcie wolnej Polsce, stwierdził: „Polacy nie dorośli do demokracji". Słowa te były wyrazem rozczarowania, że ludu nie uwiódł lansowany przez inteligenckie elity na jedynego męża stanu w gronie pretendentów do prezydentury Tadeusz Mazowiecki, lecz populista Stan Tymiński, jeżdżący po kraju z tajemniczą czarną teczką i żoną z Peru.

Wypowiedź Geremka można traktować jako archetyp wszystkich późniejszych ubolewań przedstawicieli środowisk lewicowo-liberalnych nad ich smutnym losem w kraju, w którym przychodzi im pracować z ludem tak głęboko nieuświadomionym. Jego słowa były zarazem bardzo lapidarną definicją nowego systemu, który działać ma dobrze tylko wtedy, gdy Polacy wybierają mądrze... czyli tak, jak oczekują od nich wyznawcy nowej filozofii politycznej.

Obawy o to, że lud może dokonywać niewłaściwych wyborów, pojawiały się później regularnie. Wzmogły się po wyborczym sukcesie PiS z 2005 r. Lęk, że nie będzie to sukces ostatni, przyświecał twórcy popularnego przed kolejnymi wyborami hasła: „Zabierz babci dowód". Pomysł 27-letniego wówczas informatyka rozsierdził PiS do tego stopnia, że sprawa miała się zakończyć w prokuraturze, a sam autor pokajał się i obiecał, że weźmie babcię na wybory. Wielu internautów – reprezentujących grupę zdefiniowaną potem jako „młodzi, wykształceni, z dużych ośrodków" – podeszło jednak do owego pomysłu entuzjastycznie, traktując zabieranie dowodu seniorom jako działanie prewencyjne wobec tych, którzy nie dorośli do demokracji.

Rozdźwięk między liberalnymi elitami a resztą społeczeństwa nie ogranicza się jednak wyłącznie do wyborów politycznych – obejmuje również styl życia, zupełnie nieprzystający do modelu aktywności godnej człowieka światłego. Właśnie za to polskiego chama – określonego mianem Edka, w nawiązaniu do bohatera „Tanga" Sławomira Mrożka – ganił prof. Zbigniew Mikołejko.

– W Edkach nie ma nic indywidualnego – produkowani są standardowo z tymi swoimi bejsbolówkami i gaciami do kolan, z quadami, z piwskiem w łapie i z marzeniem o luksusowych autach – mówił prof. Mikołejko, znacznie poszerzając pole, na którym społeczeństwo zawodzi. Od filozofa oberwało się też młodym matkom, znów głównie ze względu na nieaprobowany styl życia: „Dzieci to dla nich zwykle alibi. Pretekst, by nic nie robić. Aby nie pracować i nie rozwijać się" – pisał w „Wysokich Obcasach".

Z kolei Agata Młynarska w głośnym swego czasu wpisie na Facebooku przeciwstawiła model inteligenckich wakacji – joga na tarasie, jazda rowerem wzdłuż Zatoki Gdańskiej, rozkoszowanie się zapachem sosen – modelowi wakacji w wersji ludowej, kiedy to nad morze przyjeżdżają „państwo Kiepscy z rodzinami i przyjaciółmi", raczą się „rybami smażonymi na oleju nie pierwszej świeżości, goframi i frytami", a „faceci w gastronomicznej ciąży opędzają się od swoich dzieci i umęczonych żon". Wszystko to – jak syntetycznie ujmowała Młynarska – jest „totalnym armagedonem".

O tym, jak wyjść z trudnej sytuacji, w której zewsząd otaczają nas ludzie niedojrzali do postnowoczesności, pisał w 2015 r. prof. Jan Hartman: „Miliony was, chamy, miliony. I co my mamy z wami zrobić? Ale przyjdzie na was czas. A jak nie na was, to na wasze dzieci. Weźmiemy szturmem wasze szkoły, zwabimy was podstępem do teatrów, wyślemy wasze dzieci w świat. I pewnego dnia zniknie ta zabobonna, prostacka i kruchciana Polska, dławiąca się pychą, jakąż to ona jest »prawdziwą« i »wierną« jest" – pisał w felietonie, gdy – to znów słowa Hartmana – „jakiś bydlak z wiatrówką zabił mu psa".

Po wyborach z 2015 r. godny politowania styl życia niewyrobionej masy obywateli zszedł jednak na drugi plan wobec ich politycznej niedojrzałości. Prof. Wojciech Sadurski na łamach „Newsweeka" zdiagnozował, że w Polsce, w której PiS uparcie utrzymuje się na czele sondaży, mamy do czynienia z „triumfem aroganckiego i ignoranckiego plebsu". A aktor Jacek Poniedziałek zaapelował do „biednego, otumanionego 500+, 40 proc. narodu", by ten „rozpłynął się i przepadł", ponieważ „jest zakałą świata". W tym kontekście słowa prof. Geremka z początku lat 90. brzmią wręcz jak komplement...

„A co, jeżeli demokracja Polaków do siebie nie przekonała? Może spróbowali i się zniechęcili? Może okazała się zanadto skomplikowana, wymagająca, zawodna, niedoskonała i niezrozumiała?" – zastanawiał się na łamach „Gazety Wyborczej" w połowie zeszłego roku Jacek Żakowski, zwracając uwagę, że „każdy, kto ma odrobinę mózgu, widzi, że od półtora roku PiS niszczy demokrację".

A co, jeżeli ludzie nie lubią, gdy sugeruje im się, że owej połowy mózgu nie mają?

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA